Króli i królowa Szwecji wydali obiad na cześć Marty i Karola Nawrockich. Na Zamku Królewskim odbyła się niezwykła uroczystość, na którą zaproszeni zostali politycy i dyplomaci. Na to przyjęcie, mające podkreślić relacje polsko-szwedzkie, Karol XVI Gustaw i królowa Sylwia przywieźli nawet własną, XVIII-wieczną zastawę, która znajdowała się pod specjalnym nadzorem.
SPRAWDŹ TEŻ: Obiad na cześć szwedzkiej królewskiej pary. Wiemy, co zaserwowano w Pałacu Prezydenckim królowi i królowej
W menu znalazły się wówczas przysmaki prosto ze Szwecji. Centralnym punktem obiadu było danie z renifera przygotowanego jak dziczyzna i podane z sosem. Do dania głównego podano również purée z szalotką oraz prażoną szalotkę. Był też ser pleśniowy z prażonymi orzechami w syropie, zaś Po daniu głównym na stole pojawił się deser jako zwieńczenie uroczystego obiadu. Deser był w formie puddingu.
Polacy ugościli w restauracji szwedzką rodzinę królewską! Niezwykła historia państwa Anety i Grzegorza
Po tym, jak opublikowaliśmy szczegóły królewskiego przyjęcia, odezwało się do nas małżeństwo Polaków mieszkających w Szwecji. Państwo Aneta i Grzegorz Oklińscy od 20 lat mieszkają w Szwecji. W niewielkim miasteczku o nazwie Nybro, ok. 80 km od Karlskrony, od 6 lat prowadzą restaurację „Café Hos Oss”. Lokal znajduje się w zabytkowym budynku dawnej huty szkła Pukeberg. Co ciekawe, małżonkowie mieli okazję serwować szwedzkiej rodzinie królewskiej składający się z trzech dań obiad. I to na zastawie sprowadzonej na tę okoliczność z Polski! Tylko "Super Expressowi" opowiedzieli o kulisach i szczegółach tego niezwykłego wydarzenia.
W ubiegłym roku, z okazji Sveriges nationaldag – Święta Narodowego Szwecji, które przypada 6 czerwca) - do Pukebergu przyjechał król Szwecji Karol XVI Gustaw z królową Sylwią, księżniczką i delegacją liczącą około 40 osób. Lokalne władze zaproponowały, aby to właśnie w restauracji państwa Oklińskich odbył się królewski lunch!
Wiadomość o tym wyborze przyjęliśmy z ogromną dumą, że to właśnie my, Polacy, i nasza restauracja, zostaliśmy obdarzeni wielkim zaufaniem. Specjalnie na tę okoliczność sprowadziliśmy z Polski polską zastawę, a mama mojej żony własnoręcznie uszyła w Polsce okrągłe obrusy na ten uroczysty obiad - opowiada nam z dumą pan Grzegorz, który jako kucharz pracuje od 21 lat.
Jak podkreśla, para królewska już wcześniej miała okazję odwiedzić hutę szkła w Pukebergu, ale było to zanim małżonkowie przejęli istniejącą tam restaurację. Król z królową wówczas jedli lunch w Kalmarze, 30 kilometrów od Nybro.
Niezwykły pomysł polskiego małżeństwa. Nazwy dań jak szwedzkie szlagiery!
Gdy miejsce obiadu zostało ustalone, z panem Grzegorzem i panią Anetą skontaktował się dwór królewski z prośbą o przedstawienie propozycji menu. - Dostaliśmy wolną rękę, więc chcieliśmy zaprezentować siebie, stawiając Smalandię w centrum uwagi. Tworząc menu zrezygnowaliśmy z nazw „przystawka” czy „danie główne”. Postanowiliśmy wykorzystać nazwy szwedzkich szlagierów, utworów, które od pokoleń towarzyszą Szwedom podczas wakacji i leśnych wędrówek. Menu zyskało nazwę ”Spacer po pięknej Smalandii” - opowiada "Super Expressowi" pan Grzegorz.
I tak przystawka dostała nazwę „Idę na ryby”, a była to pasta z marynowanego okonia z zupą z pokrzyw oraz kruszonką z leśnego chleba. Pod nazwą „Czerwone złoto i zielone lasy”, czyli drugiego dnia, kryły się kotleciki z mięsa łosia oraz polędwiczki z dzika z emulsją z czosnku niedźwiedziego, sosem z borowików, topinamburem, i „czerwonym złotem lasu”, jak Szwedzi nazywają borówki brusznice. Takie przysmaki od razu zyskały akceptację pracownika dworu królewskiego, który był pod wrażeniem pomysłowego nazewnictwa dań, jak i propozycji menu.
Obiad dla króla i królowej miał niezwykłą oprawę: specjalna zastawa z Polski i własnoręcznie uszyte obrusy
Skoro planowano podać takie wykwintne potrawy, to i serwis musiał być wyjątkowy. Obiad został podany na sprowadzonej specjalnie z Polski zastawie, a obrusy na okrągłe stoły uszyła własnoręcznie w Polsce teściowa pana Grzegorza. - Wybraliśmy niebanalną serię, której nieregularne formy nawiązują do natury i dawnych tradycji rzemieślniczych. Idealnie pasowało to do leśnego motywu menu oraz historycznych wnętrz Pukebergu - dodaje właściciel restauracji.
Jak przyznaje, ugoszczenie pary królewskiej było wyjątkowe, nie tylko ze względu na rangę wydarzenia. Pokazało, że lokalna społeczność docenia restaurację prowadzoną przez Polaków, a oni sami są częścią tej społeczności:
Dla nas to było coś więcej niż tylko wielki zaszczyt. Dla nas to dowód na to, że po tych wszystkich latach tutaj ludzie nam ufają i że naprawdę staliśmy się częścią tej lokalnej społeczności. Czujemy, że to, co budowaliśmy przez lata w Szwecji, zostało docenione. Nierzadko słyszymy od naszych szwedzkich gości: „To nie mógł być nikt inny, tylko wy!”. W naszej restauracji podajemy lunche i często dodajemy polskie akcenty, jak np. żurek. Na początku Szwedzi podchodzili do niego z rezerwą, a teraz jest jednym z ulubionych dań naszych gości. Niektórzy po wizycie w Polsce wracają do nas i chwalą się, że byli w polskiej restauracji i wiedzieli od razu, co to „ziurek”. Inni pytają, łamiąc sobie język i starając się wymówić po polsku: „Gregor, kiedy robisz golonka w piwo?” Dla nas to dobry znak, że promujemy nasze narodowe dania za granicą z sukcesem - podsumowuje pan Grzegorz.
NIŻEJ ZDJĘCIA Z PRZYGOTOWAŃ DO KRÓLEWSKIEGO OBIADU