Ikoniczne zdjęcie „kobiety z pyłu” skrywało dramatyczną historię ocalałej z World Trade Center
Fotografia przedstawiająca kobietę pokrytą od stóp do głów szarym pyłem stała się jednym z najbardziej przejmujących symboli zamachów z 11 września. Marcy Borders stała w głębokim szoku tuż po tym, jak zdołała uciec z płonącej wieży północnej. Od tamtych tragicznych wydarzeń mija właśnie 25 lat, podczas których blisko 3 tysiące osób straciło życie.
Jak podaje portal Newsner, autorem legendarnego zdjęcia, które trafiło na listę 25 najpotężniejszych fotografii w historii magazynu Time, był fotoreporter Stan Honda. Choć wizerunek Borders poznał cały świat, niewiele osób zdawało sobie sprawę z tego, jak bolesne konsekwencje przyniósł kobiecie tamten poranek. Wydarzenia z Nowego Jorku zniszczyły jej życie na długie lata.
Ucieczka z osiemdziesiątego pierwszego piętra ocaliła jej życie
Marcy Borders, matka dwójki dzieci z New Jersey, pracowała jako asystentka prawna w Bank of America zaledwie od miesiąca. W momencie, gdy pierwszy samolot uderzył w wieżowiec, kobieta znajdowała się na 81. piętrze budynku, gdzie porządkowała swoje biurko. Jej przełożony nakazał pracownikom pozostać na miejscach i czekać na przybycie służb ratunkowych.
Borders zignorowała to polecenie i natychmiast ruszyła do wyjścia, co najprawdopodobniej uratowało jej życie. Droga ewakuacyjna przez zniszczone klatki schodowe była niezwykle trudna, a wokół panował chaos. Kobieta widziała rannych ludzi pokrytych krwią i była przekonana, że nie uda jej się przeżyć.
Gdy w końcu wydostała się na zewnątrz, wokół spadały gruzy i panowało ogromne zamieszanie. To właśnie wtedy fotoreporter uchwycił ją na zdjęciu, o którego istnieniu Marcy nie miała pojęcia. O fotografii dowiedziała się dopiero następnego dnia, gdy jej matka rozpoznała ją w mediach i skontaktowała się z autorem zdjęcia.
Uzależnienie i utrata dzieci po bolesnej traumie
Przeżycia z 11 września wywołały u kobiety głęboką depresję i traumę, które doprowadziły ją do ciężkiego uzależnienia. W efekcie Marcy straciła prawa rodzicielskie i opiekę nad dwójką swoich dzieci. Przez niemal dziesięć lat nie była w stanie podjąć żadnej pracy zarobkowej.
W rozmowie z New York Post kobieta opowiadała, że jej życie całkowicie wymknęło się spod kontroli, a każdy widok samolotu wywoływał u niej panikę. Zduszona strachem zaczęła zażywać crack, ponieważ – jak sama przyznała – nie miała już chęci do życia.
Przełom nastąpił pod koniec 2011 roku, kiedy kobieta zdecydowała się na pobyt w ośrodku odwykowym. Marcy Borders zdołała pokonać uzależnienie, odzyskała trzeźwość, a także odzyskała prawo do opieki nad swoimi dziećmi.
Choroba nowotworowa i tragiczny finał po latach od zamachu
Spokój nie trwał jednak długo, ponieważ w sierpniu 2014 roku u Marcy zdiagnozowano raka żołądka. Kobieta była głęboko przekonana, że nowotwór miał bezpośredni związek z toksycznym pyłem, który wdychała podczas ucieczki z World Trade Center. Podkreślała, że wcześniej nie miała żadnych problemów zdrowotnych, takich jak wysokie ciśnienie, wysoki cholesterol czy cukrzyca.
Marcy Borders zmarła 24 sierpnia 2015 roku w wieku 42 lat. Jej córka Norelle wspominała ją na łamach prasy nie tylko jako „kobietę z pyłu”, ale przede wszystkim jako swoją bohaterkę.
Historia Marcy wpisuje się w szerszy, tragiczny schemat. Według danych programu zdrowotnego World Trade Center Health Program, z powodu chorób wywołanych następstwami zamachów zmarło już ponad 9 tysięcy osób. Wśród ofiar toksycznego pyłu znalazło się między innymi 600 strażaków, co sprawia, że liczba zgonów będących następstwem katastrofy przewyższa obecnie liczbę osób, które zginęły bezpośrednio w dniu ataków.