Mariusz Bonaszewski był bardzo ciężko chory. U słynnego aktora zdiagnozowano gruczolaka przysadki mózgowej. Okazuje się, że diagnoza została postawiona już w 2015 roku, jednak artysta nie został o tym poinformowany. - Dwa lata temu dzwoniłem do telewizji, żeby powiedzieć, co panu dolega. Ale oni chyba panu tego nie przekazali - mówił lekarz podczas pierwszej rozmowy z pacjentem. Do gabinetu lekarskiego Bonaszewski trafił w 2017 roku. - Grałem wówczas trudny spektakl, w czasie którego co wieczór traciłem dwa kilogramy. Przychodziłem do domu, nie chciało mi się spać. Budziłem się o 6 rano i szedłem biegać. (...) Wiedziałem, że jestem na jakimś dopingu, ale nie wiedziałem na jakim... - opowiadał.
Aktor udał się do lekarza. Wtedy okazało się, że ten od dawna na niego czekał. Medyk postawił diagnozę, oglądając Bonaszewskiego w telewizji. Dowiedział się, że objawy, którymi się martwił, wywołał gruczolak przysadki mózgowej i tylko szybka interwencja chirurgiczna mogła go uchronić przed śmiercią. - Umarłbym na serce, bo serce w takiej chorobie też rośnie i dochodzi do zawału - wspomina trudne chwile Bonaszewski.
Dziś te przykre doświadczenia są już tylko wspomnieniem, a aktor święci triumfy na scenie, gra w serialach, a każdą wolną chwilę poświęca ukochanej żonie, Marysi i Stasiowi.