Spis treści
Niemiecki gigant w głębokim kryzysie
Jak poinformował „Bild”, Bosch zamierza zwolnić połowę pracowników zakładu w Norymberdze. Fabryka produkuje przede wszystkim komponenty do silników spalinowych oraz ogniwa paliwowe. Problem w tym, że popyt na oba te segmenty jest znacznie niższy od oczekiwań.
Według firmy gwałtowne zmiany na rynku motoryzacyjnym sprawiły, że utrzymywanie obecnego poziomu zatrudnienia przestało być ekonomicznie uzasadnione. Bosch podkreśla, że światowy rynek samochodowy stoi w miejscu, a sprzedaż aut w Europie nawet spada. Jednocześnie coraz mocniej rośnie konkurencja z Chin, która wywiera ogromną presję cenową na europejskich producentów i dostawców części.
Chiny wypychają Europejczyków
Niemieckie media nie mają wątpliwości, że jedną z głównych przyczyn problemów Boscha jest ofensywa chińskich firm. Koncern wskazuje wprost na „rosnącą presję konkurencyjną i cenową”, szczególnie ze strony producentów z Państwa Środka.
Dodatkowo transformacja w kierunku elektromobilności uderza w zakłady wyspecjalizowane w produkcji części do silników spalinowych. W Norymberdze właśnie takie elementy stanowią podstawę działalności. Bosch liczył również na rozwój technologii wodorowych, jednak rynek ogniw paliwowych nie rozwinął się tak szybko, jak przewidywano kilka lat temu.
Pierwsza strata od kryzysu finansowego
Sytuacja firmy jest o tyle zaskakująca, że jeszcze w pierwszej połowie 2026 roku Bosch zwiększył przychody o 3,6 proc. rok do roku. Mimo wzrostu sprzedaży koncern kontynuuje jednak program oszczędnościowy. Na koniec pierwszego półrocza zatrudniał już o około 6500 osób mniej niż pod koniec 2025 roku.
Jeszcze większe zaniepokojenie budzi fakt, że w ubiegłym roku Bosch po raz pierwszy od czasu światowego kryzysu finansowego odnotował stratę netto. To właśnie pogarszające się wyniki finansowe stały się jednym z argumentów za radykalnymi cięciami kosztów.
Związki zawodowe alarmują: „To rzeź miejsc pracy”
Decyzja wywołała oburzenie przedstawicieli pracowników. Niemiecki związek zawodowy IG Metall określił plany Boscha jako „Kahlschlag”, czyli dosłownie „ogołocenie” zakładu. Związkowcy ostrzegają, że jeśli redukcje zostaną przeprowadzone zgodnie z planem, przyszłość fabryki po 2029 roku może stanąć pod znakiem zapytania.
Przewodniczący rady zakładowej Arne Brandsch podkreślił, że dla załogi informacja o zwolnieniach była szokiem. Według niego rzeczywista liczba osób, które mogą zostać dotknięte redukcjami, może być nawet wyższa niż oficjalnie podawane 900 stanowisk.
Bosch obiecuje „łagodne” zwolnienia
Kierownictwo koncernu zapewnia, że redukcje mają zostać przeprowadzone w możliwie najbardziej społecznie odpowiedzialny sposób. Firma deklaruje korzystanie przede wszystkim z naturalnych odejść, programów dobrowolnych i innych rozwiązań ograniczających liczbę przymusowych zwolnień.
„Ta decyzja jest dla nas niezwykle trudna, ponieważ ma głęboki wpływ na nasz zaangażowany zespół w Norymberdze. Musimy jednak dostosować nasze struktury do zmieniającego się otoczenia rynkowego i odzyskać konkurencyjność” – przekazał Bosch w oficjalnym komunikacie.
Dla niemieckiej motoryzacji to kolejny sygnał alarmowy. Problemy Boscha pokazują, jak bolesna może być transformacja od silników spalinowych do elektromobilności i jak silną pozycję zdobywają obecnie konkurenci z Chin.
