Natalia Bukowiecka szczerze o makijażu przed biegiem. Ile zawodniczek się maluje? [WYWIAD]

2026-05-19 13:23

Jedna z największych gwiazd polskiej lekkoatletyki, Natalia Bukowiecka, w szczerej rozmowie opowiada o swoich celach na ten sezon, wyjątkowej atmosferze Memoriału Kamili Skolimowskiej i kulisach dnia startowego. Co robi, by nie myśleć o presji, kogo podziwia i co jest dla niej ważniejsze od bicia rekordów? Przeczytajcie naszą rozmowę z brązową medalistką olimpijską.

Natalia Bukowiecka: Podziwiam męża, ale motywacją jestem dla siebie sama
  • Brązowa medalistka olimpijska Natalia Bukowiecka otwiera się na temat swoich ambitnych celów na sezon oraz wyjątkowego znaczenia Memoriału Kamili Skolimowskiej.
  • Ujawnia swoje unikalne strategie radzenia sobie z presją startową i zdradza, kto stanowi dla niej największą inspirację poza bieżnią.
  • Dowiedz się, dlaczego atmosfera na polskim mityngu jest tak cenna dla sportowców i co w jej karierze liczy się bardziej niż kolejne rekordy!

Medal na mistrzostwach i wyjątkowy start w domu

„Super Express”: - Jakie są twoje plany na resztę sezonu? Teoretycznie najważniejsze są zbliżające się mistrzostwa Europy, ale Memoriał Kamili Skolimowskiej też jest pewnie głęboko w sercu.

Natalia Bukowiecka: - Nawet nie teoretycznie. Imprezy mistrzowskie są dla nas najważniejsze, bo jedziemy tam po to, żeby zdobywać medale i z nimi wracać. Mam nadzieję, że w tym roku uda mi się pojechać na mistrzostwa Europy i wrócić na Memoriał Kamili Skolimowskiej z medalem, by spędzić miły czas z kibicami. Ale oczywiście do startu na memoriale też podchodzę bardzo poważnie. Zawsze jest dla mnie bardzo ważny, także z powodów emocjonalnych – mogę tam spotkać się z polskimi kibicami i moją rodziną, która zawsze mi kibicuje.

Paznokcie, make-up i domowa atmosfera. Takiego memoriału nie ma nigdzie indziej

- Na memoriale będzie również tzw. "Strefa beauty". To faktycznie coś, co wyróżnia tę imprezę?

- Tak, tak! W tamtym roku też była strefa beauty. Miałam tę przyjemność, że mogłam sobie tam zrobić paznokcie, bo akurat byłam w podróży i nie miałam na to czasu. Następnego dnia też make-up, włosy… Naprawdę czułam się bardzo zaopiekowana i myślę, że wszyscy sportowcy tak się czuli. Bardzo chętnie przez to wracamy na ten memoriał, bo jest tam dużo takich rzeczy, których nie ma na innych mityngach. Myślę, że wszyscy sportowcy po prostu czują się tam jak w domu.

Przeczytaj także: Diamentowa Liga na Śląsku. Mistrz świata przyleci do Polski! "Wszyscy chcą na nim rewanżu"

- Wiele sportsmenek startuje w pełnym makijażu. Jak to zrobić, żeby nie spłynął podczas wysiłku?

- Myślę, że to jest mega indywidualne, jak kto się czuje. Ja lubię dobrze wyglądać i czuję się dobrze w makijażu. Są na to jakieś sposoby, ale może nie będę o tym opowiadać (śmiech). W tamtym roku korzystałam z beauty roomu, więc trzeba by zapytać panie, które mnie malowały.

Spacer, kawa i zero przesądów. Tak wygląda dzień wielkiego startu

- Jak wygląda twój dzień, kiedy walczysz o medal, a start jest wieczorem, powiedzmy o 20:00?

- Staram się podchodzić do tego tak, że to nie jest dzień inny niż wszystkie. Oczywiście trochę inaczej podchodzę do jedzenia, ale często testuję to odżywianie przed treningami, więc wiem, co powinnam robić. Staram się nie podchodzić do tego bardzo emocjonalnie. Najważniejsze jest, żeby się wyspać. Wstaję, jem śniadanie i często idę na jakiś spacer albo staram się czymś zająć, żeby nie myśleć w kółko o starcie. Oczywiście nie jest to 10-kilometrowy spacer, ale krótkie wyjście na kawkę, żeby zająć głowę, jest bardzo mile widziane. Później obiad, wszystko mam policzone, jem te same, sprawdzone rzeczy, żeby nic mi nie zaszkodziło.

Wzorem jest dla niej legenda, a motywacją… sama ja

- Jakie są twoje sportowe cele? Dziennikarze ciągle stawiają nowe: złamanie 50 sekund, pobicie rekordu Ireny Szewińskiej, teraz mówi się o granicy 48 sekund…

- Dla mnie teraz najważniejszą rzeczą jest zdobywanie medali. Oczywiście chciałabym też pobić swój rekord życiowy, ale wiem, że to nie jest łatwe. Jestem na coraz wyższym poziomie i mój rekord jest już naprawdę wyśrubowany. To nie jest taka prosta sprawa, jak kiedyś, że w każdym starcie potrafiłam się poprawić. Więc teraz, oprócz celów medalowych, głównym celem jest po prostu pobicie rekordu życiowego.

- Masz jakiś konkretny cel medalowy? Po brązie na igrzyskach czas na srebro lub złoto?

- Nie, na razie o tym nie myślę. Mam jakiś cel na mistrzostwa Europy, bo są najbliżej. O igrzyskach myślę długofalowo i chciałabym na nich wystartować, ale nie stawiam sobie jeszcze konkretnych celów. To jeszcze długa droga, a ja chciałabym spokojnie przepracować ten czas w zdrowiu.

Zobacz też: Ewa Swoboda wtedy wróci do gry. Kibice czekają, ten dynamit znów wystrzeli

- Masz jakieś sportowe wzory?

- Myślę, że takim największym lekkoatletycznym wzorem jest dla mnie Allyson Felix. To wspaniała sportsmenka, która bardzo mocno udziela się w ważnych dla mnie sprawach, na przykład dotyczących kobiet w sporcie. Założyła też własną firmę, jest taką bizneswoman. Naprawdę wspaniała postać.

- A kto jest twoją największą motywacją? Mąż, który też jest sportowcem?

- Nie, absolutnie. Bardzo podziwiam Konrada, ale myślę, że największą motywacją jestem po prostu ja sama dla siebie. Robię to dla siebie, żeby spełniać swoje marzenia i cele, żeby się poprawiać i być z siebie zadowoloną.

Od łez po porażkach po radzenie sobie z popularnością

- Jak radzisz sobie z popularnością? Z jednej strony kolejki po autografy, z drugiej sesje zdjęciowe i zobowiązania sponsorskie.

- Ta popularność jest, ale nie na takim poziomie, żeby była dla mnie przeszkodą. To bardzo miłe, gdy spotykam ludzi na ulicy, którzy proszą o zdjęcie czy autograf. To bardziej miłe niż przeszkadzające. A jeśli chodzi o sesje czy sponsoring, to ułatwia mi to życie i umożliwia zapracowanie na przyszłość, bo kariera sportowa nie jest długa. Sport jest dla mnie na pierwszym miejscu, ale zawsze szukamy konsensusu i umawiamy się tak, bym mogła robić te rzeczy pozasportowe w czasie, kiedy sezon na to pozwala.

- Zdarzają ci się chwile zwątpienia, łzy po porażkach?

- W tamtym roku zdarzało mi się płakać wiele razy, bo sezon nie był dla mnie udany. Początek i starty po drodze to na pewno nie było to, o czym marzyłam, więc łzy popłynęły nieraz. Ale szukałam wewnętrznej motywacji i zdawałam sobie sprawę, że sport to nie jest nieustanne pasmo zwycięstw. Myślę, że najważniejsze jest to, żeby z porażek coś wyciągnąć, bo one uczą nas więcej niż wygrane.

Znasz tych sportowców, którzy poszli w politykę? Sprawdź swoją pamięć w QUIZIE! Od 7 pytania zaczynają się schody
Pytanie 1 z 10
Były piłkarz reprezentacji Grzegorz Lato w latach 2001-2007 zasiadał w Senacie. Z ramienia której partii?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki