Sprzeczne wynika sondaży na Węgrzech. Jedne wskazują na przewagę opozycji, inne przewidują wygraną Orbana
Już 12 kwietnia wybory na Węgrzech. Ich wynik przesądzi o dalszych losach i Węgier, i całej Unii Europejskiej. Bo to Węgry rządzone od lat przez Viktora Orbana są przez Brukselę uznawane za czarną owcę i hamulcowego. Powód? Choćby polityka wobec Ukrainy. Orban ostatnio nazwał ją nawet "państwem terrorystycznym i niebezpiecznym", sprzeciwia się tak szeroko zakrojonej pomocy, jakiej kraj ten oczekuje. Węgry mogą zatem blokować różne unijne decyzje, a to nie podoba się w Brukseli. Unijni urzędnicy mają nadzieję, że wybory przyniosą zmianę. Czy tak będzie? Jeszcze niedawno informowano, że opozycyjna partia TISZA wyraźnie zwiększa przewagę nad rządzącym Fideszem Viktora Orbana – tak miało wynikać z sondażu pracowni Median.
Połowa Węgrów obawia się sfałszowania wyborów, 79 proc. ingerencji w nie państw trzecich
Wśród zdecydowanych wyborców ugrupowanie Petera Magyara miało według tego badania opinii publicznej już 58 proc. poparcia, a Fidesz 35 proc. To daje aż 23 punkty procentowe różnicy. W całym społeczeństwie TISZA może liczyć na 46 proc., a Fidesz na 30 proc. Ale są i inne sondaże, a każdy pokazuje zupełnie inne nastroje społeczne. Jak to możliwe? Co to za sondaże? Na przykład 21 Research Center pokazał wzrost poparcia dla Tiszy do 56 proc., przy spadku Fideszu do 37 proc. Podobny kierunek wskazywał Zavecz Research (51 do 38 proc.). Zupełnie inaczej wyglądały jednak sondaże ośrodków Nezopont i Instytut XXI Wieku, które dają Fideszowi prowadzenie (46 proc.) nad Tiszą (40–41 proc.). Jednocześnie Badanie Instytutu Publicus z początku kwietnia wskazuje na to, że ponad połowa Węgrów obawia się sfałszowania wyborów parlamentarnych. Dwie trzecie tych osób podejrzewa o takie zakusy rządzący Fidesz, a 15 proc. - Tiszę. Aż 79 proc. respondentów jest zdania, iż inne państwa mogą w zakulisowy sposób ingerować w wybory, ine wierzy w to jedynie 18 proc. Węgrów.