"Wędliny z Jedliny" zyskały rozpoznawalność głównie dzięki intensywnej promocji w mediach społecznościowych, zwłaszcza na TikToku. Marka budowała wizerunek niewielkiej, lokalnej manufaktury oferującej tradycyjne receptury i wysoką jakość. W jednym ze swoich filmów na YouTube Książulo postanowił sprawdzić oferowany przez firmę "słynny box" z wędlinami i zweryfikować, czy internetowy zachwyt ma pokrycie w rzeczywistości.
Zobacz też: Książulo ocenił restaurację Kuby Wojewódzkiego. Za kalafiora trzeba płacić jak za złoto. "Totalna odklejka"
Wojna o kiełbasę w sieci! Miliony w tle i groźby prawne po recenzji Książula
Recenzja okazała się dość surowa. Twórca nie krył rozczarowania, a jego komentarze dotyczące smaku i jakości produktów były dalekie od entuzjazmu. Widzowie szybko podchwycili temat, a fragmenty nagrania zaczęły krążyć w mediach społecznościowych.
Dyskusja błyskawicznie rozszerzyła się o analizę składu produktów. W komentarzach zaczęły pojawiać się głosy wskazujące, że wędliny zawierają dodatki typowe dla produkcji przemysłowej. Część internautów zarzucała marce, że jej komunikacja może być nie do końca spójna z rzeczywistym charakterem działalności. Pojawiły się też sugestie, że firma funkcjonuje raczej jako element większej struktury produkcyjnej niż mała, niezależna masarnia.
Na odpowiedź przedsiębiorstwa nie trzeba było długo czekać. Właścicielka "Wędlin z Jedliny" opublikowała własne nagranie, w którym odniosła się do krytyki. Jej stanowisko wywołało kolejną falę silnych emocji. Zasugerowała bowiem, że recenzja mogła nie być w pełni obiektywna, a nawet oskarżyła twórcę o możliwą współpracę z konkurencyjnym podmiotem.
Według informacji pojawiających się w sieci, właścicielka bez przedstawienia dowodów miała zarzucać Książulowi brak bezstronności i działanie na czyjąś korzyść, co w ocenie internautów mogło narazić go na poważne konsekwencje prawne i wizerunkowe. Sprawą zajęła się prawniczka reprezentująca YouTubera. Dodatkowo internauci zaczęli analizować zaplecze biznesowe marki. Wyszło na jaw, że za projektem stoi duża firma należąca do ojca właścicielki, generująca wielomilionowe obroty rocznie. Dla wielu obserwatorów było to sprzeczne z dotychczas budowanym wizerunkiem niewielkiej, rzemieślniczej działalności.
Kontrowersje wzbudziły także wypowiedzi dotyczące składu produktów. W nagraniach zapewniano o braku "polepszaczy", podczas gdy na etykietach, jak wskazywali internauci, widnieje informacja o obecności azotynu sodu. To jeszcze bardziej podgrzało atmosferę i wywołało pytania o transparentność komunikacji marketingowej. Co o tym sądzicie?
Zobacz też: Książulo po operacji. Youtuber przetestował szpitalne jedzenie
Zobacz naszą galerię: Wojna o kiełbasę w sieci! Miliony w tle i groźby prawne po recenzji Książula