98. ceremonia rozdania Oscarów za nami. Nagrody Akademii, jak zawsze wywołały wielkie emocje, także te związane z polityką, bo w czasie każdej uroczystości tego typu, pojawiają się związane z nią wątki. Nie inaczej było tym razem. W czasie gali nawiązano do prezydenta USA! Jimmy Kimmel, znany amerykański komik i prezenter telewizyjny, prowadził prezentację nagród w kategoriach najlepszy krótkometrażowy film dokumentalny oraz najlepszy film dokumentalny, a przy okazji zażartował z przywódcy Stanów Zjednoczonych. - Na takich galach często mówi się o odwadze, ale prawdziwą odwagą jest opowiedzieć historię, za którą można zapłacić życiem. Jak wiecie, są kraje, których przywódcy nie wspierają wolności słowa. Nie mogę jednak powiedzieć, o które chodzi. Powiedzmy tylko: Korea Północna i CBS.
Żarty z Melanii Trump na gali Oscarów
Jakby tego było mało, Kimmel nawiązał też do żony prezydenta Trumpa, pierwszej damy USA Melanii Trump, o której dokument pod tytułem "Melania" miał niedawno premierę: - Na szczęście istnieje międzynarodowa społeczność filmowców, którzy poświęcają się opowiadaniu prawdy, często ryzykując wiele, by tworzyć filmy uczące nas czegoś, demaskujące niesprawiedliwość i inspirujące do działania. Są też jednak dokumenty, w których po prostu spaceruje się po Białym Domu, przymierzając buty - dowcipkował. Po czym rzucił: - O, człowieku, on będzie wściekły, że jego żona nie została nominowana za to.
ZOBACZ: Melania Trump zadebiutowała w nowej roli. Dała jasny sygnał swoim strojem
Ze sceny padły słowa o wojnie na Ukrainie: "Od czterech lat patrzymy w niebo"
W czasie gali pojawił się również wątek dotyczący wojny na Ukrainie. W kategorii najlepszy pełnometrażowy film dokumentalny zwycięzcą został film "Pan Nikt kontra Putin" w reżyserii Davida Borensteina. Gdy reżyser odbierał nagrodę w przejmujących słowach nawiązał do tego, co dzieje się na Ukrainie od kilku lat:
"Pan Nikt kontra Putin" jest o tym, jak można stracić swój kraj. To, co zobaczyliśmy w trakcie pracy nad tym materiałem, to to, że traci się go poprzez niezliczone drobne akty współudziału. Ten współudział to nasze zachowanie, gdy rząd morduje ludzi na ulicach naszych miast. Gdy milczymy w czasie, kiedy oligarchowie przejmują media i kontrolują to, w jaki sposób możemy je tworzyć i konsumować (...) Od czterech lat patrzymy w niebo, poszukując spadających gwiazd, aby wypowiedzieć jedno bardzo ważne życzenie. Są jednak kraje, w których zamiast spadających gwiazd są spadające bomby i strzelające drony. W imię naszej przyszłości, w imię wszystkich naszych dzieci, powstrzymajmy natychmiast te wszystkie wojny - mówił.
Co istotne, aktor Sean Penn, który w czasie tegorocznej gali został uhonorowany Oscarem w kategorii najlepszy aktor drugoplanowy za rolę w filmie „Jedna bitwie po drugiej" nie zjawił się na uroczystości. Według "New York Timesa" miał w planach wizytę w Ukrainie.
Natomiast aktor Javier Bardem, zanim przeszedł do ogłoszenia zwycięzcy w kategorii najlepszy film międzynarodowy, krzyknął ze sceny: - Nie wojnie i wolna Palestyna!