Janusz Rewiński był znany z mnóstwa filmów i seriali, ale wielu widzom szczególnie zapadł w pamięci jako Siara z "Kilera". Aktor dostawał role komediowe, jednak prywatnie nie było mu do śmiechu. Przez wiele lat toczył cichą walkę z poważną chorobą, której nie lubił nazywać po imieniu. Unikał rozmów o niej, a swój stan bagatelizował.
Jak wspominają jego bliscy i przyjaciele, aktor nie chciał być traktowany jak chory człowiek. A gdy czuł się gorzej, żartował, że to tylko słabszy dzień, nawet gdy coraz bardziej doskwierał mu pogarszający się stan zdrowia.
Zobacz także: Janusz Rewiński był ciężko chory. "Nie chciał wiedzieć, co go zabija". Szokujące słowa!
Jego biografia mówi wszystko
Według wspomnień bliskich problemy zdrowotne Rewińskiego sięgały wielu lat wstecz i związane były z cukrzycą oraz jej powikłaniami. Znajomi przyznawali, że aktor często ignorował badania i unikał regularnej kontroli stanu zdrowia. Pytany o badanie poziomu cukru odpowiadał: "Po co?". Takie podejście utrudniało leczenie i pogłębiało problemy. Jego syn Aleksander wspominał w książce "Siara. I nic nie jest jasne", że ojciec nie znosił tonu troski podszytej litością. Wolał, żeby wszystko działo się normalnie, nawet jeśli od dawna nie było normalnie:
Tata nie lubił być traktowany jak chory. (...) Nie chciał robić z siebie sprawy. Nie przyznawał się do bólu, nie opowiadał o wynikach badań. Jakby uznał, że dopóki o czymś nie powie głośno, dopóty to nie istnieje. "To tylko słabszy dzień" - mówił, kiedy ledwo wstawał z łóżka. Lubił słodkie. Potem już nie mógł.
Kiedy stawał się coraz słabszy, Rewiński nie mówił o bólu, wolał opowiadać o pogodzie czy polityce, zamiast przyznawać się do choroby:
Mówił o pogodzie, polityce, krzywych chodnikach. Ale nie o ciele, które go zdradzało. Cukrzyca. Nie ta poukładana, z kartką zaleceń i pilnowaniem poziomu glukozy. Tylko wymykająca się spod kontroli, nie w dramatycznych aktach, ale w cichych, codziennych zapomnieniach. W zjedzonej nie w porę drożdżówce. W niewypitej szklance wody. W za późno wziętej lub pominiętej tabletce.
Zobacz także: Iwona Pavlović w żałobnej czerni. Tak pokazała się na imprezie ramówkowej Polsatu. Niedawno straciła mamę
Nie chciał wiedzieć, co go zabija!
Chorował długo. Po cichu, jakby nie chciał, żeby ktoś zauważył. Jakby uznał, że choroba to sprawa prywatna, intymna, niemal wstydliwa - coś, co lepiej ukryć niż objaśniać. Cukrzyca weszła w jego ciało jak chłodny wiatr w stare drzwi - nie gwałtownie, nie z hukiem, tylko powoli, niepostrzeżenie. Przesączała się przez szczeliny, aż w końcu została, zadomowiona, nieproszona, ale obecna. Właściwie nie walczył z nią - żył z nią - czytamy w biografii.
Ostatnie chwile
Ostatnie lata życia Rewiński spędził z dala od blasku fleszy. Mieszkał na wsi w okolicach Mińska Mazowieckiego, prowadząc spokojne życie, z dala od medialnego zgiełku. Wielu jego dawnych fanów nie rozumiało, dlaczego zniknął z ekranu. Jak się dziś okazuje, chęć zachowania prywatności i walka z chorobą szły w parze.
Rewiński zostawił po sobie nie tylko niezliczone role filmowe, kabaretowe i telewizyjne, ale też historię człowieka, który do końca próbował żyć normalnie, nawet wtedy, gdy jego ciało coraz mniej mu na to pozwalało.
Nie mówił o zmęczeniu, choć stawało się większe. Nie mówił o bólu, choć chodził coraz wolniej. Żartował. Że znowu zasnął na siedząco. Że przysnął przy stole. Ale za tym śmiechem była coraz bardziej miękka sylwetka, coraz głębsze cienie pod oczami. Coraz częstsze chwile, kiedy wyglądał, jakby odpływał gdzieś na moment, nieobecny, zapatrzony w coś, co znał tylko on.
Zobacz więcej zdjęć. Franka z "M jak miłość" uśmierciła się sama. Dominika Kachlik wyznała: "Nie wywalono mnie!"