Ten prywatny koncert, zakończony karczemną awanturą z wykorzystaniem typowego narzędzia mordu, odbył się w miniony czwartek wieczorem w Górowie Iławeckim (woj. warmińsko-mazurskie). 53-letni Józef M. wrócił akurat z roboty, zmęczony po całodziennej tyrce. Wychylił dwa piwka i legł zadowolony na kanapie, a po chwili już chrapał. Aż tu nagle…
- To było tak, jakby ktoś nagle zaczął strzelać – mówi mężczyzna. Z początku nie wiedział, o co chodzi i dopiero po chwili zidentyfikował źródło przerażających dźwięków. Dobywały się z pokoju, w którym jego córka zamknęła się z narzeczonym. - Wyskoczyłem z wyra i poszedłem z interwencją. Ale Mateusz, zamiast przyciszyć muzykę, zaczął się ze mnie śmiać. No to już całkiem nerwy mi puściły – opowiada Józef M.
- Ładna mi interwencja – odbija piłeczkę Mateusz B. - Krzyczał, że mnie zaj...bie. Dobrze, że nas narzeczona rozdzieliła, bo kto wie, co by się stało. Po chwili słyszę jak coś na podwórku łupie. Patrzę, a on rąbie siekierą moje skutery. Porozbijał lampy, liczniki i kupę innych elementów. Naprawa będzie ze dwa tysiaki kosztowała – wylicza chłopak.
Nazajutrz poszedł na policję i złożył regularne doniesienie na przyszłego teścia: uszkodzenie mienia i groźby karalne. Grozi za to do 5 lat pozbawienia wolności, no chyba, że panowie darują sobie przewiny i młody wycofa oskarżenie.