Stanisława Celińska karierę zaczynała u największych. Debiutowała w filmie Andrzeja Wajdy "Krajobraz po bitwie" z Danielem Olbrychskim. Zagrała Ninę – młodą kobietę ocalałą z obozowej traumy. Rola przyniosła jej ogromne uznanie i otworzyła drzwi do wielkiego kina. Sam film do dziś uchodzi za jedno z ważniejszych dzieł Wajdy o powojennej traumie. Lata 70. były dla niej czasem niezwykłej intensywności. Występowała u najwybitniejszych reżyserów polskiego kina – Andrzeja Wajdy, Jerzego Antczaka, Janusza Majewskiego czy Krzysztofa Zanussiego. Zagrała między innymi w "Nocach i dniach", "Zaklętych rewirach" i "Pannach z Wilka".
NIE przegap: Stanisława Celińska nie żyje. Odeszła wielka gwiazda!
Królowa drugiego planu, która kradła każdą scenę
Choć rzadko budowano filmy wyłącznie wokół niej, miała niezwykły dar "przywłaszczania scen". Potrafiła stworzyć pełnokrwistą postać jednym spojrzeniem albo krótkim dialogiem. Widzowie uwielbiali ją właśnie za tę prawdę – brak sztuczności i emocjonalną szczerość. Świetnie odnajdywała się również w komedii. Publiczność pokochała ją za role w kultowych serialach Stanisława Barei – "Alternatywach 4" i "Zmiennikach". Później przyszły kolejne popularne produkcje: "Złotopolscy", "Miodowe lata", "13 posterunek" czy "Barwy szczęścia". W tym ostatnim serialu przez lata wcielała się w Amelię Wiśniewską i zdobyła sympatię nowego pokolenia widzów.
Była jedną z niewielu aktorek swojego pokolenia, które równie mocno odnajdywały się w ambitnym kinie artystycznym i produkcjach masowych. Nigdy nie sprawiała wrażenia, że gra "pod publiczkę". Nawet w lekkich serialach zachowywała autentyczność.
Wajda wracał do niej przez lata
Andrzej Wajda wyjątkowo cenił jej talent. Po "Krajobrazie po bitwie" obsadzał ją później także w "Pannach z Wilka", "Pannie Nikt" i "Katyniu". W tym ostatnim filmie stworzyła niewielką, ale bardzo wyrazistą rolę Stasi. Celińska należała do tego typu aktorek, które wnosiły do filmu coś więcej niż warsztat. Miała w sobie doświadczenie i emocjonalny ciężar, którego nie dało się wyuczyć. Reżyserzy wiedzieli, że potrafi zagrać ból, samotność czy życiowe zmęczenie bez jednego fałszywego tonu.
Zobacz: Poruszające słowa menadżera po śmierci Stanisławy Celińskiej. Przerwał milczenie
Druga młodość przyszła po siedemdziesiątce
Dla młodszych widzów Stanisława Celińska stała się symbolem niezwykłego powrotu. Po latach trudnych doświadczeń osobistych i walki z uzależnieniem wróciła nie tylko do aktorstwa, ale także do muzyki. Album "Atramentowa" okazał się wielkim sukcesem i przyciągnął do niej zupełnie nową publiczność. Jej koncerty przyciągały tłumy ludzi szukających wytchnienia i emocji. Nie śpiewała perfekcyjnie w technicznym sensie – śpiewała prawdziwie. To właśnie dlatego publiczność tak mocno ją pokochała.
Była jedną z ostatnich takich aktorek
W świecie celebryckiego blichtru Stanisława Celińska pozostawała osobna. Nigdy nie budowała wokół siebie wizerunku "gwiazdy". Mówiła otwarcie o słabościach, samotności i kryzysach. Widzowie czuli, że za ekranową postacią stoi człowiek z krwi i kości. Dlatego dziś wspomnienia o jej rolach są czymś więcej niż tylko sentymentalnym powrotem do starych filmów i seriali. To powrót do artystki, która przez całe życie dawała ludziom prawdę – czasem bolesną, ale zawsze niezwykle ludzką.