Tak się kończą imprezy bez nadzoru dorosłych. Młodzież bawiła się w najlepsze, bo ostatnia, krótka kontrola rodziców zakończyła się tuż po rozpoczęciu świętowania Sylwestra. Szaleństwo na parkiecie oczywiście nie mogłoby się odbyć bez wznoszenia toastów napojami wyskokowymi. Z takiego założenia wyszli młodzi biesiadnicy.
Patrz też: Pijany nastolatek mógł zabić kolegów
Bez trudu namówili więc pełnoletniego znajomego, by zaopatrzył ich w alkohol. Na stolach królowała wódka, ale nie zabrakło też butelek z piwem i szampana. Imprezowicze nie mieli żadnych hamulców. Narzucili tak szybko tempo spożywania drinków, że dla jednego z 15-latków skończyło się to tragicznie.
Umarł na oczach kolegów
Chłopak słaniał się na nogach, po czym zasłabł i już nie otworzył oczu. Nikt jednak nie zwrócił najmniejszej uwagi na jego stan zdrowia. Nastolatki zadzwonili po pogotowie ratunkowe dopiero gdy skończyli zabawę. Niestety reanimacja nie pomogła, serce kompletnie pijanego gimnazjalisty przestało bić.
Prokuratura w Częstochowie postawiła zarzuty mężczyźnie, który kupił dzieciom alkohol. Śledczy ustalają dlaczego grupa uczniów była tak długo bez opieki dorosłych. Dociekają też czemu pomoc dla 15-latka została wezwana tak późno.
Dlaczego rodzice nie przejęli się losem własnych dzieci?