"Super Express": - Czy gdy dostała pani propozycję zagrania Wandy, od razu ją przyjęła? To był jednak serial mocno odważny jak na swoje czasy. Wtedy nie mieliśmy jeszcze chociażby "Seksu w wielkim mieście" i pewnych rzeczy się w telewizji po prostu nie pokazywało.
Małgorzata Potocka: - Żadna z nas się nad tym nie zastanawiała, bo właśnie nie było na rynku serialu, który opowiadałby o czterech kobietach. Śmieję się, że mieliśmy "Czterech pancernych i psa", ale "Matki, żony i kochanki" to był powiew świeżości. Cztery pancerne kobiety. To było świetne wyzwanie i radość... Tyle kobiet w jednym miejscu. Gdy zadzwonili do mnie z produkcji Zebry z pytaniem, czy zagram tę moją Wandzię, od razu się zgodziłam. Nie było na ten temat specjalnie długich rozmów, próbnych zdjęć. Bardzo szybko weszłyśmy na plan. Przyznam jednak szczerze, że początkowo - choć fabuła podobała mi się przeogromnie - to sądziłam po przeczytaniu scenariusza, że mój wątek jest jakoś słabo napisany. Uważałam, że nie ma ciekawych dialogów i scen. Nie było też opisane, jak ona wygląda... Zaczęłam nad nią pracować. Pamiętam, że pojechałam na Pragę i poszukałam sklepu z odzieżą typu Pewex. Ubrałam się w takie szare, beżowe, niezgrabne, za duże ubranka. Od razu też pobiegłam do fryzjera, by zrobił mi odpowiednią fryzurę. Gdy pierwszy raz weszłam na plan, wszyscy zaczęli klaskać. Powiedzieli: "To właśnie jest idealna Wandzia". No i później się ona rozkręciła.
- Ludzie na ulicy jednak krzywo na panią nie patrzyli? Taki katolicki kraj, a tu wprost mówi się o seksie, zdradach...
- Nie. Pamiętam taką zabawną sytuację. Mieliśmy dzień zdjęciowy w domu w Pruszkowie, który wyglądał jak jakieś centrum dowodzenia mafii. I w pewnym momencie ludzie zaczęli nam przynosić koniaki, ciasta, cukierki. Jak przyjechałam na plan, a mieszkałam akurat niedaleko, to podszedł do mnie pewien facet. I mówi do mnie tak: "Pani Małgosiu, gdyby pani zginął ten samochód, albo gdyby pani cokolwiek zginęło, to pani do mnie dzwoni i wszystko się znajdzie". Było to przezabawnie miłe i urocze. Ten serial przyniósł mi wielką sympatię.
- Ten serial ma fantastyczną obsadę...
- Prawda? Bardzo się cieszyłam, że gram z takimi fantastycznymi aktorkami jak Anka Romantowska, Gabrysia Kownacka czy Ela Zającówna. Niestety tych dwóch ostatnich już z nami nie ma.
NIE PRZEGAP: Małgorzata Potocka odpadła z "Tańca z Gwiazdami" i mówi wprost, co mogło ją pogrążyć
Małgorzata Potocka wspomina Elżbietę Zającównę
- Jakie one były?
- Gabrysia - cudna intelektualistka. Na pewno dama z wielką klasą. Taka powściągliwa, opanowana. Z kolei Zającówna - szalona, tańcząca, żartująca, wygłupiająca się. Bardzo się wszystkie uzupełniałyśmy i do siebie pasowałyśmy. W ogóle Elkę to widziałam jeszcze parę tygodni przed jej śmiercią. Jechałam z Serocka i wpadłyśmy przypadkiem na siebie w pociągu. Jak usiadłyśmy później na peronie na ławce, to gadałyśmy chyba z sześć godzin. W końcu zrobiła się ciemna noc i musiałyśmy wziąć taksówkę, by wrócić do domu. To było nasze ostatnie spotkanie. Życie pisze zaskakujące scenariusze.
- Coś wskazywało, że niedługo może odejść?
- A skąd! Oczywiście wiedziałyśmy, że ona co parę dni musi jeździć na transfuzję krwi. To już było za czasów "Matek, żon i kochanek". Nie było tajemnicą, że nie jest osobą, która może pracować dwanaście godzin na planie. Tylko po ośmiu czy iluś tam pojechać do domu i odpocząć.
ZOBACZ TAKŻE: Co się stało z twarzą Małgorzaty Potockiej?! Aktorka nie przypomina siebie
Wielki powrót serialu "Matki, żony i kochanki"?
- Żałuję, że nie doczekaliśmy się kontynuacji tego serialu.
Miał być kolejny sezon zaraz po drugim. Wiem, że scenarzystka napisała nowe odcinki i nie rozumiem zupełnie, dlaczego nie doszło to do realizacji. Zachodzę w głowę, kto się nie dogadał z kim. Serial miał przecież świetną, wielomilionową oglądalność. Dziś produkcje mogą o tym pomarzyć. Jeszcze kilka lat temu były zakusy na powrót. Zadzwonił do mnie jeden z pracowników TVP i powiedział, że chcą wrócić do "Matek, żon i kochanek". Od razu ode mnie usłyszał, że pomysł jest genialny. W końcu ten serial jest już wypromowany, to marka sama w sobie. W tamtym momencie nie żyła tylko Gabrysia. Pierwszy odcinek trzeciej transzy miał się zaczynać tak, że wracamy z grobu jej bohaterki, czyli Doroty. Marzyłam, żeby moją rolę przerobili. Ponieważ ja tam jestem społecznica, to chodziło mi po głowie, by zrobili z Wandy radną. Może jednak ktoś się jeszcze kiedyś skusi na powrót? Wciąż są Anna Romantowska, Jan Englert, Mateusz Damięcki, Anna Mucha, Paweł Wawrzecki.
ZOBACZ TAKŻE: Była żoną dwóch wybitnych artystów. Dziś "gada z kotem" zamiast brylować na czerwonym dywanie
- Tylko czy bez dwóch głównych bohaterek to ma sens?
To na pewno byłoby trudne, ale realne. Można by rozwinąć wątki rodzinne, skupić się na dzieciach, które byłyby matkami, żonami, kochankami i ojcami, a nam dokoptować jakąś nową przyjaciółkę. Ta historia jest niedokończona, a widzowie często mnie pytają, kiedy będą nowe odcinki.
Rozmawiał Bartosz Pańczyk