Była florecistka nie ukrywa, że rozwód był jednym z najbardziej bolesnych momentów w jej życiu. Zawsze zależało jej na stworzeniu szczęśliwej rodziny, dlatego rozpad związku okazał się szczególnie trudnym doświadczeniem. Jak przyznała w rozmowie z Joanną Wiśniowską, musiała jednak znaleźć w sobie siłę, by poradzić sobie z sytuacją, również ze względu na córkę Julię.
Rozwód był dla niej ogromnym ciosem. Dziś nie żywi już urazy
Gruchała podkreśla, że z perspektywy czasu udało jej się poukładać relacje z byłym mężem i jego rodzicami. To dla niej szczególnie ważne, ponieważ córka nie ma dziadków ze strony matki. Sportsmenka uważa, że zakończenie związku nie powinno oznaczać końca odpowiedzialności za wspólne dziecko.
Dziś deklaruje, że nie nosi już w sobie żalu do byłego partnera ani innych osób. Przyznaje, że udało jej się uwolnić od negatywnych emocji i spojrzeć na przeszłość z większym spokojem. Zachęca również innych rodziców po rozstaniu, by potrafili oddzielić osobiste konflikty od spraw związanych z wychowaniem dzieci.
Ma narzeczonego, ale nie planuje kolejnego ślubu
Po zakończeniu pierwszego małżeństwa Sylwia Gruchała ponownie odnalazła szczęście w miłości. Jest zaręczona, jednak wraz z partnerem nie zamierza organizować ślubu. Jak wyjaśniła w wywiadzie, obecna sytuacja im odpowiada i nie czują potrzeby formalizowania związku.
ZOBACZ TEŻ: Ma już polskie obywatelstwo i czeka na powołanie do kadry! Oto nowy Lewandowski?
Sportsmenka przyznaje również, że z biegiem lat zmieniło się jej podejście do relacji. Kiedyś uważała, że kobieta powinna przede wszystkim zajmować się domem, a mężczyzna zapewniać rodzinie utrzymanie. Dziś znacznie większą wagę przywiązuje do samodzielności i niezależności. Jej zdaniem własne zabezpieczenie finansowe i emocjonalne daje możliwość budowania związku z wyboru, a nie z poczucia konieczności.