Jan Englert odszedł po długiej chorobie. Ukrywał problemy ze zdrowiem
Nie żyje Jan Frycz. Ceniony aktor odszedł w minioną sobotę, 15 sierpnia. Wiadomość o jego śmierci trafiła do mediów dwa dni później. Przekazał ją warszawski Teatr Narodowy, z którym artysta był związany od lat. Jego nagłe odejście wstrząsnęło środowiskiem artystycznym. Jeszcze w ubiegłym tygodniu przygotowywał się do nowej premiery teatralnej, a za kilka dni miał wejść na plan kontynuacji kultowej komedii "Nigdy w życiu".
Jan Frycz rzadko pojawiał się publicznie i równie rzadko opowiadał o swoim życiu prywatnym w mediach. Aktor pojawiał się głównie na wydarzeniach związanych z produkcjami, w których występował. Ostatni raz publicznie pojawił się w marcu tego roku na premierze filmu "Król dopalaczy". Dziś wiadomo, że już wtedy zmagał się z poważną chorobą.
Na razie nie jest znana dokładna przyczyna śmierci Jana Frycza. O tym, jak poważny jest jego stan zdrowia wiedzieli nieliczni. Anna Dymna (75 l.) w rozmowie z "Faktem" opowiedziała o niedawnym spotkaniu z najstarszą córką aktora, Gabrielą Frycz (48 l.).
Miesiąc temu spotkałam jego córkę Gabrysię. Mówiła, że Janek jest bardzo chory. Widziałam, że jest chory - wspominała aktorka.
Mimo problemów ze zdrowiem nadal myślał o pracy. Podczas jednego z ich ostatnich spotkań zastanawiał się nad przyjęciem kolejnej roli. "Wyglądał, jakby miał żyć jeszcze sto lat" - mówiła Dymna.
Zobacz również: Jan Frycz na ostatnim nagraniu. Aktor planował kolejne spotkania i projekty
Jan Frycz miał poważny wypadek. Ból towarzyszył mu codziennie
Walkę z chorobą Frycza z bliska obserwował Jan Englert (83 l.). Już od kilku lat choroba dawała o sobie znać. Mimo to nadal pracował i nic nie wskazywało na to, by miał w najbliższym czasie zejść ze sceny.
Przyglądałem się jego walce z niszczącą go, dręczącą chorobą. Ciężko chorując, zbudował kilka wspaniałych ról. Pracował cały czas, jeszcze w maju tego roku dostał nagrodę aktorską za rolę w "Termopilach polskich" Jana Klaty, a był już przecież bardzo ciężko chory. Ale ani przez chwilę nikomu nie dał poznać tego, że możliwe jest jego odejście - mówił Jan Englert w rozmowie z PAP.
O jego niezwykłej woli do życia i sile do pracy opowiadała również Małgorzata Kożuchowska (55 l.). Z szanowanym aktorem spotykała się na korytarzach Teatru Narodowego. Zagrali razem w kilku filmach.
Cały czas jestem między taką wiarą, a niewiarą w to, co usłyszałam. Wiem, że Janek długo chorował i dzielnie walczył, ale do ostatnich dni był bardzo aktywny i bardzo chciał pracować i pracował na tyle, na ile mógł - przyznała ze smutkiem w TVN24.
Jan Frycz od ponad dziesięciu lat odczuwał skutki poważnego wypadku samochodowego. W sierpniu 2015 roku samochód prowadzony przez aktora zjechał z drogi i dachował. Frycz doznał urazu kręgosłupa i musiał przejść operację. Jednak mimo długotrwałej rehabilitacji aktor codziennie odczuwał konsekwencje wypadku.
Ból towarzyszył mu niemal codziennie. Kilka lat temu przeszedł kolejną operację. Nie wiadomo jednak czy choroba aktora miała związek z wypadkiem sprzed lat. Przeglądając jego ostatnie zdjęcia oraz nagrania trudno nie zauważyć, jak bardzo zmienił się jego wygląd.
Zobacz również: Olga Frycz pożegnała zmarłego ojca. Nie zawsze mieli dobre relacje. "Ostatnie lata były piękne"