Wspaniałe wakacje zamieniły się w prawdziwy koszmar. Polka, która utknęła w Male na Malediwach opowiada, jak wygląda sytuacja turystów, którzy próbują wrócić do Europy. Informacje o wybuchu wojny dotarły do niej i jej męża głównie poprzez media społecznościowe - bez oficjalnych informacji. Początkowo wydawało się, że sytuacja nie jest najgorsza - przesiadka w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, która ich czekała wydawała się możliwa. Niestety, szybko te nadzieje zostały rozwiane.
Okazało się, że Zjednoczone Emiraty Arabskie też zamknęły przestrzeń powietrzną. Informacja przyszła nie z MSZ-u, nie przez Odyseusza, czy z innego wiarygodnego źródła informacji z naszego państwa. Dowiedzieliśmy się z internetu, social mediów - mówi Zofia Pietrzak-Chyła.
Wtedy zaczął się chaos i pytania o to, co robić w takiej sytuacji. Czy szukać biletów powrotnych w inny sposób?
- Nie było wiadomo, czy samoloty do Europy odlecą, bo nie było komunikatów linii lotniczych, które lecą stąd bezpośrednio do Europy. My się wstrzymaliśmy, baliśmy się zaryzykować i wydać kolejne kilkanaście tysięcy na bilety powrotne w sytuacji, w której nic nie było wiadomo - relacjonuje kobieta.
Razem z mężem pojechali na lotnisko i o ile rano było jeszcze spokojnie, z każdą chwilą zaczęło przybywało ludzi. Niestety, na miejscu trudno było o sensowne informacje.
- Na lotnisku brak jest jakichkolwiek informacji. Oni odsyłają nas do Centra Informacyjnego, odsyłają nas do przewoźników. Wszyscy, których loty do Europy zostały odwołane, zostali zgromadzeni w starym terminalu malediwskim - na takiej hali. Całe szczęście, to miejsce klimatyzowane. Dostaliśmy butelkę wody i to wszystko. Tam na tej hali porozstawiali się przedstawiciele z danych linii lotniczych, ale linie lotnicze mówią nam, że jedyne co możemy zrobić, to szukać lotów na własną rękę albo czekać na wznowienie i otwarcie przestrzeni, ale oni nie wiedzą, kiedy to będzie - opowiada Zofia.
Brak noclegów. Ludzie na łodziach i na plaży
Jak wynika z relacji naszej rozmówczyni, ludzi ciągle przybywa. Nie ma miejsc noclegowych. Turyści śpią na lotniskach, na plaży pod gołym niebem, a nawet na łódkach.
My jesteśmy jeszcze w miarę komfortowej sytuacji, bo ja przed tym wszystkim po prostu zapobiegawczo zabukowałam nocleg na trzy doby w przód. Tutaj w Male. Natomiast ludzi przybywa. Nie ma noclegów, nie ma miejsc noclegowych na najbliższe trzy doby. Wiemy, że grupa 20 Polaków spała na plaży z małymi dziećmi - zaznacza.
Niektórzy nocowali na łodziach.
- Jesteśmy w kontakcie z Polakami, którzy nie mieli tutaj noclegu, ale udało im się skontaktować z firmą lokalną, z którą pływali na łódce przez tydzień. No i okazało się, że kolejna grupa, która miała przypłynąć do nich na tą łódkę, nie dotarła, więc oni znów ja wynajęli - opowiada Polka.
Polka utknęła na Malediwach. "Ludzie kombinują"
Nasza rozmówczyni zwraca uwagę na kolejny bardzo ważny apekt, jakim jest dostęp do leków.
- Są ludzie starsi, którzy nie mają biegłości w internecie, w języku, są spanikowani. Zaczyna brakować leków. Ja sama biorę na stałe leki na serce. Mam jakiś tam zapas, na kilka dni, ale nic więcej. Próbujemy dzwonić do konsulatu. W konsulacie mówią nam, że oni by bardzo chcieli pomóc, ale dopóki Ministerstwo nie da żadnych informacji, nie mogą nas z powrotem ściągnąć do kraju - opowiada.
Najgorsza jest niewiedza.
- My nie wiemy nic. Ludzie kombinują, szukają lotów do Europy przez Turkmenistan, Kuala Lumpur, Indie i nie wiadomo co jeszcze. Natomiast raz, że to są bardzo ogromne ceny niektórych lotów, a najbliższe sensowne połączenia to jest już 11, 13, 16 marca - słyszymy.
Polacy na własną ręke postanowili założyć grupę na WhatsAppie. Próbują załatwić prywatny charter, natomiast w tym momencie to koszt ponad 2000 euro od osoby.
- My jesteśmy w dwójkę, ale są tu ludzie rodzinami czteroosobowymi, sześcioosobowymi, ludzie, którzy nie nie mogą sobie pozwolić na takie wydatki - opowiada.
Jakakolwiek próba wydostania się z wyspy to ogromne koszty, pozostanie na wyspie również wiąże się z ogromnym kosztem. Kiedy pytamy, co jest w tym wszystkim najgorsze, słyszymy, że to głównie niewiedza i strach.
Nie wiemy co z nami będzie. Czy my zostaniemy i na jak długo. Druga rzecz to jest z pewnością ogromny strach. My nie wiemy nic. Odyseusz nie komunikuje - mówi Zosia - My nic nie wiemy. MSZ nie daje żadnych informacji zwrotnych - mówi nam.
Wysłaliśmy zapytania w tej sprawie do rzecznika MSZ, jednak do chwili publikacji artykułu nie otrzymaliśmy odpowiedzi.
Na stronie MSZ pojawiła się natomiast informacja o infolinii.
Infolinia +48 22 523 8880 jest czynna od 1 marca br. od godz. 17:00 do 22:00, w kolejne dni w godz. 8:00 do 22:00. Dodatkowa infolinia będzie czynna w godzinach największego obłożenia linii dyżurnych w konsulatach. Konsultanci będą udzielać informacji konsularnych na temat aktualnej sytuacji w regionie i możliwości uzyskania pomocy. W celu uzyskiwania informacji prosimy nadal o sprawdzanie stron internetowych i mediów społecznościowych ambasad i MSZ oraz o zarejestrowanie się w systemie Odyseusz - czytamy.