- Wstrząsająca sprawa Denise Amber Lee, porwanej i zamordowanej w 2008 roku, ujawniła tragiczne luki w amerykańskim systemie alarmowym 911.
- Mimo dramatycznego telefonu ofiary i zgłoszenia naocznego świadka, pomoc nie nadeszła, co doprowadziło do śmierci 21-latki.
- Wykonano wyrok śmierci na Michaelu Kingu, mordercy Denise, który do końca nie wyraził skruchy. Dowiedz się, jak ta tragedia zmieniła system 911 w USA.
Dziennik "USA Today" podał w środę, 18 marca, że dzień wcześniej w więzieniu na Florydzie wykonano karę śmierci na 54-letnim Michaelu Kingu. W 2008 roku mężczyzna porwał młodziutką Denise Amber Lee w biały dzień, sprzed jej domu. Kobieta zdołała jeszcze zadzwonić na numer alarmowy z telefonu swojego oprawcy, błagając o pomoc. Niestety dyspozytorka, która przyjęła zgłoszenie, całkowicie je zignorowała. "Kluczowych informacji nie przekazano policji również po telefonie od naocznego świadka, który przez kilkanaście minut relacjonował dokładne położenie samochodu, widząc szarpiącą się na tylnym siedzeniu ofiarę" - czytamy.
Szok w USA. Porwana zadzwoniła na numer alarmowy i błagała o pomoc. Została zignorowana
21-latka nie miała szans. King wywiózł ją do lasu, gdzie zastrzelił. Jak przypomina PAP, głośna sprawa obnażyła luki w amerykańskim systemie alarmowym 911 i doprowadziła do jego zreformowania. Mąż zamordowanej kobiety, Nathan Lee, założył fundację, której działalność zaowocowała zaostrzeniem wymogów szkoleniowych dla dyspozytorów w wielu amerykańskich stanach.
Morderca nie przeprosił rodziny swojej ofiary
Michael King został stracony poprzez wstrzyknięcie trucizny. Podczas egzekucji, którą obserwowała rodzina zamordowanej przez niego kobiety, nie przeprosił za to, co zrobił. Stwierdził jedynie, że podczas pobytu w więzieniu się nawrócił. PAP podaje, że to siódma egzekucja w USA w tym roku i czwarta na Florydzie. W minionym roku w kraju wykonano łącznie 47 wyroków śmierci, najwięcej od 2009 roku.