- Rosyjski sąd zaocznie skazał ukraińską aktywistkę Irynę Zemlianą na 13 lat więzienia za rzekome oblanie ambasadora Rosji sokiem.
- Zemliana jest oskarżana o "atak na przedstawiciela państwa obcego", "podżeganie do nienawiści" oraz "rozpowszechnianie wojskowych fake newsów".
- Aktywistka twierdzi, że incydent z ambasadorem był przypadkowy, a wyrok to element kampanii zastraszania.
- Dowiedz się, dlaczego polska prokuratura umorzyła sprawę i co o całej sytuacji mówi sama Zemliana.
Moskiewski sąd skazał zaocznie ukraińską aktywistkę Irynę Zemlianą na 13 lat więzienia za – jak twierdzi Rosja - rzekome oblanie ambasadora Rosji Siergieja Andriejewa sokiem z buraków w maju 2022 roku. Informację tę podał rosyjski portal Mediazona, powołując się na Prokuraturę Generalną Rosji. Aktywistka została aresztowana zaocznie przez moskiewski sąd w marcu 2024 roku, a od 2023 roku jest poszukiwana przez rosyjskie służby bezpieczeństwa. Według raportu, kobietę uznano za winną "ataku na przedstawiciela państwa obcego w celu skomplikowania stosunków międzynarodowych, podżegania do nienawiści i wrogości przy użyciu przemocy oraz rozpowszechniania wojskowych fake newsów".
Co dokładnie się stało?
Chodzi o wydarzenia z 9 maja 2022 roku. Tego dnia do Mauzoleum Żołnierzy Radzieckich w Warszawie przybyli przedstawiciele rosyjskiej ambasady, w tym ambasador Siergiej Andriew, którzy składali kwiaty z okazji Dnia Zwycięstwa. Ukraińscy aktywiści zorganizowali performans, podczas którego ambasador został oblany sokiem z buraków. Jak później twierdziła Zemliana w komentarzach dla ukraińskich mediów, aktywiści planowali oblać sokiem tylko siebie, jako symbol krwi przelanej na Ukraińcach w wyniku agresji Rosji, a na ambasadora trafiło to przypadkowo, ponieważ stał zbyt blisko. "Krew", jak dodawała kobieta, trafiła wtedy i na innych obecnych w tłumie.
Jeśli chodzi o "fake newsy", artykuł ten przypisano kobiecie ze względu na posty o zbrodniach rosyjskich wojsk na Ukrainie, które publikowała w latach 2022–2024. Po akcji w Warszawie Iryna Zemliana informowała, że otrzymywała szereg gróźb od Rosjan i ostatecznie musiała pod ochroną opuścić stolicę Polski.
Zemliana: "To kampania nacisku i zastraszania"
Iryna Zemliana w rozmowie z nami twierdzi, że wyrok wydany na nią w Rosji nie ma nic wspólnego z wymiarem sprawiedliwości, lecz jest politycznym sygnałem. "Jest częścią szerszej kampanii nacisku i zastraszania dziennikarzy, aktywistów oraz ukraińskich obywateli. Sprawa jest całkowicie sfabrykowana: wystarczy obejrzeć filmy i zdjęcia, żeby zrozumieć, że nie zrobiłam tego, o co mnie oskarżają" – mówi aktywistka.
Dodaje, że sprawę rozpatrywał także polski wymiar sprawiedliwości i została ona oczyszczona z zarzutów. Przypomnijmy, że sprawą zajmowała się Prokuratura Okręgowa w Warszawie, a sprawa została umorzona z uwagi na brak "zapewnień o wzajemności w tym zakresie przez władze Federacji Rosyjskiej".
Pani Iryna jest przekonana, że takie wyroki mają tylko jeden cel: zastraszenie i zdyskredytowanie. "Pokazują również, że Rosja w obecnym kształcie nie może pozostać taka po zakończeniu wojny i zwycięstwie Ukrainy. Bez demontażu tego represyjnego systemu będzie nadal prześladować tysiące osób, takich jak ja" – zaznacza aktywistka.