Jak opisuje „Gazeta Wyborcza Trójmiasto”, Wawrzyniakowie twierdzą, że mimo przekazania pieniędzy wspólna spółka nigdy nie powstała, studio zakończyło działalność, a środki nie zostały wykorzystane zgodnie z ustaleniami. Oprócz pozwu cywilnego złożyli również zawiadomienie do prokuratury. Choć śledztwo początkowo umorzono, sąd nakazał jego wznowienie i zlecenie opinii biegłego z zakresu rachunkowości.
– Karolina zaczęła chodzić do Anety do studia tańca na zajęcia fitness. Poznały się, znalazły wspólny język. Aneta przekonała moją żonę, aby zainwestowała w rozwój jej biznesu przeszło 200 tys. zł. (...) Ale po przekazaniu pieniędzy zaczęły się problemy. Aneta przestała przychodzić na zajęcia, odwlekała termin zawiązania spółki, a równocześnie zaczęły się jej wyjazdy na wakacje. Stopniowo — dzień po dniu — studio przestawało funkcjonować – powiedział Wawrzyniak w rozmowie z „Wyborczą”.
ZOBACZ TEŻ: Mundial 2026. Po klęsce potęgi nagła decyzja trenera! "Zdrowie jest bezcenne"
Piotrowska nie zgadza się z tymi zarzutami. Jej pełnomocnicy przekonują, że pieniądze były elementem uzgodnionej współpracy biznesowej, a za niepowodzenie projektu odpowiadała przede wszystkim Karolina Wawrzyniak (która miała ponoć zajmować się marketingiem i pozyskiwaniem klientów).
Sprawa nadal nie została prawomocnie zakończona. Równolegle toczy się postępowanie cywilne przed Sądem Okręgowym w Gdańsku oraz śledztwo prowadzone przez prokuraturę, dlatego żadna z przedstawianych wersji wydarzeń nie została dotąd potwierdzona.
ZOBACZ TEŻ: MŚ 2026. Burza storpedowała mecz Meksyk - Ekwador! Zaczął się dopiero o 4 nad ranem