Ostatnie słowa Krzysztofa Krawczyka przed śmiercią. Wypowiadał je resztkami sił

To były ostatnie słowa Krzysztofa Krawczyka
Autor: GRAFIKA SE Beata Rozpędska To były ostatnie słowa Krzysztofa Krawczyka

I nie opuszczę cię aż do śmierci – te słowa powiedział Krzysztof Krawczyk (†74 l.) swojej żonie Ewie (61 l.) na ślubnym kobiercu i dotrzymał słowa. Pokonał nawet koronawirusa, by wrócić do domu i spędzić z nią ostatnie chwile swojego życia. Zanim na zawsze zamknął oczy, pożegnał się z ukochaną pięknymi słowami. Pani Ewa zapamięta je na zawsze. Zobacz jakie były ostanie słowa które Krzysztof Krawczyk wypowiedział do żony na łożu śmierci.

Ostanie słowa jakie Krzysztof Krawczyk na łożu śmierci do żony świadczą o tym, że taka miłość zdarza się tylko raz. Uczucie, które łączyło Krzysztofa Krawczyka i Ewę Krawczyk, było niezwykle silne, dlatego też spędzili ze sobą 36 lat. Niestety los postanowił rozdzielić tych dwoje w Poniedziałek Wielkanocny.

Miłość od pierwszego wejrzenia

Ich pierwsze spotkanie było nietypowe. Krawczyk grał koncert w barze „Cisza Leśna”, w którym Ewa była kelnerką. I choć była między nimi duża różnica wieku, bo on miał 35 lat, ona 22, od razu między nimi zaiskrzyło.

– Nigdy nie byłam jego fanką. W telewizorze wydawał się gruby, mały, no i tak jakoś jedno oko miał dziwne, wyglądało jak sztuczne. Ale jak zobaczyłam go na żywo, pomyślałam: „Co za ciacho. I jak śpiewa!” – tak Ewa wspominała kilka lat temu pierwsze spotkanie z Krzysztofem. Krawczyk, który miał już za sobą dwa małżeństwa, do szaleństwa zakochał się w Ewie i postanowił, że zostanie jego ostatnią żoną.

Ślubowali sobie miłość czterokrotnie

Krzysztof i Ewa pobrali się po trzech latach znajomości. Przysięgę złożyli sobie w Stanach Zjednoczonych w 1985 r. Niestety ślub za granicą okazał się nieważny w Polsce, więc małżeństwo odnowiło przysięgę – najpierw cywilnie. Ich trzeci ślub, tym razem przed Bogiem, odbył się w Warszawie w 1988 r.

Jednak jak w każdym małżeństwie ich miłość była pełna wzlotów i upadków. Krzysztof i Ewa Krawczykowie w 2002 r. mieli poważny kryzys.

Daliśmy się ponieść emocjom. Bo to są nasze słowiańskie, niepokorne charaktery. Sytuacja została doprowadzona do takiego absurdu, że myśmy sobie na złość wzięli rozwód. Na dodatek źli ludzie wzięli w tym udział – wspominał Krawczyk.

Rozwód szybko uznali za nieporozumienie i ponownie sformalizowali związek, tym razem w Parzęczewie.

Chcieli umrzeć razem

Ich uczucie z roku na rok było coraz silniejsze. Para nie była w stanie wyobrazić sobie, że któregoś z nich mogłoby zabraknąć. Chcieli nawet umrzeć razem.

– Czasem się zastanawiam, jak on by sobie poradził, gdybym musiała odejść z tego świata pierwsza. Dlatego proszę Boga, by zrobił tak, żebyśmy odeszli razem, żeby żadne z nas nie musiało cierpieć. Wiem, jak jemu byłoby ciężko. Ja bym sobie poradziła, ale Krzyś nie – wyznała kilka lat temu pani Ewa.

ZOBACZ: Żona ratowała Krzysztofa Krawczyka. Znamy przyczynę śmierci. Wstrząsające szczegóły

Niespodziewana śmierć

Trzy tygodnie temu Krzysztof Krawczyk trafił do szpitala z powodu koronawirusa. Jego żona modliła się, by jej ukochany jak najszybciej wrócił do zdrowia. Cud wydarzył się przed samymi świętami i Krawczyk w sobotę wrócił do domu. – Wychodzę ze szpitala. Wracam do zdrowia. Nie martwcie się o mnie, z dnia na dzień czuję się coraz lepiej. Bóg działa rękoma ludzi. Dziękuję Bogu, że żyję – wyznał „Super Expressowi”.

Niestety w poniedziałek rano artysta nagle zaczął słabnąć.

Krzysztof tracił przytomność. Z minuty na minutę było coraz gorzej. Zdążył jednak pożegnać się z Ewą. Ostatnie słowa, jakie do niej powiedział, to „Moja kochana laleczko” – ujawnił „Super Expressowi” menedżer artysty Andrzej Kosmala.

Krzysztof Krawczyk nie żyje
Komentarze
Grupa ZPR Media sprzeciwia się głoszeniu opinii noszących znamiona mowy nienawiści przepełnionych pogardą czy agresją. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, powiadom nas o tym, klikając zgłoś. Więcej w REGULAMINIE
Najnowsze