- Świat piłki nożnej żegna Leo Beenhakkera, legendarnego trenera, który wprowadził Polskę na Euro i zdobywał tytuły z Realem Madryt.
- Charyzmatyczny "Don Leo" zmienił oblicze polskiej kadry, prowadząc ją do historycznego awansu i budząc wiarę w niemożliwe.
- Poznaj całą historię tego niezwykłego człowieka, jego walkę z chorobą i wzruszające pożegnanie przez kibiców.
"Don Leo" – trener, który odmienił oblicze polskiej piłki
Gdy 11 lipca 2006 roku Leo Beenhakker obejmował stery reprezentacji Polski, niewielu wierzyło, że zagraniczny szkoleniowiec odniesie sukces. On jednak dokonał niemożliwego. Z kadrą, która przez lata zawodziła, wywalczył historyczny awans na Euro 2008. To za jego kadencji Polacy pokonali w legendarnym meczu Portugalię, a cały kraj uwierzył, że niemożliwe nie istnieje. Jego zasługi docenił nawet prezydent Lech Kaczyński, odznaczając go w 2008 roku Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.
Przeczytaj także: Bolesna klęska polskiej mistrzyni, a potem takie słowa! "Muszę ochłonąć"
Niestety, polska przygoda Holendra zakończyła się w atmosferze skandalu. Po przegranym meczu ze Słowenią we wrześniu 2009 roku, ówczesny prezes PZPN Grzegorz Lato ogłosił jego zwolnienie na żywo w telewizji, nie informując o tym wcześniej samego trenera. Decyzję o zdymisjonowaniu selekcjonera prezes PZPN ogłosił publicznie zaraz po przegranym meczu w telewizyjnym wywiadzie. Co tylko rozwścieczyło Beenhakkera, który nie dowiedział się o dymisji bezpośrednio, a z telewizji.
Król Madrytu i budowniczy potęg
Zanim Beenhakker trafił do Polski, jego nazwisko budziło respekt w całej Europie. To on stał za potęgą Realu Madryt w latach 80., zdobywając z "Królewskimi" trzy mistrzostwa Hiszpanii z rzędu, Puchar Króla i dwa Superpuchary. Prowadził także Ajax Amsterdam i Feyenoord Rotterdam, z którymi również sięgał po mistrzostwo Holandii. W jego drużynach grali tacy zawodnicy jak Jerzy Dudek i Tomasz Rząsa.
Zobacz także: To on zastąpi zmarłego Jacka Magierę jako asystent Jana Urbana! Zaskakujący wybór
Jego charyzma i cięty język przeszły do legendy. Na pytanie, czy brak kariery piłkarskiej na topowym poziomie mu nie przeszkadza, odpowiadał z typową dla siebie butą:
- Można być dobrym mleczarzem, nie będąc nigdy krową - mawiał Beenhakker.
Ostatnie lata naznaczone chorobą
Po zakończeniu kariery trenerskiej "Don Leo" usunął się w cień. Niestety, jego ostatnie lata toczyły się pod znakiem walki z poważną chorobą. Cierpiał na raka skóry, przez co przeszedł szereg operacji, podczas których usunięto mu zmiany nowotworowe z nóg, ramion, klatki piersiowej, a nawet części wargi.
Zmarł w swoim rodzinnym Rotterdamie w wieku 82 lat. Zgodnie z jego wolą, ciało zostało skremowane, a prochy przekazano rodzinie. W drodze na uroczystość pogrzebową karawan przejechał obok stadionu De Kuip, gdzie tysiące kibiców Feyenoordu oddało mu ostatni, wzruszający hołd.