"Super Express": - Ciekawi mnie, czy tarota da się nauczyć, czy raczej trzeba go czuć? A chcę tym pytaniem nawiązać do pani początków i pierwszej talii tarota.
Eva Ariah: - Szczerze mówiąc, nie pamiętam dokładnie, kiedy i skąd w moich rękach znalazła się pierwsza talia kart. Pamiętam natomiast, że była wycinana z książki. To były lata osiemdziesiąte, więc nie można było ot tak iść sobie do księgarni po karty. Zwłaszcza, że wtedy nie były jeszcze popularne. Z tyłu książki wycinało się takie karteczki z kartami. Byłam nimi zafascynowana. Jako dziecko bardzo lubiłam też kamyczki, kryształki, wszystko, co miało w sobie coś magicznego.
- Co działo się później? Jak wyglądały pierwsze próby wróżenia?
- Jako nastolatka zaczęłam rozkładać karty, ale jeszcze nie tarota. Miałam zwykłą talię kart do gry. Zaczęłam więc wróżyć, ale tylko dla siebie, rodziny i znajomych. Tematy typowe dla nastolatki - chłopaki i szkoła. Traktowałam to jak zabawę. Później, na studiach, zdarzało się, że z koleżankami rozkładałyśmy karty i dopiero wtedy padały poważniejsze pytania.
- A skąd brały się odpowiedzi, skoro były to zwykłe karty do gry?
- Nauczyłam się znaczeń kart klasycznych z książki albo z gazety. I, ku mojemu zdziwieniu, to zaczęło się sprawdzać. Dziś powiedziałabym, że było to raczej płytkie, to była typowa rozrywka. Dzisiaj widzę to zupełnie inaczej.
NIE PRZEGAP: Tarocistka Eva Ariah stworzyła wyrocznie na nowy rok. Co wylosowała Doda? A Kupicha? Ważne słowa
U mnie działa to w ten sposób, że czasami włącza się pewien „przełącznik”. Widzę rozkład kart i pojawia się obraz, skojarzenie, przekaz. Inny tarocista może polegać tylko na kartach i właśnie to będzie u niego sprawdzało.
- A zatem, wracając do mojego pytania, tarota da się nauczyć. Ale chyba lepiej jest go czuć.
- Są dwa podejścia. Jedno – nazwijmy je „matematycznym” – polega na nauczeniu się znaczeń kart, symboli, zasad łączenia kart, rozkładów. Tego można się nauczyć, wykuć na pamięć. Ale ja dziś już tak kart nie interpretuję. Na początku, oczywiście, trzymałam się książkowych znaczeń, ale z czasem zaczęło to wyglądać inaczej. Teraz widzę przekazy, które nie zawsze wprost wynikają z kart, choć to właśnie karty są impulsem.
Eva Ariah o pracy w prywatnej szkole: Nie było w tym wolności ani przestrzeni na rozwój
- Studiowała pani psychologię - i to po angielsku, co podziwiam - i planowała karierę naukową. Co sprawiło, że ten plan się zmienił?
- Podczas doktoratu pracowałam też w prywatnej szkole i uczyłam psychologii.
Z roku na rok byłam coraz bardziej wypalona. Uczenie młodych ludzi polegało głównie na przygotowywaniu ich do testów i egzaminów. Nie było w tym wolności ani przestrzeni na rozwój. Zrozumiałam, że to nie jest dla mnie.
Chciałam skończyć doktorat i zrobiłam to, choć kosztowało mnie to dużo stresu i emocji. Później jeszcze przez chwilę pracowałam na uczelni, ale coraz wyraźniej widziałam, że moja pasja wykracza poza naukę.
- I wtedy pojawił się YouTube?
- Tak. Zobaczyłam, że ludzie nagrywają swoje czytania kart tarota. Nadal lubiłam karty, więc pomyślałam: „Nagram kilka filmików i zobaczę, co z tego będzie”. Pierwsze nagrania były fatalnej jakości – siedziałam na podłodze, przy stoliku kawowym, z telefonem i świeczkami. Dziś mam profesjonalny sprzęt, ale początki były bardzo skromne.
- Kiedy zauważyła pani, że wokół pani zaczyna się budować społeczność?
- Pamiętam pierwszą setkę subskrybentów – byłam ogromnie podekscytowana. Potem bardzo szybko zrobiło się kilkaset osób, potem kilka tysięcy. Lata 2019–2021 były momentem dużego wzrostu, zwłaszcza w czasie pandemii, gdy ludzie szukali odpowiedzi na wiele pytań i mieli więcej czasu.
Czytaj dalej pod zdjęciem.
i
- A pamięta pani pierwszą prywatną sesję? Wiązała się z poczuciem odpowiedzialności? Czy to, co pani powie, się sprawdzi. Czy ktoś dobrze to zrozumie, czy nie zrobi czegoś głupiego.
- Tak, było trochę lęku. Ale miałam już doktorat z psychologii, więc czułam, że mogę też wesprzeć ludzi rozmową i wiedzą psychologiczną, nie tylko kartami. Na początku robiłam nawet sesje nagrywane – ktoś wysyłał pytanie, a ja odsyłałam link do filmu.
"Bywa, że jako psycholog doradziłabym jedno, a karty pokazują coś innego"
- Bywa, że tarot kłóci się z psychologią?
- Zdarza się to rzadko, ale czasami tak. Bywa, że jako psycholog doradziłabym jedno, a karty pokazują coś innego. Wtedy mówię klientowi jedno i drugie. Karty czasem pokazują energię lub zdarzenia, których nie da się przewidzieć w sposób racjonalny.
- Są rzeczy, których nie wolno mówić w trakcie sesji?
Tak. Nie mówi się o śmierci, ani o ciężkich chorobach. Przynajmniej nie wprost. Zamiast tego można zasugerować badania, zmianę stylu życia. Chodzi o etykę i odpowiedzialność za drugiego człowieka.
- Kiedy widzi się takie rzeczy, to obciąża?
- Najbardziej obciążające było zobaczenie śmierci bliskiej osoby z rodziny. Nie mogłam nikomu tego powiedzieć, a wiedziałam, że nie da się już temu zapobiec. Przy klientach staram się zachować dystans emocjonalny, choć oczywiście współczucie zawsze się pojawia.
- Zdarzały się sytuacje, w których pani ostrzeżenia realnie komuś pomogły?
- Tak, czytam później komentarze, że dzięki moim ostrzeżeniem ktoś np. uniknął wypadku, albo że rzeczywiście się zdarzył, bo ktoś wyjechał mu przed maskę, ale na szczęście nic się nikomu nie stało. Uważam, że jeżeli wiadomo, że można czemuś zapobiec, to trzeba o tym mówić.
- Czyli mogło zdarzyć się tak, że naprawdę uratowała pani komuś życie.
- Wiem, jak to brzmi, dlatego nie publikuję takich wiadomości. Czasem ludzie piszą mi bardzo poruszające rzeczy, ale nie chcę się tym dzielić, nie chcę się chwalić. Myślę, że jeśli ktoś chce do mnie przyjść, to przyjdzie - a jeśli nie, to nie przekonam go opowieścią o tym, że pomogłam komuś innemu. Skromność jest dla mnie ważniejsza.
Dlaczego nie można wróżyć kobietom w ciąży? Eva Ariah wyjaśnia
- Wracając do kart, czego absolutnie nie powinno się w nich sprawdzać?
- Nie powinno się pytać o życie innych osób, szczególnie bez ich zgody. Czasami ktoś bardzo chce wiedzieć, co słychać u kogoś innego, ale takich rzeczy się nie robi. Trzeba szanować prywatność innych.
- Zauważyłem, że stawia pani bardzo wyraźne granice.
- Tak, jedną z takich granic jest na przykład stawianie kart kobietom w ciąży. Ja zawsze mówię „nie”, nawet jeśli ktoś bardzo chce.
- Dlaczego?
- Zwłaszcza w pierwszym trymestrze ciąży istnieje duże ryzyko naturalnego jej zakończenia. Co miałby zrobić tarocista, gdyby zobaczył coś trudnego? Stres mógłby tylko zaszkodzić kobiecie. Uważam, że to czas, który powinien przebiegać spokojnie, bez takich ingerencji. Po porodzie można wrócić do kart. Poza tym, jeśli ktoś wierzy w dusze, to w ciąży nie mamy do czynienia z jedną duszą, ale z dwiema - mamy i dziecka. To bardzo delikatna energia.
- Schodząc na, mam nadzieję, lżejsze tematy, chciałbym zapytać o pani słownik. Co to jest „dziabdziajstwo”?
- (śmiech) To wszystko, co jest „na nie”. Beznadziejna sytuacja, toksyczny człowiek, zły pomysł. Coś, czego nie warto robić - to jest dziabdziajstwo.
- A kim jest „łajza”?
- Łajza to osoba, która działa przeciwko nam albo jest toksyczna dla naszego życia.
- Są też lowelasy i słynni wracacze. (śmiech)
- Tak. Lowelasy to osoby, które romansują z wieloma ludźmi i ranią innych. Wracacze z kolei to osoby, które ciągle odchodzą i wracają. Bez refleksji, bez pracy nad relacją. To męczące i bez sensu.
- Nie unika pani w swoich czytaniach trudnych tematów. Pewnie dlatego są one tak ludzkie. Mówi pani wprost o zdradach, trójkątach, alkoholu i innych używkach. Pani przekazy nie są ugrzecznione.
- Bo ja tego nie wymyślam. Takie są karty i takie są ludzkie historie. Oczywiście, staram się czasem dodać przekaz także dla osób, które nie są w toksycznych relacjach, ale większość ludzi przychodzi do tarota wtedy, gdy ma problem - podobnie jak do lekarza czy terapeuty.
- Czy zakres dat w takich przekazach ma znaczenie? Czytania na maj możemy słuchać tylko w maju?
- Każdy przekaz jest aktualny w momencie, w którym ktoś go odsłucha. Zdarza się, że ktoś przez pomyłkę włączy stare czytanie sprzed roku i ono nadal idealnie pasuje do jego sytuacji. To kwestia synchroniczności.
Jakim naprawdę jesteś znakiem zodiaku? Astrologia wedyjska
- Dlaczego korzysta pani z astrologii wedyjskiej, a nie zachodniej? Czym się one różnią?
- Dwa tysiące lat temu znaki zodiaku były zsynchronizowane z faktycznymi konstelacjami na niebie. Z czasem, przez zmianę położenia gwiazd na niebie, zachodni system się „rozjechał”. Astrologia wedyjska nadal opiera się na realnym położeniu Słońca w konstelacjach, dlatego uważam ją za dokładniejszą. Ludzie zazwyczaj myślą, że są znakiem zachodnim. Czasami mówię im, że warto też sprawdzić inny. Nie chcę im wmawiać, że są innym znakiem niż myślą, ale czasami nie mogę się powstrzymać, bo karty pokazują mi człowieka w energii znaku wedyjskiego. Wtedy naprawdę muszę o tym powiedzieć. "Rany boskie, kobieto, ty się pokazujesz jako Baran, a nie jako Byk". (śmiech)
PRZECZYTAJ WIĘCEJ: To będzie najszczęśliwszy znak zodiaku w 2026 roku. Pomyślność i uśmiech losu na 12 miesięcy. Horoskop roczny 2026
Horoskop Evy Ariah na 2026 rok. Rak ma szczęście w miłości. U Byka dużo pasji
- Bardzo ważne pytanie na ten 2026 rok - które znaki zodiaku będą miały najwięcej szczęścia w miłości? Bo to interesuje ludzi najbardziej, prawda?
- Wszystkie roczne czytania są już na moim kanale. Są bardzo długie i jest w nich bardzo dużo informacji dla każdego znaku. Ale pod względem miłości, rodziny, dzieci najładniej wyszedł w tym roku Rak. Lew również przyciąga fajną energię miłości. A Byk z kolei ma pokazane bardzo dużo pasji na cały ten rok. A pasja może kojarzyć się z pracą, ale czasem jest to też pasja romantyczna.
Ariah zapytała karty o wojnę w Polsce. "Uspokajałabym ludzi"
- A co czeka Polskę w tym roku?
- Zaznaczę, że jasnowidzenie dla kraju czy świata to nie jest coś, czym się zajmuję, ale ludzie bardzo boją się konfliktu zbrojnego i prosili mnie, żebym zapytała karty, czy w Polsce będzie wojna.
Nie wyszło mi nic takiego. Uspokajałabym ludzi. Nasza sytuacja wygląda spokojnie, a granice Polski są bezpieczne, co bardzo mnie ucieszyło i z przyjemnością powiedziałam to ludziom. Jednak, gdybym mieszkała w Polsce, w tym roku trochę bardziej liczyłabym się z pieniędzmi. Być może wydarzy się coś w tej kwestii. Na pewno warto oszczędzać.
- Pracując w dziale Gwiazdy chciałem zapytać, czy według pani są w polskim show-biznesie osoby, które według pani widzą i czują więcej?
- Na pewno Edyta Górniak ma w sobie dużo duchowości, jej rozwój jest widoczny i po wielu jej wypowiedziach wnoszę, że ma wiedzę, którą otrzymuje ze Źródła. Weryfikuję to z tym, co sama wiem i słuchanie tego co mówi, jest dla mnie przyjemnością. Z podziwem patrzę też na Kasię Nosowską. Myślę, że przepracowała w życiu wiele spraw i jest dziś bardzo świadomą osobą.
- Najczęściej skupia się pani i mówi o przyszłości innych. A jakie są pani plany i marzenia na ten rok?
- Jedną rzeczą, która na pewno ukaże się w tym roku, będzie talia wyroczni, której próbkę poznaliśmy na Sylwestra, kiedy artyści losowali dla siebie przekazy na ten rok. Chciałabym, żeby ludzie mieli ode mnie taką talię kart i mogli odczytywać sobie radę na dany tydzień, czy miesiąc. Tak od serca. Pracuję też nad swoją książką, ale o tym więcej opowiem niedługo.
Rozmawiał Adrian Nychnerewicz