Słowackie media o wypadku polskiego autokaru. Ofiar mogło być dużo więcej, gdyby nie refleks kierowcy ciężarówki
Do tragicznego wypadku polskiego autokaru na Słowacji doszło we wtorek, 17 lutego o godzinie czwartej nad ranem na krętej drodze między Rużomberkiem a Donovalami. Polski autokar jadący do Krakowa z Budapesztu przez Słowację w miejscowości Liptowska Osada zderzył się z ciężarówką przewożącą drewno i natychmiast stanął w ogniu. Na miejscu zginął kierowca autobusu, dwoje spośród około trzydziestu pasażerów zostało poważnie rannych, pozostałym udzielono pomocy na miejscu wypadku. Osoby, które odniosły najpoważniejsze obrażenia to 53-letni mężczyzna i 47-letnia kobieta. "Na pokładzie autobusu znajdowali się obywatele Polski. Wiele osób zostało rannych. Polski konsulat na Słowacji pozostaje w stałym kontakcie ze słowackimi służbami i władzami. Nasze służby konsularne są gotowe udzielić wszelkiej możliwej pomocy poszkodowanym obywatelom Polski oraz ich rodzinom w ramach swoich kompetencji” - powiedział Radiu ESKA rzecznik resortu spraw zagranicznych Maciej Wewiór. Wstępne doniesienia mówiły o tym, że kierowca autobusu zjechał na przeciwną stronę drogi i wtedy doszło do zderzenia czołowego. Potem jednak okazało się, że czołówki uniknięto dzięki szybkiemu działaniu kierowcy ciężarówki z drewnem.
„Zasłużył na nagrodę, bo ocalił ludziom życie. W ostatniej chwili odbił w prawo. Zwykle takie wypadki kończą się o wiele gorzej”
Nocny wypadek polskiego autokaru na Słowacji mógł zakończyć się znacznie większą tragedią – podkreślają słowackie media. Z relacji kierowcy ciężarówki wynika, że tuż po uderzeniu autokar stanął w ogniu, a pasażerowie w panice zaczęli wyskakiwać na zewnątrz. Ale widząc nadjeżdżający autokar, w ostatniej chwili mężczyzna kierujący ciężarówką z drewnem gwałtownie odbił w prawo. Jego pojazd wpadł do rowu, ale uniknięto czołowego zderzenia, które przy tej prędkości mogłoby skończyć się masakrą. „Zasłużył na nagrodę, bo ocalił ludziom życie. W ostatniej chwili odbił w prawo. Zwykle takie wypadki kończą się o wiele gorzej” – powiedział stacji TV Markíza jeden ze strażaków biorących udział w akcji ratunkowej. Okoliczności i przyczyny wypadku bada słowacka policja. Na razie nie podano oficjalnych ustaleń dotyczących tego, co doprowadziło do tragedii.