Od sylwestrowej nocy minęło już kilka dni, ale echa koncertów wciąż nie cichną. Jedni wspominają występ Stinga jako kwintesencję muzycznej elegancji i dowód na to, że talent broni się sam. Inni wciąż komentują spektakularne show Dody, pełne choreografii, efektów specjalnych i widowiskowych wejść. Sama Rabczewska postanowiła dolać oliwy do ognia i jasno dać do zrozumienia, że nie rozumie bezkrytycznego zachwytu nad zagraniczną legendą.
Zobacz też: „Cała droga wypisana na twarzy”. Doda pokazuje, jak wygląda cena sukcesu. Te zdjęcia dzielą 23 lata
Latanie czy stanie? Doda porównuje się do Stinga i rozpętuje burzę!
Doda od początku sylwestra jest wyjątkowo szczera w ocenach kulis muzycznych imprez. Najpierw mówiła o playbacku, potem o niedocenianiu polskich artystów, aż w końcu przeszła do porównań. Na tle jej występu, z lataniem nad sceną, pirotechniką, skąpymi kostiumami i intensywną choreografią - wejście Stinga było wizualnie bardzo oszczędne. Publiczność jednak nagrodziła go owacjami za głos, charyzmę i sceniczną klasę.
Rabczewska w swoich wypowiedziach podkreśliła, że dla niej samo wyjście na scenę i śpiewanie to za mało. Jak zaznaczyła, artysta zawsze ma wybór: pójść na łatwiznę albo dać z siebie wszystko - nawet kosztem swojego komfortu. Ona, jak twierdzi, od lat wybiera tę drugą drogę!
Każdy artysta ma do wyboru: dostać swoją stawkę, wyjść i zaśpiewać albo wyjść i zrobić wszystko jeszcze poza tym. I ja zawsze wybierałam to drugie, ponieważ dla mnie to jest równoznaczne z byciem ambitnym, pomysłowym, kreatywnym i szalonym. I czy mi nie byłoby wygodniej, jakby mi było ciepło, wyszłabym w kurtce, stanęłabym w jednym miejscu przy statywie i nałożyłabym sobie czapkę i po prostu śpiewałabym swoje piosenki? Oczywiście, że tak, ale to nie jestem ja. Ja tak nie umiem - powiedziała w sieci Doda.
Nie ukrywała frustracji, mówiąc o zimnie, śniegu, śliskiej scenie i wysiłku, jaki wkłada w każde show. Podkreśliła, że mogłaby stanąć przy statywie, założyć ciepłą kurtkę i po prostu zaśpiewać, ale to kompletnie nie leży w jej naturze. Doda zaznaczyła przy tym, że docenia talent Stinga i jego status legendy, jednak sama potrzebuje na scenie adrenaliny, ryzyka i maksymalnej ekspresji.
Moglibyśmy normalnie czuć komfort, stać przy mikrofonie i sobie odśpiewywać, a nie z********ć w butach antypoślizgowych, łykać śnieg, trząść się zimna w kostiumach, które chcemy, żeby kojarzyły wam się z sylwestrem, z rozrywką, z seksapilem. Owszem, świetnie śpiewa. Owszem, jest legendą (...) Nie da się całe życie oglądać tylko Stinga, ja bym się zanudziła. Nie da się też całe życie oglądać Dody, bo bym była przebodźcowana. Po to są te różne charaktery, charyzmy, osobowości sceniczne, by każdy mógł wybrać coś dla siebie, i by każdy nadawał kolory tej scenie, by ona widniała jako jeden obraz, a nie plama jednej barwy - powiedziała Doda.
Zobacz też: Odmieniona Anna Wyszkoni wbiła się w czerwony strój godny Dody. Rozpoznajecie ją jeszcze?
Zobacz naszą galerię: Latanie czy stanie? Doda porównuje się do Stinga i rozpętuje burzę!