1 czerwca miną dwa lata od śmierci Janusza Rewińskiego – aktora, satyryka i jednej z najbardziej charakterystycznych postaci polskiej sceny kabaretowej. Artysta zmarł w 2024 roku w wieku 75 lat w swoim domu w okolicach Mińska Mazowieckiego. W ostatnim okresie życia wycofał się z show-biznesu i prowadził spokojne, samotne życie na wsi. Chorował na cukrzycę i zmarł w wyniku powikłań.
Nie przegap: Tak wyglądały ostatnie lata życia Janusza Rewińskiego. Odciął się od ludzi. Zamieszkał w młynie. Mamy zdjęcia
Książka o życiu Janusza Rewińskiego
Rocznica odejścia Janusza Rewińskiego stała się impulsem do wydania książki "Siara. I nic nie jest jasne" autorstwa Beaty Biały. Publikacja przybliża zarówno zawodową drogę Rewińskiego, jak i jego mniej znane, prywatne oblicze. Na spotkaniu promującym książkę pojawili się przyjaciele artysty oraz jego syn Aleksander Rewiński.
Nie przegap: Gwiazdy opijały pamięć po Rewińskim. Kontuzjowana Wajda w trakcie rozwodu pozwoliła sobie na czułości
Śpiewak operowy w rozmowie z "Faktem" przyznał, że są rzeczy, których nie zdążyli już wspólnie zrobić.
Na pewno bardzo żałuję, że nie udało nam się pojechać razem do Salzburga, gdzie byłem bardzo długo na studiach. Przewoziłem mu różne rzeczy stamtąd tak w ramach konsultacji. (...) On miał kontakt z rodziną, ale separował się od show-biznesu. Był człowiekiem bardzo zamkniętym tak naprawdę. Niewiele mówił o sobie. Myślę, że nie chciał takiego efektu, który spotyka wielu artystów, że w pewnym momencie, gdzie się nie spojrzy, to wychodzi Rewiński z lodówki czy z szafy
- mówi Aleksander w rozmowie z Cezarym Wiśniewskim.
Syn aktora wrócił także pamięcią do jednego z ostatnich wspólnych spotkań. To właśnie takie chwile – zwyczajne, pozbawione blasku fleszy – zapamiętał najmocniej.
Bardzo lubię go wspominać z okresu kiedy... kiedy rzeczywiście byliśmy troszeczkę częściej razem, jeszcze miałem troszeczkę mniej projektów wtedy. I pamiętam właśnie takie spotkanie, jedno z ostatnich, że przyjechałem na wieś, gdzie miał swoje takie właśnie zacisze. I wtedy ja akurat byłem po takim dłuższym okresie w Wiedniu, gdzie miałem swój debiut teatralny i siedzieliśmy po prostu na ławie przy desce serów z piwkiem. Akurat było lato, było dość gorąco, a ja miałem straszną alergię. Tata z oddali zauważył jakiegoś młodego jelenia, który się gdzieś tam kręcił, a ja oczywiście go spłoszyłem, bo mi już po prostu z tej alergii głowa prawie eksplodowała, więc go spłoszyłem kichnięciem. Ale to było jedno z takich uroczych wspomnień
- opowiedział wyraźnie wzruszony w "Fakcie".