Pierwsze w historii mundialu Halftime Show. Kto wystąpi?
Już za niedługo dowiemy się, kto zdobędzie Puchar Świata FIFA 2026. O godzinie 21:00 polskiego czasu na Meadowlands Stadium w East Rutherford w stanie New Jersey, reprezentacje Argentyty i Hiszpanii rozpoczną mecz finałowy.
Dzisiejszy finał przejdzie do historii jako pierwszy z Halftime Show, czyli tradycją zaczerpniętą z Super Bowl. Między pierwszą a drugą połową będzie można zobaczyć muzyczne widowisko z gwiazdami światowej muzyki. Na scenie pojawią się Madonna, Shakira, BTS oraz Justin Bieber.
Polscy kibice z pewnością doskonale pamiętają inny mundialowy występ. Chodzi oczywiście o wykonanie hymnu narodowego przed Edytę Górniak (52 l.). Wokalistka była wtedy u szczytu sławy, a jej głosem zachwycali się nie tylko Polacy. Wiele osób oczekiwało więc muzycznej uczty.
Zobacz również: Michał Szpak powalił wszystkich na kolana! Wystrzałowy wieczór na trasie "Lata z Radiem i Telewizją Polską"
Edyta Górniak wspomina pamiętne wykonanie hymnu z 2002 roku
Jednak wykonanie "Mazurka Dąbrowskiego" w nietypowej aranżacji ściągnęło na wokalistkę potężną falę krytyki. Pojawiły się nawet głosy, że to właśnie Górniak odpowiada za porażkę Polaków w meczu z Koreą Południową. Piosenkarka publicznie przeprosiła, ale nie powstrzymało to krytyki.
Parę osób zawiesiło się na moim nazwisku, gdy przegraliśmy mecze w Korei, bo to ja zaśpiewałam hymn. Przeprosiłam wszystkich na konferencji prasowej, ale tego telewizja nie pokazała.
Jeżeli naród chciałby artystę ukamienować za to, że zaśpiewał hymn narodowy inaczej niż kibice i orkiestra wojskowa, to należałoby zacząć od tych, którzy zmieniali interpretacje kolęd. Bo przecież jest to kraj bardzo religijny, a powstały dziesiątki wersji jazzowych czy rapujących - wspominała w rozmowie z "Wysokimi Obcasami".
Zobacz również: Edyta Górniak oddała hołd Krawczykowi. Czuła jego obecność na scenie! "Nie byłam w stanie śpiewać"
Adam Sztaba wyznał prawdę o wykonaniu hymnu przez Edytę Górniak
Po latach do sprawy wykonania hymnu odniósł się Adam Sztaba (51 l.), autor aranżacji. W rozmowie z Żurnalistą wyjawił, co poszło nie tak. Nie była to wina jego, ani tym bardziej Edyty Górniak.
W rozmowie z Żurnalistą Adam Sztaba opowiedział o kulisach feralnego występu w Korei Południowej. Edyta Górniak miała zostać poproszona o zaśpiewanie hymnu nie przez reprezentację Polski, a FIFĘ. Piosenkarka mając w pamięci występ Whitney Houston, zapytała kompozytora czy nie podjął by się aranżacji.
Zgodził się na to pod warunkiem, że będzie orkiestra symfoniczna. Na chwilę przed wylotem okazało się, że organizatorzy nie wywiązali się z podstawowego warunku. Na miejscu nie było bowiem orkiestry symfonicznej, a orkiestra dęta złożona z amatorów. Sztaba miał namawiać Górniak, by nie leciała na mundial. Ona jednak nie chciała niszczyć swojej reputacji. Później było tylko gorzej.
Ja namawiałem, żeby nie lecieć. Edyta stwierdziła, że za dużo poszło newsów, za dużo ludzi się nastawiło na to, że ona będzie, a poza tym pójdzie niepotrzebna informacja, że gwiazda znowu zmieniła plany. Krótko mówiąc - fochy, których ona strasznie starała się wówczas unikać, mając taki wizerunek. I poleciała.
Na miejscu okazało się, że to są naprawdę amatorzy. Mało tego - dyrygent nie mówi po angielsku, więc trzeba jeszcze porozumiewać się przez tłumaczkę. Orkiestra stoi tam, Edyta stoi na drugim końcu stadionu. Odbywa się próba przy pustym stadionie, jakaś tam słyszalność jest. Odbywa się ta próba. Przychodzą ludzie z boku i mówią: "Wow, ale nieprawdopodobne. To jest wasz hymn? Niesamowite".
No i teraz tak - zaczyna się mecz, cały stadion jest wypełniony, ja tylko do tego dyrygenta biegnę jeszcze później, przed ostatecznym wykonaniem i mówię tak: "Szybciej, szybciej, cały czas zwalniamy, więc proszę pana łaskawie o to, żeby cały czas iść do przodu".
Wypełnia się stadion publicznością, jest przepotworny huk. Wszyscy, którzy byli na stadionie, wiedzą, co się dzieje, jakie są odbicia. [...] Edyta zaczyna śpiewać i nic nie słyszy oczywiście. To się zupełnie wszystko rozmywa. Ja jestem nie na murawie, tylko gdzieś tam w szatni, tak że oglądałem to z gdzieś tam chyba w telewizorze, no i słyszałem to, co wszyscy słyszeli, czyli nie wiadomo było, o co chodzi. I to jest właściwie koniec historii. Może brzmi jak tłumaczenie, ale ja po prostu stwierdziłem, jak to mniej więcej się wszystko potoczyło - wyjaśnił.