Informacja o śmierci Edwarda Linde-Lubaszenki wstrząsnęła polskim światem filmu, teatru oraz telewizji. O odejściu wybitnego aktora poinformowała Polska Agencja Prasowa, a wiadomość błyskawicznie obiegła media. Artysta pozostawił po sobie imponujący dorobek artystyczny, ale również pokolenia uczniów, dla których był nie tylko wykładowcą, lecz także wielkim autorytetem.
Edward Linde-Lubaszenko przez dekady budował swoją pozycję jako jeden z najbardziej rozpoznawalnych aktorów w kraju. Widzowie zapamiętali go z wielu kultowych filmów, a także z popularnych seriali. Równolegle z karierą aktorską realizował się jako pedagog w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej. "Wychował" wielu znanych i lubianych!
Zobacz też: Ojciec i syn bez kontaktu. Tragiczna historia Edwarda Linde-Lubaszenki wraca po jego śmierci
Nieznane oblicze Linde-Lubaszenki. Deląg ujawnia, jaki był poza kamerami
Jednym z jego studentów był Paweł Deląg, dziś jeden z najbardziej znanych aktorów swojego pokolenia. Po śmierci profesora zdecydował się wrócić pamięcią do czasów studenckich i opowiedzieć, jakim człowiekiem był Linde-Lubaszenko poza sceną oraz planem filmowym.
Deląg zapamiętał go jako osobę wymykającą się schematom i wszelkim definicjom. Jak podkreślał, jego wykładowca był wolnym duchem, który nie narzucał studentom sztywnych ram ani nie próbował wtłaczać ich w jeden model aktorstwa.
Zobacz też: Edward Linde-Lubaszenko nie pozostawił po sobie testamentu? Stwierdził, że roztrwoni cały swój majątek
Aktor wspominał, że profesor nie stawiał się w pozycji nieomylnego mistrza. Wręcz przeciwnie bardzo często podchodził do pracy z dystansem i humorem, ucząc przez rozmowę, obserwację czy doświadczenie. To właśnie ta lekkość, połączona z ogromną wiedzą była jego znakiem rozpoznawczym.
Pan Edward był wolnym duchem. Wolnym na życie i na profesję. Nie dał się zdefiniować i myślę, że to najlepiej go opisuje (...) Czy był surowym wykładowcą? To wszystko zawiera się w tym, co powiedziałem wcześniej. Zawsze było to z lekkim przymrużeniem oka. Zajęcia polegały na dobrym spędzaniu czasu ze studentami, ale w tym była mądrość (...) Nigdy nie czułem, że podchodzi do zawodu z nadętą powagą. Może to był jakiś mechanizm obronny, może barwa ochronna. Nie wiem. Ale to było bardzo ludzkie (...) Nie udało nam się nigdy razem zagrać. Był moim profesorem w szkole i to już wystarczyło, żeby zapamiętać go na całe życie - powiedział Deląg dziennikarzom "Faktu".
Zobacz też: Szok i łzy po śmierci Linde-Lubaszenki. Wielka gwiazda dodała poruszający wpis
Zobacz naszą galerię: Nieznane oblicze Linde-Lubaszenki. Deląg ujawnia, jaki był poza kamerami