Czerwień wzięła ten wieczór we władanie
Na imprezach tego typu bardzo łatwo wpaść w pułapkę "bezpiecznej elegancji". Trochę błysku, trochę czerni, trochę klasyki, która nikogo nie obrazi, ale też nikogo specjalnie nie poruszy. Tym razem kilka pań postanowiło jednak nie znikać w tle – i bardzo dobrze, bo benefis telewizyjny aż prosi się o odrobinę przesady.
Anna Rusowicz zagrała va banque i wyszła na ściankę w czerwonej, dopasowanej sukni z marszczeniami i wycięciem w talii. To nie była grzeczna kreacja na jubileuszowy wieczór, tylko look, który miał przyciągać spojrzenia. Kolor zrobił swoje, fason też, a całość została jeszcze podkręcona miękką fryzurą i mocniejszym makijażem. Można kręcić nosem, że to wszystko było bardzo "na efekt", ale przecież właśnie o efekt tu chodziło. Rusowicz nie udawała skromności – i wygrała.
Zobacz też: Bez niego nie byłoby "Prywatek" i czołówki "M jak miłość". Teraz TVP urządza mu wielki wieczór
Równie mocno zadziałała Joanna Kurowska, choć zupełnie inną metodą. Prowadząca wieczór postawiła na czerwony garnitur z piórami, więc trudno było nie odnieść wrażenia, że sama weszła w rolę jednej z głównych bohaterek tego wieczoru. Było telewizyjnie, było odświętnie, było z rozmachem. Momentami nawet aż za bardzo, ale Kurowska ma ten typ energii, który takie stylizacje po prostu unosi.
Olga Bończyk też poszła w stronę czerwieni, tylko znacznie spokojniej. Jej garnitur miał w sobie klasę i elegancję, choć nie da się ukryć, że przy Rusowicz i Kurowskiej wypadł bardziej jak rozsądna odpowiedź na dress code niż modowy manifest. To był look poprawny, twarzowy i dobrze skrojony, ale bez tego jednego mocnego elementu, który sprawiłby, że człowiek chciałby wrócić do zdjęcia drugi raz.
Były też cekiny, kwiaty i trochę telewizyjnego przepychu
Tatiana Sosna-Sarno postawiła na błyszczącą sukienkę w zielono-kwiatowy wzór i to jest właśnie ten rodzaj stylizacji, który na żywo pewnie mógł działać lepiej niż na zdjęciach. Z jednej strony – połysk, kolor, wyraźna faktura, czyli wszystko, co lubi telewizyjna ścianka. Z drugiej – fason był dość prosty, a sam print miał w sobie coś lekko przypadkowego. Nie było katastrofy, ale do modowego olśnienia też daleko.
Nina Terentiew tradycyjnie poszła własną drogą i chyba nawet nie próbowała ścigać się z kimkolwiek na spektakularność. Sportowy komplet z zebrą i białe, geometryczne okulary sprawiły, że wyglądała bardziej jak ktoś, kto wpadł na chwilę z prywatnego świata, niż jak uczestniczka telewizyjnego benefisu. I właśnie dlatego ten look da się zapamiętać. Nie dlatego, że był szczególnie elegancki, tylko dlatego, że w całym tym wystrojonym towarzystwie był kompletnie osobny. Trochę nie z tej bajki.
Agata Młynarska wybrała natomiast sprawdzoną strategię: ciemna, błyszcząca suknia, głęboki dekolt i okulary, które od lat są częścią jej wizerunku. To nie był look z gatunku zaskoczeń, ale trudno odmówić mu skuteczności, bo suknia idealnie podkreśliła nową -znacznie smuklejszą figurę dziennikarki. Dzięki temu prezentowała się pewnie, elegancko i dokładnie tak, jak powinna na wieczorze, gdzie pierwsze skrzypce miał grać jubilat, a nie modowa ekstrawagancja.
Nie każda stylizacja chciała być gwiazdą – i czasem to była zaleta
W sumie ten benefis modowo ułożył się dokładnie tak, jak można było przewidzieć po telewizyjnym jubileuszu w dużym stylu. Było dużo czerwieni, trochę błysku, kilka decyzji odważnych i parę takich, które dało się obronić głównie osobowością noszącej je gwiazdy. Nie wszystko było wybitne, nie wszystko było świeże, ale nudy faktycznie nie było.
I chyba właśnie to najlepiej podsumowuje ten wieczór. Benefis Gąssowskiego miał być sentymentalny, uroczysty i pełen nazwisk. Na ściance wyszło do tego jeszcze jedno – całkiem niezły pokaz tego, kto wciąż potrafi zrobić wejście, a kto po prostu pojawił się na zdjęciach. Rusowicz i Kurowska nie miały z tym najmniejszego problemu. Reszta? Cóż, jedni błyszczeli mocniej, inni po prostu byli częścią tłumu.
Zobacz stylizacje gwiazd w naszej galerii