- Światowa Organizacja Zdrowia ogłosiła międzynarodowy stan zagrożenia: rzadki szczep ebola Bundibugyo pustoszy DR Kongo i rozprzestrzenia się na Ugandę.
- Ponad 900 podejrzanych przypadków i 220 zgonów w DRK; brak leków i szczepionek na tę odmianę wirusa podnosi śmiertelność do 50%.
- USA odmawia wjazdu nawet własnym obywatelom z objawami, kierując ich na kwarantannę za granicą. Dowiedz się, co to oznacza dla globalnej walki z wirusem.
Kolejny przypadek eboli. Jest coraz poważniej
W prowincji Ituri, leżącej na terenie Demokratycznej Republiki Konga, znajduje się epicentrum zachorowań na rzadki szczep wirusa ebola o nazwie Bundibugyo, na który nie ma leków ani szczepionki. Szef Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) Tedros Adhanom Ghebreyesus, przekazał najnowsze wieści, z których wynika, że zarejestrowano w sumie ponad 900 podejrzanych przypadków, a 101 z nich zweryfikowano laboratoryjnie. Kilka dni temu poinformował także, że z powodu eboli w DRK w ostatnim czasie zmarło już 220 osób.
WHO uważa tę sytuację jako stan zagrożenia zdrowia publicznego o zasięgu międzynarodowym. Tym bardziej że wirus rozprzestrzenił się już na sąsiednią Ugandę. Najnowsze wieści mówią o ośmiu potwierdzonych przypadkach zachorowań w tym kraju. Śmiertelność tej odmiany wirusa wynosi 50 procent. Warto przypomnieć, że niektórzy chorzy trafili do Europy. Pisaliśmy o amerykańskim lekarzu, który z objawami eboli trafił do Niemiec na leczenie.
Amerykanie nie wpuszcza do kraju podejrzanych o zachorowanie z powodu eboli
Tymczasem Ameryka nawet nie chce słyszeć o przyjmowaniu do kraju chorych, nawet, jeśli będą to amerykańscy obywatele. Biały Dom powiadomił w czwartek, 28 maja, że USA otworzą w Kenii ośrodek kwarantanny dla Amerykanów, którzy byli narażeni na kontakt z ebolą. Administracja Trumpa chce, aby wszystkie przypadki zachorowań pozostały poza terytorium USA. Kenia zgodziła się na otwarcie takiego miejsca - zacznie działać w piątek, 29 maja i będzie w stanie pomieścić 50 pacjentów - co ważne pacjentów, którzy jeszcze nie mają objawów. "Jeśli obywatele USA zaczną mieć objawy wskazujące na ebolę, nie będą sprowadzani do kraju, lecz zamiast tego zostaną wysłani do państwa trzeciego" - przekazał Biały Dom . Nie ujawniono, do jakiego kraju trzeciego mieliby trafić Amerykanie. Zaprzeczono też - jak wskazuje PAP - by ta decyzja miała charakter polityczny.