Za nami kolejny taniec Sebastiana Fabijańskiego w programie "Taniec z gwiazdami". W nowej odsłonie show artysta zaprezentował tango, za które jurorzy przyznali mu 30 punktów. W zakulisowym wywiadzie dla Radia Eska uczestnik ocenił, że słabszy wynik w porównaniu do ubiegłego tygodnia to bezpośredni efekt ogromnego stresu. Obecność matki na trybunach sprawiła, że gwiazdor czuł presję, aby zaprezentować się z jak najlepszej strony.
Wyznanie matki Fabijańskiego przed kamerami
Tuż przed wyjściem na parkiet stacja wyemitowała reportaż przybliżający sylwetkę matki aktora. Kobieta zdecydowała się na osobiste wspomnienia o trudnych etapach w życiu syna, podkreślając, że trwała przy nim w momentach największego kryzysu. Przed telewizyjną publicznością wyznała otwarcie, że jej wielkim pragnieniem jest ślub syna z kochającą partnerką, dla której mógłby stać się w przyszłości równie oddanym i wspierającym mężem.
Tutaj może trochę zaskoczę, bo marzę, żeby to była inna kobieta w jego życiu najważniejsza. Modlę się bardzo intensywnie o żonę dla mojego syna i żeby był dobrym mężem. Sebastian jest teraz właśnie taki jaki ja chciałam zawsze, żeby był. Po prostu ludzki - powiedziała przed kamerami.
Jak zareagował sam aktor?
Wymarzony ślub Sebastiana Fabijańskiego
Udzielając wywiadu reporterowi Eski, artysta zaznaczył, że bezpośrednie słowa rodzicielki zupełnie go nie zawstydziły. Dodał przy tym, że sam bardzo chętnie zrealizowałby ten plan. Podczas wcześniejszej wizyty w rozgłośni gwiazdor opisał zresztą swoją wizję ceremonii. Jego największym marzeniem jest występ Igora Herbuta śpiewającego słynny utwór z repertuaru Phila Collinsa. Fabijański przyznał, że niedawny wokalny występ na weselu mocno nasilił u niego potrzebę przeżycia identycznych, podniosłych chwil.
Gdyby na moim ślubie Igor Herbut zaśpiewał "In the air tonight", wow, no to by było sztosem. Z jednej strony cieszyłem się ich [pary młodej] szczęściem, widziałem, jak się kochają i śpiewają ten refren ze mną, trzymając się za ręce, a z drugiej strony miałem tęsknotę za czymś takim, na zasadzie "kurde, jak ja bym tak chciał". Nie wiem, może jestem w jakimś sensie upośledzony relacyjnie albo jakimś inwalidą w tym zakresie? Niewątpliwie praca aktora nie jest zbyt stabilna też emocjonalnie, więc ten niepokój może towarzyszyć tym relacjom. To nie jest praca od 9 do 17, to jest w wielu przypadkach lot nad kukułczym gniazdem - mówił w wywiadzie dla Eski.