Prawie 500 ofiar powodzi w Himalajach. To nie koniec dramatu? Grozi kolejna katastrofa

2026-08-28 7:22

Gigantyczna powódź w Nepalu i Tybecie pochłonęła już prawie 500 ofiar. Mimo że ryzyko przerwania tamy na jeziorze osuwiskowym maleje, służby ostrzegają, że apogeum zagrożenia dopiero przed nami. Akcja ratunkowa została wznowiona, ale los ponad 1400 osób wciąż jest nieznany.

Aktualizacja, godz. 12:00

Nowe informacje z Himalajów. Bilans katastrofy wzrósł do 494 ofiar. Chińskie służby wznowiły akcję poszukiwawczo-ratowniczą w Tybecie po tym, jak wcześniej została ona wstrzymana ze względu na ryzyko przerwania naturalnej zapory na jeziorze osuwiskowym. Według chińskich władz zagrożenie stopniowo się zmniejsza, a poziom wody w zbiorniku spadł o 10 metrów w porównaniu z czwartkowym porankiem. Akcja ratunkowa ma być obecnie prowadzona „w sposób uporządkowany”.

Jednocześnie sytuacja nadal wymaga ścisłego monitorowania. W zbiorniku zgromadziło się już ponad 2,5 mln metrów sześciennych wody, a w najbliższych dniach może napłynąć kolejne 3 mln. Chińskie służby ostrzegają przed możliwością gwałtownego przerwania naturalnej bariery. Szczyt zagrożenia prognozowany jest na 1 września.

Wcześniej informowaliśmy: 

Tragiczny bilans rośnie z godziny na godzinę

Dramatyczne informacje napływają z Nepalu i Chin, gdzie potężna powódź zbiera śmiertelne żniwo. Najnowsze dane mówią o co najmniej 472 ofiarach śmiertelnych, z czego aż 469 osób zginęło na terenie Nepalu. Nepalska policja przekazała w piątek za pośrednictwem platformy X, że ciała odnaleziono w ośmiu dystryktach dotkniętych kataklizmem. Najgorsza sytuacja panuje w dystrykcie Ćitwan, gdzie potwierdzono śmierć 178 osób.

Służby ratunkowe zdołały ewakuować 1545 poszkodowanych, spośród których 84 osoby wymagały natychmiastowej hospitalizacji. Niestety, wciąż trwają poszukiwania 910 zaginionych, w tym aż 517 cudzoziemców.

Sytuacja po chińskiej stronie granicy

Katastrofa dotknęła również tybetański powiat Gyirong po chińskiej stronie granicy. Tamtejsze władze potwierdziły śmierć trzech osób. W zrujnowanym regionie ewakuowano łącznie 499 mieszkańców i 555 turystów. Jak podaje agencja Xinhua, za zaginione wciąż uznaje się 558 osób, w tym 260 obcokrajowców.

Do walki z żywiołem skierowano blisko 700 strażaków, których wspierają drony i psy tropiące. Akcja ratunkowa jest niezwykle utrudniona, ponieważ drogi w górzystych terenach zostały całkowicie zniszczone. Na miejsce tragedii docierają transporty z pomocą humanitarną: namiotami, żywnością, wodą pitną i generatorami prądu.

To nie koniec. Grozi kolejna, potężna fala

Służby z niepokojem monitorują nowo powstały zbiornik osuwiskowy u zbiegu rzek Chhochen Khola i Purepu Tsangpo. W jeziorze zgromadziło się już około 2 miliony metrów sześciennych wody, a według prognoz w ciągu najbliższych dni spłyną tam kolejne 3 miliony. Chińskie ministerstwo zasobów wodnych wydało poważne ostrzeżenie.

Jak przekazała telewizja CCTV, zbiornik „stwarza wysokie ryzyko pęknięcia i przelania, co może doprowadzić do poważnej powodzi w dole rzeki”. Służby stale monitorują sytuację, przygotowując symulacje na wypadek pęknięcia naturalnej bariery.

Gigantyczna lawina błotna zmiotła wszystko

Jak informuje amerykański instytut geologiczny (USGS), przyczyną środowej katastrofy było zapadnięcie się wysokogórskiego lodowca. Ogromne zwały lodu i gruzu runęły w dół, uwalniając gigantyczną falę wody. Ta z kolei wywołała potężną lawinę błotną, która poruszała się z prędkością około 50 m/s, dosłownie zmiatając z powierzchni ziemi całe osady na granicy chińsko-nepalskiej.

Dostęp do Tybetańskiego Rejonu Autonomicznego jest zazwyczaj niemożliwy dla zagranicznych dziennikarzy, a podróżujący tam obcokrajowcy muszą posiadać specjalne, rygorystycznie kontrolowane zezwolenia.

Co nas czeka?
Klimat. Jak zmieni się nasze życie? Ile mamy czasu? | CO NAS CZEKA? #6 - prof. Szymon Malinowski

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki