Posłanka Dorota Olko od kilku miesięcy jest szczęśliwą małżonką. Chociaż ślub wzięła jeszcze przed wakacjami to w podróż poślubną ruszyła dopiero teraz. Wraz z mężem postawili na egzotyczny kierunek podróży, czyli wyspę Bali położoną w Indonezji. Posłanka relacjonowała w sieci, jak mijają jej wakacje w tym urokliwym miejscu pełnego pięknej przyrody i ciekawych zabytków. Wyjazd przebiegał świetnie, ale jak to bywa na wczasach, nie obyło się bez przygód! Dorota Olko opisała jedną z nich. Otóż okazuje się, że padła ona ofiarą kradzieży telefonu. Kradzieży, której dokonała... małpka! Jak do tego doszło? Dorota Olko wszystko opisała:
Na wakacjach są przygody i PRZYGODY. Tych drugich bardzo starasz się uniknąć i wtem, dopadają cię znienacka. Mnie na przykład małpa ukradła telefon. Nie byłoby w tym nic specjalnie spektakularnego, bo w Uluwatu Temple co chwilę próbują komuś zabrać np. okulary, ale za chwilę, przekupione żarciem przez krążących wokół speców, przestają sobie zakładać te oksy na głowę i oddają w barterze. Ale już na długiej trasie wzdłuż klifu sytuacja staje się poważniejsza, więc telefon w kieszeni albo w torebce, a jak próbuję zrobić zdjęcie, to włączam tryb „ASEKURACJA” i rozglądamy się, czy żaden małp się nie przyczaja, a potem ściskam telefon mocno przy ciele - relacjonowała parlamentarzystka.
Wiedzą więc, jak wygląda sytuacja polityczka pilnowała swoich rzeczy uważając na to, co może się wydarzyć. Jednak niestety, wystarczył dosłownie chwila nieuwagi, by posłanka została pozbawiona telefonu:
- (...) pewnie przez chwilę trochę mniej skupiona na ochronie dobytku, ale wciąż jednak w pozycji bezpiecznej. I wtem czuję z tyłu ŁUP. Chwilę mi zajęło, żeby się zorientować, co się stało tzn. że to łup to była małpa po łup. Szybko zjawił się pan, który - jak się okazało - z całą drużyną specjalistów od małp nadzoruje ten wielki teren i przez krótkofalówki dają sobie znać, gdzie aktualnie małpy z czymś uciekają. Tylko że małpa raz dwa spierniczyła za mur przy klifie i się zaczęło.
Co prawda wspomniani panowie co chwilę uspokajali, że się nie denerwować, a posłanka tylko patrzyła, jak małpa bawi się pokrowcem:
- (...) próbuje zeżreć legitymację, którą przy okazji zdołała wyciągnąć z kieszonki, po czym tracę moje rzeczy i moje małpy z oczu. Jakaś para w oddali mi pokazuje kciuki w górę i idzie pan z telefonem, ale nie moim. Bo w trakcie wyłowili trzy, ale mojego nie, a w międzyczasie zdążyło się ściemnić, więc mimo „relax relax” tracę nadzieję. I ja nie wiem, jak oni to zrobili, ale jak wygonili małpy do spania, to w całkowitych ciemnościach na klifie znaleźli wszystko. Spojrzeliśmy na nich z wdzięcznością i podziwem, bo to jednak wow, a oni jakby zdziwieni patrzą i mówią: „Taką mamy pracę”. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze!