Narkotykowy boss El Mencho zabity w Meksyku miał w domu święte figury i obrazy. Był bardzo religijny
Modli się pod figurą, diabła ma za skórą - wygląda na to, że zabity niedawno w Meksyku El Mencho był ucieleśnieniem tego powiedzenia. Chociaż dowodzony przez niego kartel mordował niezliczone ilości ludzi, ćwiartując przy tym swoich rywali, obcinając głowy i pożerając serca, nie przeszkadzało to narkotykowemu bossowi w uznawaniu się za osobę mocno religijną. Najwyraźniej nie widział w tym wszystkim żadnej sprzeczności. Skąd te wnioski? W podziemnej kryjówce, która była do niedawna domem Nemesio Rubén Oseguera Cervantesa, znaleziono pełno świętych figur, tekstów modlitw, obrazków religijnych. Były tam między innymi wizerunki Matki Boskiej z Guadalupe czy świętego Judy Tadeusza. El Mencho palił świeczki i przechowywał odręcznie przepisane teksty psalmów, a na podwórku był kolejne święte wizrunki wyryte w kamieniach.
El Mencho słynął z okrucieństwa i na nim zbudował potęgę swojej grupy przestępczej
Zabicie Nemesio Rubéna Oseguery Cervantesa przez meksykańskie siły specjalne 22 lutego stało się powodem ogólnokrajowych zamieszek. Członkowie kartelu Jalisco Nowej Generacji (CJNG) odpowiedzieli agresją, podpalając budynki i auta, blokując trasy komunikacyjne i atakując infrastrukturę, w tym lotnisko w Guadalajarze. El Mencho przez lata budował swoją legendę na fundamencie bezwzględnego terroru, przekształcając CJNG w machinę do zabijania. 59-letni lider organizacji przestępczej zakończył życie w minioną niedzielę w miejscowości Tapalpa. To tam armia przy wsparciu lotnictwa i jednostek specjalnych przeprowadziła szturm, który przerodził się w regularną bitwę. Według oficjalnych komunikatów resortu obrony, na miejscu zlikwidowano czterech bandytów. Sam szef kartelu został ranny w wymianie ognia, podobnie jak dwóch jego towarzyszy. Ostatecznie Oseguera Cervantes zmarł na pokładzie śmigłowca podczas transportu medycznego do stolicy kraju.