Taxi 1313 znów rusza
W lipcu 2026 roku na Paradzie Klasyków w Kraśniku pojawiło się około pięciuset samochodów. Mercedesy, małe fiaty i dawne polonezy miały swoich wielbicieli, lecz największe poruszenie wywołała żółta taksówka WPT 1313. Przyjechali nią Ewa Błaszczyk i Mieczysław Hryniewicz. Od zakończenia zdjęć minęło czterdzieści lat, a fani nadal prosili o autografy, przywoływali ulubione sceny i pytali, czy Kasia Piórecka oraz Jacek Żytkiewicz mogliby znów wyruszyć na warszawskie ulice.
Błaszczyk nie pozostawiła złudzeń. - To już nie ten czas, wszyscy się zmieniliśmy – powiedziała „Super Expressowi”. Dodała jednak, że Żytkiewiczowie zapewne nadal byliby aktywni, prowadziliby firmę i pomagali innym. Ten krótki powrót do taxi 1313 pokazał coś ważniejszego niż nostalgia za rekwizytem. „Zmiennicy” wciąż żyją, choć świata, który sportretowali, dawno już nie ma.
Miała tylko przesuwać się przez ekran
Pomysł wydawał się prosty: młoda kobieta chce zostać taksówkarzem, lecz w zawodzie zdominowanym przez mężczyzn nie ma szans na pracę. Dokleja więc wąsik, zakłada czapkę i ciemne okulary, a potem przedstawia się jako Marian Koniuszko. Nawet jej zmiennik nie wie, że kolega zza kierownicy i dziewczyna, w której zaczyna się kochać, to ta sama osoba. Wokół tej tajemnicy Stanisław Bareja i Jacek Janczarski ( +55 l.) zbudowali komedię romantyczną, kryminał oraz wielki korowód postaci późnego PRL-u.
Kasi początkowo nie miała grać Ewa Błaszczyk. Rolę proponowano Jadwidze Jankowskiej-Cieślak (+ 74 l.), lecz aktorka zrezygnowała. Błaszczyk kojarzono wtedy z bohaterkami dramatycznymi. Telefon w sprawie kolejnej cierpiącej „matki Polki” nie byłby dla niej zaskoczeniem, ale komedia Barei już tak. - Bałam się tego, że nie jestem śmieszna, że nie jestem zabawna – wspominała po latach.
Reżyser uspokajał ją, że Kasia i Jacek mają z wdziękiem prowadzić widza przez historię, a komediowe fajerwerki zapewni plejada mistrzów drugiego planu. Błaszczyk zaryzykowała, bo chciała zerwać z dotychczasowym wizerunkiem. Rola, której się obawiała, stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych w jej dorobku. Zapytana, czy kiedykolwiek jej żałowała, odpowiedziała krótko: - Nigdy. Wspaniała przygoda, cudowny człowiek, Bareja.
Nie poznał własnej zmienniczki
Mieczysław Hryniewicz przyszedł na zdjęcia próbne ostatniego dnia. Przez blisko trzy tygodnie ćwiczył, schudł i zrobił wszystko, by zdobyć rolę Jacka. Na miejscu zobaczył Artura Barcisia ( 70 l.) całującego w rękę nieznajomego mężczyznę z wąsami. Uznał to za osobliwe. Dopiero później odkrył, że „mężczyzną” była ucharakteryzowana Ewa Błaszczyk. - Wcale jej nie rozpoznałem! Bardzo się to Barei podobało – opowiadał aktor w rozmowie z Interią. Lepszego testu dla Mariana Koniuszki trudno było sobie życzyć.
Na planie Hryniewicz obserwował Jana Kobuszewskiego, Wojciecha Pokorę (+83 l.), Krzysztofa Kowalewskiego (+83 l.), Bronisława Pawlika (+76 l.), Irenę Kwiatkowską (+98 l.) i dziesiątki aktorów pojawiających się choćby na chwilę. Bareja pozwalał im improwizować, mimo że taśmy filmowej stale brakowało. Według wspomnień Hryniewicza początkowe osiem odcinków rozrosło się do piętnastu. Produkcję planowaną na ponad sto dni zdjęciowych udało się zrealizować w mniej niż sześćdziesiąt.
Cała Polska na tylnym siedzeniu
Taksówka była dla Barei idealnym punktem obserwacyjnym. Każdy mógł do niej wsiąść, a każdy kurs otwierał nową historię. Pasażerowie kombinowali, narzekali, robili interesy i bezwiednie odsłaniali reguły rzeczywistości. Kolejka ustawiała się tam, gdzie „nic nie dają”, urzędowa logika przeczyła zdrowemu rozsądkowi, a wielka przestępcza intryga zaczynała się od dolarów ukrytych w siedzeniu wysłużonego fiata. Śmieszność nigdy nie była tu jedynie ozdobą.
Serial rejestrował Warszawę połowy lat osiemdziesiątych: Dworzec Centralny, Ursynów, ulice, postoje i mieszkania. Sam Bareja podkreślał, że akcja jego filmów rozgrywa się w roku, w którym powstają. Dlatego scenografia nie musiała udawać absurdu. Absurd stał na ulicy, siedział przy biurku i czekał w kolejce. Hryniewicz po latach nazwał „Zmienników” „kroniką filmową, kroniką tamtej rzeczywistości”.
Błaszczyk zwracała uwagę, że Bareja patrzył na swoich bohaterów z ciepłem. Nie oszczędzał systemu, biurokracji ani narodowych przywar, lecz nie odbierał ludziom sympatii. Dzięki temu widz śmieje się z rozpoznania, nie z pogardy. Ten ton sprawił, że serial nie zestarzał się razem z kartkami na mięso, państwowymi taksówkami i urzędniczymi pieczątkami.
Ostatni kurs Barei
Zdjęcia zakończono jesienią 1986 roku. Serial czekał na emisję, a Stanisław Bareja starał się o paszport i wyjazd na stypendium do Republiki Federalnej Niemiec. 11 czerwca 1987 roku doznał w Essen udaru. Lekarze przez trzy dni walczyli o jego życie. Reżyser zmarł 14 czerwca, mając 57 lat. Pierwszy odcinek „Zmienników” pokazano 18 października. Twórca nie zobaczył, jak jego ostatnie dzieło rozpoczyna trwający do dziś telewizyjny kurs.
Serial miał problemy z cenzurą, choć ostatecznie dopuszczono go do emisji bez oficjalnych ingerencji. Z pierwszego pokazu odcinka „Safari” usunięto jednak scenę samolotu, który gubi koło i awaryjnie ląduje na Okęciu. Po katastrofie w Lesie Kabackim uznano ją za zbyt bolesną dla rodzin ofiar. Scenę nakręcono wcześniej, zanim doszło do tragedii, ale reżyser nie mógł już bronić własnej intencji.
Tęsknią tylko za młodością
Dziś kolejne pokolenia rozpoznają numer 1313, cytują bohaterów i szukają miejsc, które zagrały w serialu. Telewizyjna komedia stała się dokumentem czasu, choć powstała bez muzealnego namaszczenia. Błaszczyk i Hryniewicz chętnie wracają do wspomnień o planie oraz o reżyserze, lecz nie udają, że tamta Polska była lepsza.
Zapytany przez „Super Express”, czy tęskni za czasami „Zmienników”, Hryniewicz odpowiedział: - Jedyne za czym tęsknię z tamtych czasów, to za młodością. I chyba właśnie dlatego żółta taksówka wciąż wywołuje taki uśmiech. Nie zabiera widzów do wyidealizowanego PRL-u. Wiezie ich do chwil, gdy po raz pierwszy zobaczyli Kasię, Jacka i świat Barei. On sam nie doczekał tej podróży. Zostawił jednak licznik, który po czterdziestu latach nadal się nie zatrzymał.