- Legendarny dyskobol Piotr Małachowski otwiera się na temat swojego życia po zakończeniu kariery, zaskakując nową sylwetką i podejściem do sportu.
- Były mistrz świata ujawnia, dlaczego schudł blisko 20 kilogramów, jak radzi sobie z brakiem adrenaliny i co sądzi o kontrowersyjnych freak fightach.
- Odkryj, co sprawiło, że ikona polskiej lekkoatletyki odnalazła szczęście w nowej rzeczywistości i czy Ty też możesz zainspirować się jego transformacją!
"Młodzi rzucają 10 metrów dalej"
„Super Express”: - Jak się pan czuje z tym określeniem "były dyskobol"?
Piotr Małachowski: - Powiedziałbym, że "stety", że już były. Młodzi rzucają teraz po pięć metrów dalej i słabo byłoby z nimi przegrywać. Ja rzuciłbym 62-63 metry, a oni rzucają po 73, więc to jest nawet 10 metrów różnicy.
- Gdyby przenieść pana ze szczytu kariery do dzisiejszej rywalizacji, byłoby ciężko dostać się do finału?
- Nie, aż tak źle by nie było. Żeby zdobywać medale, trzeba by rzucać regularnie w okolicach 69 metrów. Parę razy w karierze udało mi się tyle rzucić, więc dałbym sobie radę. Na pewno nie byłoby łatwo. Może wtedy nie przegrywałbym z braćmi Harting, tylko z kimś innym.
Przeczytaj także: Wicemistrz olimpijski wyprowadził się z kraju! Bolesna prawda o życiu w Polsce, Małachowski nie krył powodów swojej decyzji
- Na czym polega ten niesamowity wzrost poziomu w rzucie dyskiem? Dysk przecież nie jest lżejszy.
- Upatruję ten postęp przede wszystkim w formie treningu. Oni bardziej bazują na szybkości. Są silni, ale nie aż tak, jak ja byłem. Jednocześnie są przy tym bardzo dynamiczni, rozciągnięci i elastyczni. Uważam, że to jest dzisiaj klucz do sukcesu.
"Nowe życie, nowy ja. Czasem można żyć bez planu"
- Jak pan sobie radzi z życiem po karierze? Wielu sportowców ma z tym problem – nagle brakuje adrenaliny, planu dnia, a czasem pojawiają się dodatkowe kilogramy.
- Raz jest lepiej, raz gorzej, jak to w życiu. Nie miałem takiego planu, że gdy zakończyłem swoją przygodę ze sportem na Memoriale Kamili Skolimowskiej, to wstałem w poniedziałek rano i wiedziałem, co robić. Nie było łatwo, ale dzisiaj zaadaptowałem się, zaakceptowałem pewne rzeczy i zrozumiałem, że nie wszystko musi być zaplanowane. Czasami można żyć bez planu.
- Wielu kibiców śledziło pana podróże. Była Dominikana, Tajlandia. Gdzie pan mieszka teraz?
- Teraz jest Polska, Warszawa, i jest bardzo fajnie. Mieszkam w Warszawie, trenuję, biegam, bawię się w sporty amatorskie. Nowe życie, nowy ja, więc jest OK.
- Znudziły się panu tropiki?
- Nie, wydaje mi się, że po prostu nastąpiły pewne zmiany, również mentalne. Doszedłem do wniosku, że w wieku 43 lat nie można odejść na emeryturę – nie fizyczną, ale psychiczną. Trzeba mieć jakieś obowiązki, bo jeśli zestarzejemy się mentalnie i mózg przestanie pracować, to ciało również będzie miało problem.
"Schudłem 20 kg. Zamiast ciężarów wolę bieganie"
- Trudno nie zauważyć, że jest pan szczuplejszy niż w trakcie kariery. Ile kilogramów udało się zrzucić?
- Dzisiaj ważę 118 kg. Kiedy trenowałem i rzucałem dyskiem, ważyłem 135-138 kg, więc trochę schudłem. Już nie potrzebuję takich treningów, praktycznie w ogóle nie chodzę na siłownię. Ostatnio śmialiśmy się z Marcinem Lewandowskim, że jak poszliśmy razem na siłownię, to ja wszedłem na bieżnię, a Marcin poszedł dźwigać ciężary. Patrzyliśmy na siebie i stwierdziliśmy, że coś tu nie pasuje. Jemu przyjemność sprawia teraz siłownia, a mnie bieganie.
- Jakieś nowe sportowe wyzwania?
- Ostatnio biegłem w Wings for Life, pokonałem 10 km poniżej godziny. Rok temu zrobiłem też Ironmana w Krakowie. To było świetne wyzwanie. Wynik był kiepski, bo ponad 6,5 godziny to słabo, ale nie o to chodziło. Tyle, ile mniej więcej trenowałem przez cały dzień, tutaj zrobiłem jednym ciągiem – pływanie, rower i bieg. Fajna zabawa, mam nadzieję, że jeszcze kiedyś do tego wrócę i wystartuję.
- A jak zmieniła się pana dieta? W trakcie kariery pewnie trzeba było jeść znacznie więcej.
- Jadłem dużo śmieciowego jedzenia. Dzisiaj zrozumiałem, że już nie trenuję i trzeba zadbać o zdrowie. Jeżeli będę lał złe paliwo do samochodu, to kiedyś ten silnik przestanie działać. Teraz jem lepiej, zdrowiej. Czasami pozwolę sobie na jakiegoś fast fooda, ale na pewno nie tak często jak kiedyś. Wtedy wychodziłem na trening i mogłem to spalić, a teraz aż tak dużo nie trenuję. Mam już czterdzieści parę lat, trzeba zadbać o zdrowie, żeby jeszcze parę lat pożyć.
"Nie pójdę do freak fightów. Brakuje nam autorytetów"
- Sportowcy po karierze często dostają nietypowe propozycje – walki we freak fightach, które są teraz bardzo popularne, albo udział w "Tańcu z Gwiazdami". Czy do pana dotarły takie oferty?
- Nie, ale gdybym miał wybierać, to wolę "Taniec z Gwiazdami" niż freak fighty. Mówimy dzisiaj w sporcie, że brakuje nam autorytetów. Jeżeli ja, mówię tylko za siebie, poszedłbym tam, to promowałbym coś, z czym się nie zgadzam. Nie chciałbym pozwolić na to, żeby wyzwiska i przekleństwa funkcjonowały w strefie publicznej. Oczywiście wiem, że walczy Piotr Lisek i wielu innych zawodników – oni tak się nie zachowują i całe szczęście, że mają tę godność. Każdy ma swoje zdanie i to jego prywatna rzecz.
Przeczytaj także: Kasa za dwie emerytury. Medalista olimpijski korzysta z życia
- Swego czasu w internecie krążyło wiele tytułów o tym, że Piotr Małachowski ma dwie emerytury. Denerwowało to pana?
- Nie. Sam o tym powiedziałem, to wszystko jest do sprawdzenia. To jest wynagrodzenie olimpijskie, a nie emerytura, tylko sportowcy ogólnie tak to nazywają. Ja też byłem zawodowym żołnierzem przez 18 lat, więc to również mi się należy. Wiem, że jest na ten temat dużo hejtu, ale pamiętajmy – ja tego prawa nie wymyśliłem. Oczywiście nie wszyscy muszą się z tym zgadzać, ale cóż...
"Polska lekkoatletyka w dołku? Potrzebujemy czasu"
- Na jakim etapie jest dziś polska lekkoatletyka? Jeszcze kilka lat temu mieliśmy złote czasy, a dziś obawiamy się, czy na dużej imprezie zdobędziemy jakikolwiek medal.
- Jak patrzymy na mistrzostwa świata w Tokio, gdzie był tylko jeden medal Marii Żodzik, to oczywiście można mieć wiele obaw. Wydaje mi się jednak, że to młoda reprezentacja. Oni są świetni na mistrzostwa Europy, ale muszą jeszcze nabrać ogłady, nauczyć się startować na największych imprezach. Muszą wziąć udział w kilku dobrych mityngach, w mocnej obsadzie. Lekkoatletyka po prostu potrzebuje dzisiaj czasu.
- A co z rzutami? Gdy kariery zakończą Paweł Fajdek, Wojciech Nowicki czy Anita Włodarczyk, czeka nas pustka?
- W rzutach może być ciężko, to prawda. Ale cóż, w lekkiej atletyce jest sinusoida. Teraz jesteśmy w małym dołku, ale mam nadzieję, że to się odbuduje. Pojawia się coraz więcej młodych osób. Mam nadzieję, że za kilka lat, myślę o igrzyskach w Los Angeles, będziemy mieli fajną reprezentację. Nie mówię o medalach, bo to jest bardzo ciężkie, na cały świat są tylko trzy miejsca na podium. Ale myślę, że o wysokie miejsca w finałowych dwunastkach będą mogli realnie walczyć.
Zobacz też: Piotr Małachowski: kim jest? Sylwetka polskiego lekkoatlety Piotr Małachowski: żona, rodzina, osiągnięcia
- Wspomniał pan o Memoriale Kamili Skolimowskiej. Czy dziś, gdy jest to mityng Diamentowej Ligi, łatwiej jest namówić największe gwiazdy na start w Polsce?
- Są ludzie, którzy żyją lekkoatletyką, żyją sportem i chcą pomóc sportowcom. Ci sportowcy to czują i to jest dla nas najważniejsze, kiedy negocjujemy warunki. Nagle okazuje się, że mają nasz mityng wpisany w swój kalendarz startowy. Oczywiście dochodzą kwestie finansowe, musimy się dogadywać, ale kluczowe jest to, że mają start w Polsce w planie.
- Na koniec – gdyby dziś wziął pan do ręki dwukilogramowy dysk, to jak daleko by poleciał?
- Nie wiem, czy nie poleciałaby razem z nim moja ręka (śmiech). Ostatnio coś nagrywałem na Stadionie Śląskim i rzucałem dyskiem półtorakilogramowym. Myślę, że poleciało z 55 metrów. Ale to półtora kilograma. Odliczając, myślę, że tym startowym rzuciłbym dziś jakieś 40 metrów.