Drastyczny wzrost zgonów przez ebolę! Część chorych nie chce się leczyć. Myślą, że ebola nie istnieje!

Od wybuchu obecnej epidemii wirusa ebola w Demokratycznej Republice Konga potwierdzono 1307 przypadków zakażenia. Według danych rządu w Kinszasie z powodu zakażenia zmarło jak dotąd 377 osób. Tymczasem media donoszą, że część chorych nie chce się poddać leczeniu, bo... nie wierzą, że choroba istnieje! "Uważają, że została wymyślona przez polityków lub cudzoziemców dla pieniędzy".

Dwie osoby w białych kombinezonach ochronnych przy chorym pacjencie. O epidemii eboli przeczytasz na SE.
Autor: Getty Images Dwóch medyków w kombinezonach ochronnych, maskach i goglach bada pacjenta leżącego na stole. Jeden z nich, na pierwszym planie, otwiera próbówkę, drugi z tyłu trzyma tabliczkę z notatkami. Scena symbolizuje walkę z wirusem Ebola, o której więcej przeczytasz na Poradniku Zdrowie.
  • W Demokratycznej Republice Konga dramatycznie wzrosła liczba zakażeń wirusem ebola, osiągając ponad 1300 przypadków i blisko 400 ofiar śmiertelnych w ciągu zaledwie miesiąca.
  • Mimo rozprzestrzeniającej się epidemii, lokalna społeczność masowo unika leczenia, wierząc w teorie spiskowe o celowym tworzeniu choroby przez polityków i cudzoziemców.
  • Odkryj szokujące powody, dla których mieszkańcy odmawiają pomocy medycznej i dowiedz się, jak konflikty zbrojne dodatkowo utrudniają walkę z zabójczym wirusem.

W poniedziałek, 29 czerwca, władze Demokratycznej Republiki Konga (DRK) poinformowały, że w kraju potwierdzono już 1307 przypadków zakażenia wirusem ebola, a zmarło jak dotąd 377 osób. To ogromny wzrost w ciągu zaledwie miesiąca - Światowa Organizacja Zdrowia pod koniec maja informowała o 321 potwierdzonych oraz 116 prawdopodobnych przypadkach zakażenia szczepem bundibugyo wirusa ebola w DRK. Wiadomo było wówczas także o 41 ofiarach śmiertelnych oraz sześciu pacjentach, którzy wyzdrowieli - przypomina PAP. Ta epidemia eboli jest 17. w tym kraju od 1976 r., gdy po raz pierwszy wykryto chorobę. Najnowszą ogłoszono 15 maja, niespełna pół roku po poprzedniej.

Masowy wzrost zgonów na ebolę. Ludzie nie chcą się leczyć

Wzrost zgonów i zachorowań to nie są jedyne złe wieści. Okazuje się bowiem, że coraz więcej mieszkańców wschodniego Konga unika szpitali, bo wierzy w teorie spiskowe o eboli. Belgijski lekarz zakaźnik Laurens Liesenborghs powiedział dla VRT NWS, że wielu mieszkańców regionu Ituri "nie zgłasza się do szpitali, bo nie wierzy w istnienie choroby albo uważa, że została ona "wymyślona przez polityków lub cudzoziemców dla pieniędzy". Według niego nieufność budzą ośrodki leczenia choroby. "Dla wielu ludzi są to miejsca, w których dopiero naprawdę się choruje. Centra często powstają w pośpiechu, w namiotach odizolowanych od otoczenia, a pacjentami zajmują się osoby w kombinezonach ochronnych. Jedna na dwie osoby nie wychodzi z takiego centrum żywa. To rodzi teorie spiskowe" - podsumował.

Ludzie boją się ośrodków leczenia. "Jedna na dwie osoby nie wychodzi stamtąd żywa"

Dodał, że nie należy zapominać o tym, iż epidemia rozwija się w regionie dotkniętym od lat konfliktami zbrojnymi, przesiedleniami i brakiem zaufania do władz. Do tego dochodzą komplikacje związane z pochówkiem ciał osób zmarłych na ebolę. Zwłoki pozostają silnie zakaźne, dlatego bezpieczne pogrzeby prowadzone przez przeszkolone zespoły są jednym z kluczowych elementów walki z epidemią. "Wolontariusze Czerwonego Krzyża w Kongu ryzykują nie tylko zakażeniem, lecz także agresją ze strony społeczności, które boją się, że bliscy zostaną pochowani bez tradycyjnych rytuałów. Dochodziło już do ataków na pracowników medycznych i ekipy pogrzebowe" - pisał niedawno "New York Times".

Tym samolotem lecą wirusy nad Warszawą. Pierwszy taki transport w Polsce

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki