- Bokserski mistrz świata Michał Cieślak opowiada, jak śmierć ojca w wieku 17 lat zmusiła go do porzucenia szkoły i pracy.
- Odkryj jego nietypowe pasje – od wiercenia studni głębinowych po hodowlę olbrzymich psów – ukształtowane przez tragedię.
- Sprawdź, co bokser robi, by jego syn uniknął trudnego losu, i poznaj zaskakujące rytuały przed każdą walką.
„Super Express”: - Miałeś zaledwie 15 lat, gdy nagle zmarł twój tata. To był cios, który cię ukształtował?
Michał Cieślak: - Tak, to był bardzo duży cios. Szok, niedowierzanie. Przyjeżdża policja i mówi, co się stało. Jadę na miejsce, a tata leży przy maszynie… Dostał wylewu, zawału, wszystko naraz. To tragedia dla całej rodziny, na takie coś nie da się przygotować.
- Musiałeś wtedy jako nastolatek wziąć na siebie utrzymanie rodziny?
- Nie od razu. Mając 15 lat, byłem jeszcze za młody. Dopiero w drugiej klasie liceum, w wieku 17 lat, przerwałem szkołę. Widziałem, co się dzieje w domu, jak pracownicy pracują, i sam wziąłem się za robotę. Zająłem się naszą firmą.
Przeczytaj także: Michał Cieślak pewny siebie przed walką życia. "Połamię go. Zobaczymy, kto wytrzyma"
- Czujesz żal, że jako młody chłopak zostałeś z tym sam?
- Przyjeżdżali koledzy taty, mówili, że nie zostanę sam, że pomogą. Ale to były puste słowa. Później ci ludzie gdzieś giną i zostajesz sam. Państwo też nas zostawiło bez niczego. Mamie z trójką dzieci zabrakło dwóch miesięcy do renty po ojcu. Nie dostaliśmy żadnej pomocy. Pamiętam to do dziś i zapamiętam do końca życia. Trzeba było wziąć się do roboty.
- Mówi się, że trudne czasy tworzą silnych ludzi. Zgadzasz się z tym?
- Z jednej strony to trauma dla dziecka stracić ojca. Ale z drugiej strony myślę, że gdyby nie to, co się stało, nie wiem, co bym dzisiaj robił.
- Masz unikatową pasję – wiercenie studni głębinowych. Skąd to się wzięło?
- Tą pasją zaraził mnie tata. Mamy swoją maszynę, a on od małego zabierał mnie na roboty. Chłonąłem to, zapoznawałem się ze wszystkim. Miałem siedem, osiem lat i już coś skręcałem, rozkręcałem. Później to już była po prostu praca.
- Poza boksem i studniami, twoją wielką miłością są psy.
- To też zaszczepił we mnie tata. W naszej rodzinie zawsze były psy. Miałem dogi kanaryjskie, jeździłem z nimi na wystawy. Mój pies wygrywał wszystko. Pamiętam, jak szedłem z nim przez ulicę, to samochody się zatrzymywały, bo ludzie nie widzieli tak ogromnego, pięknego psa. Dziś mamy owczarki środkowoazjatyckie, to psy, które ważą po 100 kilogramów.
- Dedykujesz swoje zwycięstwa tacie?
- Na pewno, ale też mamie, całej rodzinie, żonie. Teraz mam sześcioletniego syna Stasia, więc życie też się zmieniło. Robię to dla wszystkich moich najbliższych, ale przede wszystkim dla siebie.
Zobacz też: Tyson Fury - Anthony Joshua: Wszystko ustalone! Walka już potwierdzona
- A co, jeśli Staś powie, że chce być pięściarzem?
- Na pewno nie będę mu przeszkadzał, ale też nie będę go do tego namawiał. Zrobi, co będzie chciał. Już teraz pomagam mu we wszystkim. Chodzi od roku na zapasy, rozwija się pod każdym kątem. Jestem od tego, żeby przetorować mu drogę do lepszego życia, bo wiem, jakie sam miałem. Nie chciałbym, żeby w wieku 17 lat musiał pracować na budowie.
- Jak wygląda typowy dzień walki? Stosujesz jakieś rytuały, np. abstynencję seksualną?
- Dzień walki to już spokój. Śniadanko, drzemka, obiad, drzemka, ćwiczenia oddechowe i koncentracja. Co do seksu, to u mnie przerwa trwa nawet dwa, trzy tygodnie. Przed walką z Pascalem wyprowadziłem się na dwa tygodnie do hotelu, a potem byłem jeszcze dwa tygodnie w Stanach. To sprawdzony system, który pozwala złapać dystans i podejść do walki jeszcze bardziej głodnym.
- Gdyby wybuchła wojna, walczyłbyś za ojczyznę?
- Na pewno bym walczył, ale nie chcę o tym myśleć teraz. Nie chcę mówić o rzeczach, na które nie mam wpływu. Jak się tak stanie, to będę o tym myślał. Na razie nie chcę myśleć, bo życie jest piękne, ale krótkie, czas leci bardzo szybko. Mój syn ma sześć lat, trzeba cieszyć się z tego co tu i teraz. A jak będzie wojna, to trzeba będzie dziecko i żonę wywieźć, a samemu zostać i się bić. Jestem patriotą.
- Czego ci życzyć przed walką z Benavidezem i na dalszą karierę?
- Zdrowia. Tylko zdrowia. Czas leci szybko, a jak będzie zdrowie, to ja sobie zawsze ze wszystkim poradzę. Umiem zadbać o siebie i o rodzinę.
Rozmawiał Przemysław Ofiara