- Ian Huntley, skazany za zabójstwo dwóch 10-latek, został brutalnie zaatakowany metalowym prętem w więzieniu.
- Współwięzień zadał mu około 15 ciosów, pozostawiając go w krytycznym stanie, z 5% szans na przeżycie.
- Lekarze są zszokowani, że Huntley wciąż żyje, a jego matka przyznaje, że "część niej też ma nadzieję, że tym razem on umrze".
Brutalny morderca skatowany przez współwięźnia
Ian Huntley, skazany w 2002 roku za zabójstwo 10-letnich dziewczynek Jessiki Chapman i Holly Wells, od czasu odsiadki przeżył już dwukrotne podcięcie gardła i oblanie wrzątkiem. 26 lutego około godziny 9 w więzieniu HMP Frankland, Huntley padł ofiarą prawdopodobnie najbrutalniejszego jak dotąd zamachu na swoje życie - podaje "The Sun". Morderca został zaatakowany metalowym prętem. 52-letni dzieciobójca otrzymał około 15 ciosów od współwięźnia. Znaleziono go we warsztacie więziennym w kałuży krwi. Początkowo personel był pewien, że mężczyzna nie żyje. Teraz wiadomo już, że żyje, ale jego stan jest krytyczny. Lekarze dają mu 5 procent szans. Jest w śpiączce.
Lekarze są w szoku, że wciąż żyje
Do więziennego szpitala przyjechała jego matka. "71-letnia Lynda Richards przebyła 180 kilometrów, aby usiąść przy łóżku okrutnego zabójcy po jego operacji" - pisze "The Sun". Kobieta miała powiedzieć, że zdaje sobie sprawę z tego, jak wiele osób ucieszy się, jeśli jej syn umrze. "Wciąż jestem jego matką, jednak część mnie też ma nadzieję, że tym razem on umrze" - cytuje ją serwis.
Świadkowie, do których dotarł portal, mówili, że tuż po ataku wyglądał "rozszarpany jak szczur". Lekarze z kolei mówią, że to, że wciąż żyje, jest niezwykłe. Za atakiem na mordercę dwóch dziewczynek stoi inny morderca, Anthony Russell, który odsiaduje w więzieniu dożywotni wyrok za trzy zabójstwa i gwałt. "Zrobiłem to! Zrobiłem to! Zabiłem go! Zabiłem go!" - miał krzyczeć, zanim strażnicy więzienni go obezwładnili.