- Ogrody podlegają trendom, a najnowszy z nich, "no-mow", promuje ekologię i naturalność.
- "No-mow" to rezygnacja z regularnego koszenia trawników, wspierająca bioróżnorodność i zapylacze.
- Chociaż trend "no-mow" ma wiele zalet, wiąże się też z pewnym zagrożeniem.
- Dowiedz się, jak bezpiecznie wdrożyć "no-mow" w swoim ogrodzie i cieszyć się jego korzyściami.
Okazuje się, że ogrody i działki również podlegają trendom. W Polsce zaobserwować można stałe trendy, które nie zmieniają się od lat. To między innymi uprawa borówki amerykańskiej, żywopłot z tui czy hortensje oraz różaneczniki jako główne krzewy kwitnące. Są jednak trendy, które przychodzą i mogą nieźle namieszać w architekturze obrazu naszego ogrodu. Tak jest w przypadku trendu no-mow” (ang. nie kosić), który ma stawiać na ekologię i bardziej naturalną przestrzeń terenu prywatnego.
Czym no-mow” w ogrodzie i na działce?
"No-mow" w ogrodzie i na działce to trend, który zyskuje coraz większą popularność, szczególnie wśród osób ceniących sobie ekologię, bioróżnorodność i oszczędność czasu. W najprostszym ujęciu, "no-mow" oznacza rezygnację z regularnego koszenia trawnika lub znaczne ograniczenie tej czynności, pozwalając naturze przejąć kontrolę nad częścią lub całością przestrzeni zielonej.
Wszystko zaczęło się od No Mow May, czyli dosłownie „maj bez koszenia”. Jest to brytyjska akcja społeczna, która ma na celu ograniczenie koszenia. Rezygnując z przycinania trawy wspiera się naturalnych zapylaczy, którym wiosną trudno o pożywienie. Wysoka trawa i kwiaty pozwalają pszczołom, trzmielom i innych zapylaczom pozyskiwać cenny dla nich nektar. Decydując się na "no-mow", warto pomyśleć o cyklu rocznym. Wiosną, gdy roślinność budzi się do życia, można pozwolić na swobodny wzrost traw i bylin, obserwując, co naturalnie pojawi się w naszym ogrodzie. Latem, kwitnące łąki "no-mow" będą przyciągać owady zapylające. Jesienią, zamiast grabić wszystkie liście, warto zostawić ich część, tworząc schronienie dla jeży i innych drobnych zwierząt, a także naturalny nawóz dla gleby. Zimą, zaschnięte łodygi i nasiona stanowią pożywienie dla ptaków. Badania ekologiczne jednoznacznie wskazują na korzyści płynące z ograniczenia koszenia trawników. Uniwersytet Sussex przeprowadził eksperymenty, które wykazały, że obszary koszone rzadziej (np. raz w miesiącu) miały średnio o 25% więcej owadów zapylających niż te koszone co tydzień.
"No-mow" narodził się w potrzeby coraz większej świadomości oraz potrzeby wsparcia ekosystemów. Rezygnacja z koszenia z ogrodzie czy na działce sprawia, że rośliny lepiej znoszą suszę, a magazynowana woda w trawniku wykorzystywana jest w czasie jej niedoborów.
Warto jednak pamiętać, że "no-mow" niesie ze sobą także wady. Koncepcja "no-mow", choć niosąca ze sobą wiele korzyści ekologicznych, niestety wiąże się również z pewnymi wadami, a jedną z najpoważniejszych jest zwiększone ryzyko występowania kleszczy. Długie trawy, dzikie kwiaty i bujna roślinność, które są cechą charakterystyczną ogrodów "no-mow", tworzą idealne środowisko dla tych niebezpiecznych pajęczaków, stając się dla nich schronieniem, miejscem do żerowania i oczekiwania na żywiciela.
Aby zminimalizować ryzyko związane z kleszczami w ogrodzie "no-mow", nie należy rezygnować z wytyczania i regularnego koszenia ścieżek oraz obszarów rekreacyjnych. Stworzenie wyraźnych, często koszonych pasów wokół miejsc, gdzie przebywają ludzie i zwierzęta domowe, może stanowić barierę dla kleszczy.