Ukrywała roznegliżowanego amanta za oknem. Ta jedna scena wystarczyła, by odpalić plotki

2026-03-21 7:50

Opowieść o dziewczynie, która przez całą noc próbuje znaleźć miejsce do spania, była czymś więcej niż serią zabawnych scen. Był tu absurd, wdzięk i ten rodzaj lekkości, którego widzowie w tamtym czasie naprawdę potrzebowali. Po latach krytyczka Bożena Janicka mówiła o filmie dla PAP: „Cudowny film! Oglądając go wówczas, czuliśmy, jak spada z nas ogromny ciężar całego okresu stalinowskiego”. I chyba właśnie to najlepiej tłumaczy, dlaczego "Ewa chce spać" została w pamięci na tak długo.

Film wielu „pierwszych razów”

Nieprzypadkowo ten tytuł wraca dziś także jako opowieść o debiutach. Dla Tadeusza Chmielewskiego był to pierwszy pełnometrażowy film fabularny. Barbara Kwiatkowska (+54 l.) dostała rolę, która otworzyła jej drogę do wielkiej popularności. Dialogi współtworzył Jeremi Przybora (+88 l.), a na ekranie przewinęło się tyle charakterystycznych twarzy, że nie wszystkich nawet uwzględniono w napisach. Jednym słowem – zrobiło się tłoczno od talentów. Do tego dochodzi jeszcze historia samego castingu. Wokół filmu zorganizowano wielki konkurs na odtwórczynię Ewy, ale po latach Chmielewski przyznał w książce Piotra Śmiałowskiego „Jak rozpętałem polską komedię filmową”, że „pic konkursu na odtwórczynię Ewy polegał na tym, że Basię Kwiatkowską wybrał dużo wcześniej”. Było więc trochę kina, trochę promocji i trochę sprytnej legendy. A wiadomo – widz lubi, kiedy za kulisami też coś iskrzy.

Ekranowy debiut Kaliny Jędrusik

W tym właśnie gronie po raz pierwszy na dużym ekranie pojawiła się także Kalina Jędrusik. Plotka głosi, że starała się o postać głównej bohaterki, dostała epizod, ale za to jaki! Ta scena trwa krótko, lecz działa zaskakująco mocno. Jędrusik gra niezwykle temperamentną mieszkankę hotelu robotniczego, która próbuje ukryć roznegliżowanego amanta (w tej roli Jan Kobuszewski), wywieszając go za oknem w wiadrze do zaprawy murarskiej. Kalina nie musiała długo grać, żeby narobić zamieszania. Wystarczył moment, jedno spojrzenie, trochę bezczelnego uroku i widz już wiedział, że to nie jest kobieta, którą łatwo będzie zamknąć w tle.

Od epizodu do legendy

Później ten mechanizm tylko się rozpędzał. Jędrusik szybko zaczęła budzić emocje znacznie większe niż przeciętna aktorka swoich czasów. Mówiła:

Znam swój zawód. Potrafię zagrać psa i kota, starą babę i dziwkę.

Była w tym pewność siebie, ironia i pełna świadomość, że nie zamierza nikogo uspokajać. PRL bardzo szybko zrobił z niej seksbombę, choć ten obraz był prostszy niż prawdziwa Kalina. Magda Umer (+76 l.) tłumaczyła po latach:

W socjalistycznej Polsce stała się symbolem seksu i wyuzdania, tymczasem były to tylko pozory.

Ale ten świat nie lubił niuansów. Wolał etykiety. A do Kaliny ta łatka przykleiła się błyskawicznie, w co niemały wkład miał jej ukochany, który z chęcią podsycał tę atmosferę. Miłość, o której mówiono bez końca Wraz z ekranową legendą przyszło też zainteresowanie jej życiem uczuciowym. I właśnie tu zaczyna się rozdział, który dla wielu był niemal równie fascynujący jak jej role.

Mieszkała z byłą żoną męża  i jego teściową

Historia Kaliny i Stanisława Dygata (+63 l.) od początku miała w sobie wszystko, co lubi plotkarska wyobraźnia. Pisarz zobaczył ją jeszcze w czasach Teatru Wybrzeże, a potem między nimi szybko zaiskrzyło. Problem polegał na tym, że Dygat był wtedy żonaty. Romans z Kaliną nabrał jednak tempa. Po ślubie zamieszkali w bardzo nietypowym układzie rodzinnym – w czterdzistometrowym mieszkanku razem z córką Dygata - Magdą oraz jego... byłą żoną i teściową. Brakowało im pieniędzy, było ciasno, bywało nerwowo, ale między nimi cały czas było coś, co przyciągało uwagę otoczenia. Już wtedy wszyscy czuli, że to nie będzie zwyczajne małżeństwo.

Byli najwspanialszym i najniezwyklejszym małżeństwem, jakie znam. Przede wszystkim autentycznym, bo bez grama obłudy i kłamstwa

– wspominał Kazimierz Kutz (+89 l.). Dygat mocno wierzył w Kalinę i w jej sceniczny potencjał. Pomagał budować jej wizerunek, wzmacniał legendę, rozumiał, że ma w sobie magnetyzm, którego nie da się nauczyć. Ona z kolei wcale nie zamierzała być grzeczna, przewidywalna ani wygodna dla otoczenia.

Romanse, plotki i cała reszta

Z czasem ich relacja zaczęła działać na własnych zasadach. Namiętność mieszała się z przyjaźnią, przywiązaniem i coraz większą swobodą. Janusz Morgenstern (+89 l.) opowiadał w jednym z wywiadów:

Nie znałem bardziej kochającej dbającej o siebie pary niż Staś i Kalina. Jeśli Kalina poskarżyła się na kochanka, Staś też miał mu za złe.

Wokół tego małżeństwa od lat krąży opowieść o wolności, na którą nie każdy umiał patrzeć bez zgorszenia. Jedni widzieli w nich parę idealnie dobraną, inni – związek trudny, pełen napięć i niedopowiedzeń. Wokół Jędrusik bardzo szybko zaczęły też krążyć opowieści o kolejnych fascynacjach romansach. Część z nich zapewne była prawdziwa, część mocno podkręcona, a część zwyczajnie dopisana do jej wizerunku, bo publiczność uwielbiała widzieć w niej kobietę, która żyje tak samo odważnie, jak wygląda.

Nazwisk w tej historii pojawiało się zresztą sporo. Jak przypomina Sławomir Koper w książce „Życie artystek PRL”, Jędrusik łączono m.in. z Władysławem Kowalskim (+ 81 l.), Tadeuszem Plucińskim (+ 92 l.), Wiesławem Rutowiczem (+73 l.), Włodzimierzem Sokołowskim (+ 71 l.) czy Wojciechem Gąssowskim (82 l.). Mówiono, że Kalina przyciągała mężczyzn jak magnes, że lubiła flirt, że wokół niej stale ktoś się pojawiał. Jedno nazwisko ciągnęło za sobą następne, a każda nowa znajomość błyskawicznie obrastała w komentarze. W jej przypadku wystarczył gest, spojrzenie albo wspólne wyjście, by ruszyła machina domysłów. To zresztą była idealna pożywka dla epoki, która kochała szeptane sensacje. Kalina miała seksapil, odwagę i temperament, więc wielu z góry zakładało, że jej życie prywatne musi być równie burzliwe jak scena, na której stawała. A ona nie robiła wiele, żeby ten obraz uspokoić. 

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki