Były książę Andrzej gnieździ się w domku kempingowym. Wcześniej żył w wielkiej rezydencji Royal Lodge
Jeszcze niedawno były już książę Andrzej był królem życia, który z poczuciem całkowitej bezkarności czerpał ze znajomości z Jeffreyem Epsteinem i z królewskiego skarbca pełnymi garściami. Ale skandal został tak nagłośniony, że król Karol III i książę William w końcu zrobili z Andrzejem porządek. Odebrano mu wszelkie tytuły, a nade wszystko możliwość mieszkania za darmo w wielkiej, trzydziestopokojowej rezydencji Royal Lodge na terenie parku w Windsorze. Co prawda przyjaciel amerykańskiego kryminalisty nie został całkowicie wyrzucony na bruk, ale z jego perspektywy rychłe przenosiny do Marsh Farm w Sandringham, domu wciąż przechodzącego remont, są sporym upokorzeniem. Jak się okazało, to jednak wierzchołek góry lodowej. "Daily Mail" wyśledził, gdzie eks książę rezyduje w tym momencie, gdy Royal Lodge to już przeszłość, a Marsh Farm jeszcze nie jest całkiem gotowe. Choć nocuje na terenie domu Wood Farm, w ciągu dnia były książę Andrzej... gnieździ się w używanym, omszałym domku kempingowym, ściągniętym na teren królewskich włości i wciśniętym między jakieś boczne zabudowania.
"Naprawdę się zmienił; uwielbia siedzieć w przyczepie. To dla niego coś nowego"
Podobno to tam niegdysiejszy arogancki arystokrata spędza teraz swój czas. A choć takim domkiem letniskowym, czy w zasadzie stacjonarną przyczepą kempingową wartą 26 tysięcy funtów niejeden skromny brytyjski poddany by nie wzgardził, dla przyzwyczajonego do luksusów Andrzeja jest to zapewne coś na kształt apokalipsy. Ale podobno... zdołał ją w pewnym sensie polubić. Domek został dostarczony do jego domu w Norfolk ciężarówką i umieszczony w ogrodzie. Jak ujawnił "DM" anonimowy informator: „Andrzej sam z niego korzysta, dacie wiarę? I co bardziej szokujące, podoba mu się. Naprawdę się zmienił; uwielbia siedzieć w przyczepie. To dla niego coś nowego”. Inne osoba dodała: „Ludzie myśleli, że przyczepa jest dla jego pracowników, ale tak naprawdę ich nie ma. Pracownicy z innych miejsc w Sandringham już pomagają, ale wielu z nich niechętnie w niej mieszka”.