Polskie jury i 12 punktów dla Izraela
Eurowizja 2026 wywołała w Polsce gorącą dyskusję - i to nie ze względu na wynik, lecz na decyzję polskiego jury. Siedmioosobowy skład, w którym znalazła się m.in. Viki Gabor, przyznał Izraelowi maksymalne 12 punktów. To właśnie ta decyzja stała się zapalnikiem dla fali krytyki ze strony innych artystów i komentatorów.
Warto podkreślić: nie wiemy, jak głosowała indywidualnie każda z osób wchodzących w skład jury. Końcowy wynik - 12 punktów dla Izraela - to ocena całego siedmioosobowego gremium, a nie pojedynczej jurorki.
Zobacz także: 18-letnia Viki Gabor żyje ze swoim chłopakiem jak z mężem! "Ona ma obowiązki jako żona, a on ma obowiązki jako mąż"
Oświadczenie managementu Viki Gabor
W odpowiedzi na kontrowersje management Viki Gabor - firma Management4Seasons - opublikował na Instagramie następujące oświadczenie:
Management4Seasons informuje, że udział Viki Gabor jako jurorki w szeroko omawianym głosowaniu podczas Konkursu Piosenki Eurowizji 2026 dotyczył wyłącznie aspektów muzycznych. Spekulacje na temat ukrytych znaczeń pozostawiamy bez komentarza. Przypominamy, że Eurowizja to przede wszystkim święto muzyki i warto o tym pamiętać.
Brzmi przekonująco - ale tylko do momentu, gdy zadamy najprostsze pytanie: jakich konkretnie aspektów muzycznych dotyczyło głosowanie? Co zadecydowało o tak wysokiej ocenie? Na te pytania oświadczenie nie odpowiada ani słowem.
"Spekulacje pozostawiamy bez komentarza"
Szczególnie rzuca się w oczy fragment o spekulacjach, które management "pozostawia bez komentarza". To klasyczny zabieg PR-owy - zamiast odnieść się do konkretnych wątpliwości, zbija się je jednym zdaniem, sugerując niejako, że są niegodne odpowiedzi.
Problem w tym, że pytania o decyzję polskiego jury zadają nie tylko zwykli widzowie, ale także znane osoby ze świata kultury. Asia Opozda wprost napisała na Instagramie, że jest jej "przykro i wstyd" po decyzji jury i że jako kraj "wysłaliśmy Europie bardzo smutny sygnał". Trudno takie głosy zbywać milczeniem.
Management przypomina w oświadczeniu, że "Eurowizja to przede wszystkim święto muzyki i warto o tym pamiętać". Paradoksalnie tym samym argumentem posługują się krytycy. Odwoływanie się do "święta muzyki" w chwili, gdy cały kraj dyskutuje o politycznym wymiarze głosowania, brzmi raczej jak zmiana tematu niż rzeczowa odpowiedź.
Jest jeszcze jeden szczegół, który nie umknął obserwatorom. Głos w tej sprawie zabrał management, a nie sama artystka. Viki Gabor, która na co dzień jest dość aktywna w mediach społecznościowych, tym razem nie powiedziała ani słowa. Czy to świadoma decyzja obliczona na przeczekanie burzy? Czy może artystka po prostu nie chce angażować się w polityczny spór? Tego nie wiemy.