Nina Andrycz w wywiadach mówiła wprost, że od samego początku wiedziała, iż nie jest stworzona do roli matki. Gdy jej mąż, Józef Cyrankiewicz, marzył o dziecku i oczekiwał żony oddanej domowi, ona coraz bardziej zanurzała się w teatrze.
Oczekiwał żony oddanej, która po zajściu w ciążę urodzi chociaż jedno dziecko. On bardzo tego pragnął, ale ja już wtedy kochałam swoją pracę bardziej niż małżeństwo – prosta sprawa
– mówiła bez cienia wahania.
Zobacz też: Nina Andrycz przekazała cały majątek na WOŚP. Co się stało z pieniędzmi?
Dwie aborcje i dramatyczna reakcja matki
Ciąża nie była dla niej spełnieniem ani nadzieją. Była czymś, co budziło lęk i sprzeciw. Pierwszą usunęła jeszcze zanim poznała Cyrankiewicza, kolejne dwie już w czasie trwania małżeństwa. Przy drugim razie dramat rozegrał się już nie tylko między nią a mężem, ale także w relacji z matką.
Jak za drugim razem szłam na zabieg, moja mama się popłakała. Tłumaczyła mi: 'Nie rób tego drugi raz. Z pierwszym zabiegiem się pogodził, ale drugiego ci nie daruje. Bo pokazujesz, że ci na nim nie zależy’. Mimo wszystko pojechałam na zabieg
– wyznała po latach. I rzeczywiście – tej decyzji Cyrankiewicz nigdy jej nie wybaczył. Małżeństwo, już wcześniej pełne napięć, zaczęło się rozpadać.
Zobacz też: Nina Andrycz. Aborcje, zbeszczeszczony grób i batalia o spadek
Andrycz nigdy nie chciała mieć dzieci, do ciązty miała wstręt
Jeszcze dobitniej mówiła o swoim stosunku do macierzyństwa. Nie owijała w bawełnę i nie próbowała łagodzić słów, nawet po latach.
Nie czułam się powołana do rodzenia dzieci i wiedziałam to od zawsze, nie miałam instynktu macierzyńskiego. A gdybym urodziła dziecko nienormalne? Albo zupełnie niezdolne? Przerażało mnie to. Miałam zawsze wstręt do ciąży
– przyznawała. Podkreślała jednak, że jako aktorka realizowała się w zupełnie inny sposób. "Za to jako aktorka bez przerwy rozmnażałam się psychicznie" – mówiła, dając jasno do zrozumienia, że scena była jej życiem.
Zobacz też: Nina Andrycz nigdy nie była matką: Aktorka rodzi role, nie dzieci
Jej wyznania do dziś budzą skrajne emocje. Dla jednych są dowodem bezkompromisowej odwagi i szczerości wobec siebie. Dla innych – symbolem dramatycznych wyborów, które zniszczyły jedno z najsłynniejszych małżeństw PRL. Ale jedno jest pewne – Nina Andrycz nigdy nie udawała kogoś, kim nie była.