Jan Frycz zmagał się z poważną chorobą. Pracował do samego końca
W miniony poniedziałek media obiegła wiadomość o śmierci Jana Frycza. Ceniony aktor miał 72 lata. Przykrą informację przekazał warszawski Teatr Narodowy, z którym artysta był od dawna związany. Do samego końca pracował nad nowymi projektami. Niedawno pojawił się w teatrze by pracować nad nadchodzącą premierą.
Niespodziewana śmierć Jana Frycza wstrząsnęła środowiskiem artystycznym. Dopiero po jego odejściu okazało się, że od lat zmagał się z poważną chorobą. Jan Englert (83 l.) w rozmowie z Polską Agencją Prasową stwierdził, że aktor "długo chorował i dzielnie walczył". "Super Expressowi" udało się dowiedzieć, że walczył z nowotworem.
Z tego co wiem Jan jeździł na chemioterapię prosto z Teatru Narodowego, w którym szykował się do premiery. Jeździł tam prosto z prób – mówił "Super Expressowi" anonimowy informator z otoczenia artysty.
Jan Frycz mimo poważnych problemów ze zdrowiem nie zamierzał rezygnować z aktorstwa. Na scenie planie obecny był niemal do samego końca. Na premierę czeka ostatni film z jego udziałem, "Wanda". 10 października w Teatrze Narodowym miał wystąpić w premierowym spektaklu "Oresteja".
Zobacz również: Jan Frycz na ostatnich zdjęciach przed śmiercią. Już wtedy zmagał się z poważną chorobą
Ostatni wywiad Jana Frycza. Poruszające słowa
Z kolei na wrzesień jest zaplanowana emisja spektaklu Teatru Telewizji "Król Maciuś Pierwszy". Jan Frycz wcielił się w niej w Szefa Rady Ministrów. O spektaklu rozmawiał z Michałem Misiorkiem. Aktor opowiadał m.in. o pracy na planie, kostiumach, dzieciach oraz sile Teatru Telewizji. Wywiad ukazał się już po jego śmierci.
Jan Frycz od swojego debiutu na dużym ekranie niemal nie schodził z planów filmowych. Jednak teatr pozostawał dla niego na pierwszym miejscu.
Teatr Telewizji to oryginalny gatunek sztuki i zajmuje on w moim sercu miejsce wyjątkowe. Jego siła tkwi w tym, że nie jest - i nie powinien być - zwykłym widowiskiem telewizyjnym ani prostą rejestracją spektaklu ze sceny - mówił w rozmowie z Michałem Misiorkiem.
Nawiązując do spektaklu oraz jego materiału źródłowego z mocą stwierdził, że dzieci trzeba traktować z szacunkiem i należy uważnie słuchać, co mają do powiedzenia.
Powinniśmy dzieci traktować poważnie. Dzieci nie "dzieciaki"! Dawanie dzieciom głosu i szacunku to nie kaprys, ale nasz podstawowy obowiązek. [...]
Najważniejsze przesłanie, brzmi jak już powiedziałem: traktujmy dzieci poważnie. Dziecko ma prawo do własnego zdania, do błędów i do szacunku na równi z każdym z nas - stwierdził Jan Frycz.
Wyznał również jaki świat chciałby po sobie pozostawić.
W odniesieniu do współczesnych wyzwań ta myśl Janusza Korczaka zyskuje zupełnie nowy, niemal dramatyczny wymiar. Dziś "niezostawianie świata takim, jaki jest" to nie tylko kwestia empatii, ale przede wszystkim naszej odpowiedzialności za przyszłość.
Naprawianie świata zawsze zaczyna się od nas samych. Rezygnacja z działania i obojętność są najgorszym wyborem. Traktujmy Ziemię jako naszą małą planetę i nas, ludzi, którzy żyjemy na naszej małej planecie, jako całość. Dbajmy o środowisko i o ludzi jednocześnie, bo jesteśmy od siebie zależni. Uważam, że powinniśmy zawsze o tym pamiętać - zakończył aktor.
Zobacz również: Jan Frycz zmagał się z "niszczącą, dręczącą chorobą". Długo ukrywał poważne problemy ze zdrowiem