To właśnie teść Filipa Roman N. feralnego 16 lipca dostał zawału za kierownicą auta, które wjechało z impetem w stojącą na poboczu naczepę tira. Chłopiec zginął na miejscu. Jego dziadek trafił do szpitala, z którego wyszedł dopiero we wtorek 28 lipca.
- Pan Roman został wypisany do domu. Dosyć długo siedział spakowany w poczekalni i czekał, aż ktoś po niego przyjedzie - usłyszeliśmy w szpitalu w Płońsku (woj. mazowieckie), gdzie wracał do zdrowia. Zaraz po opuszczeniu szpitala mężczyzna udał się do rodzinnego domu pod Płońskiem.
Tam otoczony opieką żony i dzieci będzie powoli dochodził do zdrowia i nabierał sił. W cierpieniu rodzina nie jest jednak sama. Sąsiedzi wspierają ich z całych sił.
- Tutaj wszyscy się znamy i bardzo współczujemy całej rodzinie. Przede wszystkim Julii, mamie Maksa - to taka miła, sympatyczna dziewczyna. Nikt tutaj nie wini Romana za to, co się stało, to nieszczęśliwy wypadek. Ale tragedia jakich nie mało. Bólu rodziny nic nie ukoi - usłyszeliśmy od jednej z sąsiadek.
Policja wciąż bada okoliczności wypadku. Wszystko wskazuje na to, że Roman N. miał w trakcie jazdy zawał serca. Teraz po wyjściu ze szpitala będzie przesłuchiwany.