Leszek Miller jest od wielu lat w szczęśliwym związku z panią Aleksandrą, swoją wielką miłością. Poznali się na potańcówce w zespole szkół zawodowych w Żyrardowie. To klasa pani Aleksandry organizowała wieczorek taneczny, na który został zaproszony także Leszek Miller z kuzynem. - Miałem brata ciotecznego, któremu rodzina przysyłała z Anglii płyty z muzyką młodzieżową, a jeszcze miał magnetofon, głośniki. I w związku z tym był obiektem pożądania na wszystkich prywatkach. A ja, tak przy okazji, chodziłem z nim – wspominał po latach Miller.
Gdy już obaj chłopcy przyszli na zabawę, oczom Millera ukazała się piękna dziewczyna: - Pod ścianą siedziało kilka dziewcząt, spojrzałem na jedną z nich i pomyślałem: Boże, albo ta, albo żadna – wspomniał Miller. Jak się okazało, to była właśnie jego przyszła żona Aleksandra.
Kiedy zakochany Miller próbował spotykać się z dziewczyną i zapraszać ją na wspólne wyjścia, niestety musiał dokonywać podstępu! Wykorzystywał do tego swojego bliskiego przyjaciela Augustyna. To właśnie kolega, zamiast Leszka Millera, przychodził do domu młodziutkiej Aleksandry i zapraszał. W książce "Miller. Twardy romantyk" żona polityka wspominała:
Mama nie była zadowolona, że spotykam się z Leszkiem. Więc gdy chciałam wyjść na prywatkę, przyjeżdżał do nas kumpel Leszka, Augustyn Pawłowski. Całował mamę w rękę i grzecznie pytał, czy może mnie porwać na prywatkę. Był ujmujący, czarujący, wzbudzał zaufanie i mama pozwalała mi z nim wychodzić. Nie wiedziała jednak, że tuż za rogiem czeka na mnie mój Leszek – opowiada Aleksandra Miller.
Takie "podstępne" zachowanie opłaciło się, bo miłość przetrwała, a relacja zakończyła się ślubem. Na szczęście potem teściowa pokochała Millera, jak syna i nie mogła sobie wyobrazić lepszego zięcia.