- Iga Lis podczas pokazu "Bałtyku" w kinie Iluzjon nie kryła emocji, a jej naturalne zachowanie szybko przyciągnęło uwagę widzów i branży.
- Film opowiada historię Barbary "Mieci" Wróblewskiej, legendarnej właścicielki wędzarni w Łebie, która po latach pracy musi zmierzyć się z pytaniem o życie poza nią.
- Już wkrótce okaże się, czy poruszający dokument córki Kingi Rusin i Tomasza Lisa przyniesie jej pierwszą nominację do Orłów.
Córka Kingi Rusin i Tomasza Lisa przed wielka szansą
Już po pierwszych minutach było jasne, że to nie będzie zwykły, grzeczny pokaz filmu. Iga Lis nie kryła wzruszenia, reagowała na słowa z sali i z widocznym przejęciem słuchała opinii o swojej pracy. Momentami śmiała się głośno, chwilami poważniała, jakby dopiero teraz docierało do niej, jak osobista historia trafiła na duży ekran. Widzowie obserwowali ją uważnie, bo emocje córki Kingi Rusin były trudne do ukrycia, zwłaszcza gdy pojawiły się pierwsze komentarze o możliwej nominacji do Orłów.
Zobacz też: Sukces córki Kingi Rusin. Dzieło Igi Lis na prestiżowym festiwalu! "To film o międzypokoleniowej miłości"
"Królowa Łeby" – bohaterka większa niż legenda
Te emocje nie wzięły się znikąd. "Bałtyk" to opowieść o postaci, która od lat rozpala wyobraźnię mieszkańców i turystów odwiedzających Łebę. Barbara "Miecia" Wróblewska od czterech dekad prowadzi kultową wędzarnię ryb – miejsce, które stało się lokalnym symbolem, a dla wielu wręcz obowiązkowym punktem nad Bałtykiem. Dla Mieci to nie tylko praca, ale sens życia, żywioł i przestrzeń, wokół której zbudowała własny świat.
Sama bohaterka z charakterystycznym dystansem komentuje swoją popularność. – Jestem po prostu babą, która wędzi ryby – mówi, choć dla mieszkańców Łeby jest kimś znacznie więcej. Królową z krwi i kości, kobietą o ostrym charakterze, ale i ogromnej empatii, która przez lata stworzyła wokół siebie wyjątkową społeczność.
Od jednego obrazka do filmu, o którym mówi branża
Film Igi Lis pokazuje jednak moment przełomowy. Gdy zdrowie zaczyna dawać o sobie znać, Miecia po raz pierwszy musi zmierzyć się z pytaniem, którego wcześniej nie dopuszczała do siebie – kim jest poza wędzarnią i co zostaje, gdy trzeba zwolnić tempo. To właśnie ta intymna perspektywa sprawia, że "Bałtyk" porusza znacznie mocniej niż klasyczny dokument o lokalnej legendzie.
Jak zdradziła Iga Lis po seansie, wszystko zaczęło się od jednego kadru: dymu unoszącego się z wędzarni, Mieci stojącej z papierosem i makrelą w ręku oraz turystów proszących o zdjęcia i autografy. Z czasem ten obraz przerodził się w pełnokrwistą opowieść o kobiecie o niemal nadludzkiej sile, ale też o kruchości, której na co dzień nie widać.
Nie przegap: Córka Rusin i Lisa straciła pracę w telewizji. Wydała oświadczenie
Czy znane nazwisko pomagło Idze Lis?
"Bałtyk" powstał w Studiu Munka. Jak podkreśliła producentka kreatywna Katarzyna Malinowska, kluczowe było odpowiednie przygotowanie materiałów, determinacja i ciekawy temat – nieznane nazwisko reżyserki.
Do każdego programu mamy osobne rady artystyczne. Jesteśmy otwarci przede wszystkim na młodych absolwentów kierunków filmowych, ale czasem dajemy szansę osobom bez klasycznej filmowej edukacji - i tak było w tym przypadku. Iga przyszła z gotowymi materiałami, wielką determinacją i szczerym zainteresowaniem tematem.
Choć oficjalne nominacje do 28. Orłów poznamy dopiero 11 lutego, po pokazie w Iluzjonie jedno było pewne – "Bałtyk" nie przeszedł bez echa. Film poruszył widzów prostotą, szczerością i bohaterką, której nie da się zapomnieć, a sama Iga Lis udowodniła, że potrafi opowiadać historie bez celebryckiego filtra. Jeśli Orły mają nagradzać kino prawdziwe, bliskie ludziom i emocjom, ten tytuł ma wszystko, by znaleźć się wśród nominowanych – i to niezależnie od nazwiska.
Nie przegap: TYLKO U NAS! Kolejne polskie nazwiska w aktach Epsteina: syn Przetakiewicz, żona Adamczyka i supermodelki