Spis treści
Czy Karol Strasburger wystąpi w nowej wersji "Nocy i dni"?
Aktor szybko ucina wszelkie domysły. W rozmowie z Radiem Eska wyznał, że twórcy nowej ekranizacji z ramienia Netflixa nie kontaktowali się z nim. Na pytanie o ewentualny udział w nowej wersji odpowiedział, że ostateczna decyzja byłaby uzależniona od lektury scenariusza i oceny proponowanej roli. Zaznaczył przy tym, że błędem jest utożsamianie go z postacią Toliboskiego, ponieważ od premiery tamtego filmu minęło pół wieku. Obecnie, ze względu na wiek, musiałby wcielić się w inną postać. Strasburger podkreślił również, że widzom, którzy pokochali jego kreację sprzed 50 lat i uznali słynną scenę z nenufarami za najbardziej romantyczną w powojennej kinematografii, trudno byłoby go zaakceptować w zupełnie nowej roli w filmie o tym samym tytule.
Nowe "Noce i dnie" na Netflix. Reakcja Strasburgera
Prace na planie nowej wersji "Nocy i dni", w reżyserii Kamili Tarabury znanej z "Absolutnych debiutantów", idą już pełną parą. W obsadzie znaleźli się Tomasz Schuchardt i Jaśmina Polak, którzy wcielą się w Bogumiła i Barbarę Niechciców. Nazwisko aktora, który zagra kultowego Józefa Toliboskiego, pozostaje tajemnicą. Tymczasem Karol Strasburger uważa, że na ponowną ekranizację prozy Marii Dąbrowskiej jest za wcześnie.
- Te role, które kiedyś zostały zagrane i film, który został zrealizowany, są na tyle silnie umocowane w pamięci i świadomości tych, którzy go oglądali, że ciągle kojarzą go jednak z nami. Na tej podstawie ja twierdzę, że należałoby może trochę odczekać, skoro to jest tak silnie połączone i ten film jest na tyle ważny, mocny, dobry i będący w świadomości różnych pokoleń, nie tylko starszych, ale i młodszych. Może powinien ten, kto ma pomysł, poczekać chwilę, kiedy gdzieś ten film zostanie lekko zapomniany, o ile to w ogóle jest możliwe, bo on jest na tyle dobry, że ciężko będzie go zapomnieć - przyznał aktor w rozmowie z Natalią Nowecką z Radia Eska.
Strasburger o modyfikowaniu klasycznych powieści przez Netflixa
Każda nowa ekranizacja znanej powieści, jak choćby "Lalka", prowokuje dyskusje o granicach swobody twórczej. Pojawia się pytanie, czy warto używać oryginalnego tytułu, skoro fabuła ulega głębokim przekształceniom. Zmiany, jakich Netflix dokonał w przypadku "Znachora" i "Lalki", sugerują, że widzowie mogą spodziewać się niespodzianek również w "Nocach i dniach". Karol Strasburger jasno podkreśla, że nie aprobuje takich zabiegów.
- "Noce i dnie" to jest gotowy scenariusz napisany przez Dąbrowską, który ma taki, a nie inny bieg wydarzeń, prawda? I teraz jeżeli ktoś chce robić inny film, nie taki, jak został napisany, to zawsze mnie dziwi, po co akurat robić film o takim tytule, kiedy można napisać inny scenariusz. Powinien zmienić tytuł, zrobić inny temat. W ogóle "Noce i dnie" nie są tu do niczego potrzebne, chyba, że do tego, żeby ludzie o tym mówili, tak jak pani ze mną rozmawia, żeby to było popularne i żeby ludzie chcieli oglądać, czyli dla tak zwanego marketingu. [...] Moja skromność i szacunek dla tego dzieła, dla Jerzego Antczaka i dla samej realizacji, polega na tym, że ja bym się nie odważył kombinować tak, żeby wszystko odmienić, ale tytuł zostawić. W takim samym tytule, a w ogóle innej realizacji, innych tematów, ja nie mam ochoty brać udziału - skwitował aktor.
PRZECZYTAJ TEŻ: Gdyby "Lalka" była kręcona w Hollywood, kto mógłby w niej zagrać? Oto nasza subiektywna obsada