Monika Richardson podkreśliła, że wielu kobietom trudno jest zerwać relację, nawet jeśli jasno czują, że partner im nie odpowiada. Wskazała, że te uczucia często splatają się z doświadczeniem rozwodów i traum wyniesionych z dzieciństwa.
Oczywiście, że miałam. Miałam wiele, okej... nie wiele... ale miałam kilka takich momentów, gdy dopadał mnie po prostu bolesny atak lękowy, związany z tym, że mam dwójkę dzieci, które muszę utrzymać i że prawdopodobnie sobie nie poradzę finansowo. To się jakoś tak zbiegało z rozwodami moimi, których w życiu przeżyłam trzy. Tak, to jest straszna chwila, to jest straszny moment i mówienie, ach, to mnie nie dotyczy, bo ja sobie świetnie radzę, jest naiwne. Oczywiście, że to nieprawda - powiedziała nam Richardson.
Nasz wywiad nawiązywał także do filmu Wojciecha Smarzowskiego, w którym ukazano dramatyczne konsekwencje toksycznych związków. Richardson zauważyła, że przemoc w relacjach niszczy życie psychiczne i fizyczne, a jej konsekwencje bywają tragiczne.
Mówimy tutaj, jeżeli mówimy w kontekście filmu Wojtka Smarzowskiego, to mówimy o straszliwej psychicznej i fizycznej przemocy, która niszczy, która niszczy życie. Więc wyjście z takiego związku przemocowego to jest konieczność i powinno się wiązać z instynktem samozachowawczym. To nie jest sytuacja, w której jest mi niewygodnie w relacji, bo może ja pracuję nad sobą, a mój partner nie, albo odwrotnie. Ja chcę, żebym nie został w spokoju, on mnie cały czas ciągnie za uszy. To mi nie odpowiada, bo wtedy można negocjować. Z terrorystami się nie negocjuje. Z ludźmi, którzy stosują wobec nas czystą psychiczną i fizyczną przemoc się nie negocjuje. Zabiera się walizkę, się ucieka do pierwszego bezpiecznego zakątka, choćby na kilka nocy, a potem trzeba się zastanowić, co dalej. Ja wiem, że się łatwiej mówi, niż robi - wyjawiła nam Richardson.
Nie negocjuje się z terrorystami! Monika Richardson szczerze o toksycznych partnerach
Richardson zaznaczyła, że kobiety w takich sytuacjach często kierują się lękiem: strachem przed samotnością, niepewnością finansową czy brakiem wsparcia. Podkreślała, że nie ma prostych recept ani jednego uniwersalnego rozwiązania – każda sytuacja jest inna, a wyjście z przemocy wymaga odwagi i wsparcia. Dziennikarka zwróciła też uwagę, że coraz więcej mówi się publicznie o przemocy psychicznej i fizycznej, zarówno w filmach, jak i w mediach.
Ja wiem, że ta trauma, o której tutaj mówimy, ona bardzo często idzie z naszego domu rodzinnego. Ktoś nas źle potraktował, ktoś nas torturował psychicznie i być może dlatego jest nam trudniej odejść od przemocowego męża. Mało tego, czasami specjalnie tak się zdarza, że takiego człowieka poszukujemy, bo to jest to, co znamy, to jest to, czego doświadczyliśmy. Więc nie daję tu żadnych prostych recept. To jest strasznie trudne, dramatyczne wydarzenie w naszym życiu, bycie w przemocowym związku. Bardzo wielu kobietom nie udaje się z tego związku wyjść i płacą najwyższą cenę, cenę życia. Takie filmy jak film Wojtka, takie sytuacje, takie rozmowy, takie dyskusje w życiu publicznym na temat tego, że ta przemoc psychiczna i fizyczna jest niszcząca, zabija, już się toczą. I to jest wielkie szczęście, bo to znaczy, że może chociaż jedna, może dwie kobiety z jakiejś małej miejscowości, które pójdą ten film obejrzeć albo wezmą udział w tej dyskusji, zdecydują się na rozpoczęcie swojego życia na nowo, bo my mamy tę moc. Tylko musimy uwierzyć w to, że po tak odważnym pierwszym kroku przyjdzie wsparcie, ono przyjdzie ze świata i pomoże nam nie upaść, nie zginąć - wyznała "Super Expressowi" Monika Richardson.
Richardson nie miała wątpliwości, że państwo powinno aktywnie interweniować, oferując realne narzędzia wsparcia - od schronisk po instytucje pomagające kobietom i dzieciom. Jej zdaniem im więcej takich działań, tym większa szansa, że tragedie związane z przemocą nie będą się powtarzać.
Mamy w tej chwili już na szczęście definicję gwałtu. Dzięki kobietom polskiej lewicy, dzięki uczestniczkom kongresów kobiet, które naprawdę walczą o równość, ale także walczą właśnie o obronę praw kobiet w przemocowych związkach. Ja jestem lewicowa w przekonaniach, myślę, że to nie jest żadna niespodzianka, im więcej tutaj jednak interwencji państwa, tym większa szansa, że te sytuacje będą się mniej zdarzały, będą się rzadziej powtarzały. Interwencję państwa rozumiem w taki sposób, że państwo rzuca nam takie koło ratunkowe, jeżeli chcemy ten przemocowy związek zakończyć. Nie, że wchodzi z butami w nasz związek, bo to nie o to chodzi, tylko, że daje nam szansę na przeżycie. Na przykład jest bezpieczne miejsce, do którego ja z dzieckiem mogę się udać, jeżeli muszę odejść od przemocowego męża. Żeby też się nie czuć zostawioną na pastwę losu, żeby nie być samym - powiedziała nam Monika Richardson.
Rozmawiała Julita Buczek
Zobacz też: Monika Richardson z dzieckiem i psieckiem w restauracji. Karmiła Kiko wprost ze stołu
Zobacz naszą galerię: Nie negocjuje się z terrorystami! Monika Richardson szczerze o toksycznych partnerach