Korzybie koło Słupska: Masakra na torach! 45 rannych! (ZDJĘCIA!)

2010-07-14 6:00

Jechali do pracy, na wakacje, na zakupy. Nagle ich podróż przerwał potężny huk. Była dokładnie godz. 9.10, gdy dwa rozpędzone pociągi wiozące blisko setkę pasażerów zderzyły się ze sobą nieopodal stacji kolejowej w Korzybiu (woj. pomorskie). 45 osób zostało rannych. Pięć osób walczy o życie w szpitalach. Tak wstrząsającej katastrofy kolejowej w Polsce nie było dawno.

Było już po 9. Na stacji kolejowej w Korzybiu zatrzymał się pociąg ze Słupska. Wsiadło kilkunastu pasażerów. Dzieci, emeryci, robotnicy spieszący do pracy. Do Szczecinka została im ponad godzina podróży. Zasiedli wygodnie w fotelach, pociąg ruszył... W tym samym czasie do Korzybia zbliżał się pociąg relacji Szczecinek - Słupsk.

Dokładnie o 9.10 spokojny poranek przeszył przeraźliwy huk. Potem nastała dramatyczna cisza. Sekundę później rozległy się rozdzierające krzyki wołające o pomoc. Ci, którzy mogli, sami wyskoczyli z pociągów. Wtedy zobaczyli ten makabryczny widok. Dwie kilkudziesięciotonowe lokomotywy wbiły się w siebie i złożyły jak harmonijka. Z popękanych wagonów i sterty żelastwa dobiegały krzyki. Ci, którzy wrócili, by pomóc rannym, zastali straszny widok. Podłogi były zbryzgane krwią. Wśród porozrzucanych bagaży leżeli ranni, którzy wijąc się z bólu, prosili o pomoc. Wśród nich był Robert Cieszyński (25 l.) z Przytocka.

- Wracałem z pracy w Szczecinku do domu - mówi Robert. - Spałem, kiedy potężna siła powaliła mnie na podłogę. Musiałem się w uderzyć o fotel, bo od razu poczułem lepką ciecz na twarzy, zrobiło mi się ciepło. Odruchowo dotknąłem twarzy i całą rękę miałem we krwi - opowiada mężczyzna.

- Wszędzie było pełno krwi. Myślałem tylko o jednym: by się stąd wydostać - mówi Robert Cieszyński. Po wypadku nie może otrząsnąć się też Mieczysław Budzelewski (77 l.).

- Jestem emerytowanym kolejarzem. 40 lat przepracowałem na stacji w Korzybiu i nie mogę zrozumieć, jak mogło dojść do tej katastrofy - mówi pan Mieczysław, który z podejrzeniem pęknięcia żeber i urazu głowy został przewieziony do szpitala w Sławnie. - Usłyszałem huk i poczułem uderzenie. Na chwilę musiałem stracić przytomność, bo przed oczami zrobiło mi się ciemno. Gdy ją odzyskałem, leżałem na podłodze i choć wszystko mnie bolało, to się cieszyłem, bo wiedziałem, że żyję - opowiada pan Mieczysław. W katastrofie rannych zostało aż 45 osób. Najciężej ranna jest kierowniczka jednego z pociągów Aneta N., która przebywa w słupskim szpitalu. Tam również lekarze robią, co mogą, by uratować życie jeszcze czterem innym ciężko rannym ofiarom.

Wciąż nie są znane przyczyny katastrofy. Śledczy próbują ustalić, jak to się stało, że pociągi nie minęły się na tzw. kolejowej mijance, a wjechały na jeden tor.

Najprawdopodobniej powodem tragedii był błąd maszynisty jednego z pociągów. Choć na razie nie można wykluczyć też awarii systemu ostrzegawczego lub sygnalizacji świetlnej.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki